13 października 2018

Myśli o wychowaniu

       

                Cudze dzieci uczyć


Nauczyciel …
to jedna z najbardziej wyjątkowych postaci na całym świecie,
bo któż inny mógłby każdego dnia ofiarowywać to,
co w nim najlepszego,
cudzym dzieciom?
(Deanna Beisser)


Rzeczywiście nauczyciel jest jedną  z  najbardziej wyjątkowych  postaci! Możemy się z tym zgadzać lub nie. Radzę jednak z oceną poczekać  jakiś czas, aż  nabierzemy dystansu do szkoły i do siebie, a także dorośniemy do pełniejszego rozumienia wielu spraw. Dziś – pod wpływem emocji  - nie zawsze potrafimy być sprawiedliwi, dlatego  ocena tego samego nauczyciela bywa skrajnie różna.  Jedni go lubią, inni  - nie. Jedni uważają, że jest wspaniały,  drudzy nie powiedzą o nim dobrego słowa. Nauczyciele wiedzą o tym, liczą się także z niewdzięcznością, znają bowiem stare przekleństwo: Obyś cudze dzieci uczył.

Sądzę, że Dzień Nauczyciela jest dobrą  okazją, żeby wyrazić wdzięczność za trud naszych pedagogów. Jak to się robi? Może nauczymy się od absolwentów naszej szkoły, którzy mają utrwalone w pamięci piękne portrety swoich nauczycieli? Wybrałam kilka takich  wizerunków - różnych, ale zawsze ciepłych, pełnych szacunku i wdzięczności. Przedstawiam prawdziwe wspomnienia o prawdziwych  nauczycielach, nagrane i spisane w 100-lecie  szkoły. Poczytajcie, z jakim sentymentem są wypowiadane.
Pani Bożena D., absolwentka z 1984 roku, mówi: szkoła to nauczyciele,   których się szanowało. Ludzie mądrzy, godni, eleganccy w stroju i kulturze bycia. Niektórzy nauczyciele mieli swój szczególny rys, z którego nawet śmialiśmy się czasem, ale nigdy to nie było szyderstwo. Wiedzieliśmy, który nauczyciel będzie naprawdę  niezadowolony, że nie znamy koniugacji czy deklinacji łacińskich i powie słynne: „UUU!“. Który pedagog  każe meldować klasę przed lekcją,  którego możemy zająć rozmową o filmie, a który,  w takim a nie innym porządku, każe wchodzić do klasy.   
 
Pan Wojciech L., absolwent z 1990 roku, wspomina:  Uważam, iż miałem szczęście,  gdyż trafiłem na dobrych nauczycieli, którzy posiadali wiedzę  w swoich dziedzinach i potrafili ją przekazać. Wspominam ich jako raczej wymagających pedagogów, pełnych pasji,  co akurat bardzo sobie cenię, gdyż dzięki temu potrafili zmobilizować uczniów do większego wysiłku. Oczywiście, niektóre przedmioty były ciekawsze, niektóre trudniejsze, niektóre  łatwiejsze, niemniej jednak każdy z nauczycieli cieszył się poważaniem i autorytetem. 
 
Pani Roksana B.,  absolwentka  z  2008  roku, mówi: Każdy z osobna przekazał  mi - oprócz wiedzy książkowej -  też mądrość   życiową. Z każdym przy spotkaniu po latach zamienię kilka zdań. Każdemu z osobna przy tej okazji dziękuję za wszystko. To, czego nas profesorowie nauczyli,  kiełkuje teraz w życiu dorosłym. Jestem im wdzięczna, bo to kim teraz jestem, jest też ich zasługą. Teraz swoją szkołę i nauczycieli odwiedzam razem ze swoją córką. To chyba najlepszy dowód  na to, że nauczyciele byli i są najlepsi, inaczej tak chętnie bym nie wracała do starych murów swojej szkoły.                                                                                                                                                                                                                                                          
 
Wśród wspomnień są ciepłe  słowa odnoszące się zarówno do wszystkich nauczycieli, jak również pojedyncze portrety, z różnych powodów szczególnie zapamiętane. Pan Zenon K., maturzysta z 1949 roku, mówi o profesorze Pieszce: Uczył geografii (…) Nie miał własnych dzieci. Ale całe swoje życie, całą swoją miłość przelał na młodzież i z wzajemnością. Nie wiem, skąd się to wzięło, ale jak tylko zetknęliśmy się z nim, to gdy wchodził to klasy, jeden z kolegów, przewodniczący krzyczał: „Cześć Marszałkowi!”, a cała klasa wtedy odpowiadała: „Cześć, cześć, cześć!” Był kochany przez nas i on kochał nas. 
 
Pan Zbigniew S.,  absolwent  z 1962  roku, również opowiada: Szczególnie dobrze wspominamy profesora Michała  Pieszkę.   Przed lekcjami  geografii nikt nie miał prawa być w klasie. Przychodził profesor Pieszko  i przynosił globus. Globus zawsze musiał wejść pierwszy. Profesor mówił: „Globus pierwszy, globus pierwszy”
 
Pan Eugeniusz C., maturzysta z 1953 roku,  bardzo wiele uwagi poświęca profesorowi  Stefanowi Milerowi. Pamięta, że  był wyjątkowym człowiekiem. Nauczycielem  życzliwym dla uczniów i sprawiedliwym – jeśli ktoś nie umiał, to była dwója bez dyskusji, a inni dostawali tyle, na ile zasłużyli. Był bardzo lubiany przez uczniów. Poza tym był patriotą i w mniejszym gronie prowadził dyskusje patriotyczne ( wtedy nie można było ujawniać poglądów sprzecznych z oficjalnym systemem państwowym). Profesor Miler założył szkolny  ogród zoologiczny.(…) musiał  więc go  utrzymać, no to  prosił uczniów, żeby go wspierali. (…) pozwalał nam jeść na lekcji, ale to kosztowało 20 żab. I ja taki dług miałem  parę razy. Był też wybór: żaby albo susły, których było dużo na łące w Mokrem. Dodatkowo przynosiliśmy  chleb, żyto, owies, żeby zwierzęta nie były głodne. 
 
Pan Jacenty W., absolwent z 1974 roku, podkreśla rolę pana Teofila Lawgmina: Profesor wspaniale prowadził lekcje, może  w waszym dzisiejszym odczuciu  to był reżim. Wszyscy, może trochę ze strachu, ale też z chęci poznania, uczyli się chemii i akceptowali sposób  jej przekazywania. To był sposób osobliwy, ale świetny. W tej chwili byście protestowali, strajkowali, ale my poddawaliśmy się temu stylowi prowadzenia zajęć. Wiele osób osiągnęło dużo w życiu dzięki profesorowi.   
 
Pan Leszek A.,  absolwent  z  1979 roku, miło wspomina kilku nauczycieli. Było parę  osobowości, które w tamtych czasach były rzeczywiście  filarami szkoły. Profesor Teofil Lawgmin - chemik, pan  profesor  Henryk Rodzik –fizyk, pan profesor Andrzej Borkowski – anglista.  I  (…) wychowawca - pan Jerzy Suchodół
 
Pani  Jolanta K., absolwentka z 1980 roku, opowiada: Dobrze wspominam również naszego wychowawcę, fizyka, prof. Stanisława Kasztelana. Był to wspaniały pedagog, trzymał nas  twardą ręką (…). Jako dydaktyk i fizyk był również wspaniały, maturę z fizyki można było, bez dodatkowych korepetycji, zdać bardzo dobrze
 
Bożena D., absolwentka z 1984 roku wyznaje: Nie mogę nie wspomnieć dyrektora szkoły  - świętej pamięci  Bolesława Hassa.  On nas po prostu lubił.  Lubił młodzież. Poważnie z  nami rozmawiał o wymagających powagi sprawach (internowanie nauczycieli),  a żartował, śpiewał z nami, kiedy był czas na zabawę.  Cieszył się nami i  naszymi rodzicami przygotowującymi studniówkę. Chętnie robił sobie z nami zdjęcia, na które dziś spoglądamy z  wielkim sentymentem
 
Pani Małgorzata N., absolwentka z 1986 roku, najlepiej wspomina  Julię R. – polonistkę, która  pracowała  wtedy w bibliotece. Można powiedzieć, że prowadziła ona tajne komplety, bo to były czasy, w których nie zawsze i nie wszystko można było mówić oficjalnie. Pani Julia chyba właśnie dlatego nie uczyła, ponieważ chciała przekazać więcej informacji niż inni. Pani R.  po cichu przekazywała nam różne treści, typu Katyń.  O tym się głośno nie mówiło.  (…) była cichutką i skromną osobą i zawsze mogliśmy do niej pójść, wyżalić się i posłuchać ciekawych rzeczy. 
 
Pani Małgorzata K., maturzystka z 1990 roku, pamięta:   Geografii uczył nas profesor  Ryszard  K. i zamęczał kartkówkami z mapy. Kartkówka wyglądała tak, że rzucał nam 15 - 20 nazw i trzeba było określić,  co to jest:  jaka rzeka, jaki dopływ i gdzie się znajduje, jaka górka itd.  Czy to Afryka, czy Europa i jakie państwo. To wymagało olbrzymiej wiedzy. I my te kartkówki notorycznie pisaliśmy i ciągle sporej grupie  nie udawało się ich zaliczyć. Tylko pojedyncze  osoby  były obkute. Wpadliśmy na taki pomysł, że to my sobie ustalimy, jakie profesor nam nazwy podyktuje. Pan K. dyktował swoje nazwy, a my pisaliśmy co innego. Znaliśmy już preferowane przez niego pojęcia, bo pisaliśmy dużo tych kartkówek. No i wtedy udało nam się wszystkim tę kartkówkę zaliczyć, na szczęście. Wszyscy mieliśmy tak  samo, ale profesor jakoś nie wpadł na to, że  to nasz  pomysł. No i jakimś cudem cała klasa po pół roku, bo tak z pół roku pisaliśmy te kartkówki,  zaliczyła nieszczęsną mapę świata.   
 
Pani Katarzyna K., absolwentka z  1996  roku, z sentymentem wspomina lekcję z Markiem S. – matematykiem.  (…) na prima aprilis przed lekcją matematyki wyniosłyśmy  z koleżankami tablicę i biurko z sali numer 15. Do klasy wszedł profesor i zobaczył, że nie ma przy czym usiąść i na czym pisać. Powiedziałyśmy  mu, że zarówno tablica, jak i biurko „poszły” do konserwacji. Profesor postanowił mimo wszystko przeprowadzić normalną lekcję. Usiadł więc przy pierwszej ławce, wyjął wielki zeszyt formatu A4 i do odpowiedzi zawezwał jedną  z koleżanek z pierwszej ławki, która ze stoickim spokojem powiedziała: „Nie ma jej dzisiaj”. Profesor zaczął więc polowanie na następną ofiarę. Gdy ta zaprotestowała słabo, że w pamięci zadania nie umie rozwiązać, a klasa zawtórowała, że nie  potrafi zapisać tegoż zadania  z pamięci, profesor zarządził, że będzie w swoim wielkim kajecie zapisywał to, co ofiara mu podyktuje. Jak powiedział, tak zrobił.

Józef H. i Stanisław M., absolwenci z 1967  roku, pytani o to, których nauczycieli zapamiętali, odpowiedzieli: Wszystkich. Dyrektor Michał  Bojarczuk  był wyjątkową  postacią.  Michał Pieszko, pochodzący  ze Lwowa, słynny geograf. Ale też wszyscy nauczyciele  różnych przedmiotów, którzy później dali nam przepustkę na studia. Były kółka przedmiotowe i w nich mogliśmy się wykazać. Na przykład pani  profesor  Łucja Burda prowadziła kółko biologiczne.  Potem to zaważyło  na wyborze kierunku studiów. Zapytani o to, jakie wspomnienia wynieśli ze szkoły,  mówili: Trzeba się było uczyć. Była dyscyplina. Trzeba było chodzić w garniturkach. Jak przechodził nauczyciel, to się niemal stawało na baczność. Krótkie włosy trzeba było mieć. Jak się spotkało nauczyciela na mieście, to trzeba było powiedzieć mu „dzień dobry”. Nieważne, ile razy się go spotkało. 
Dziś nikt z nas nie musi stawać na baczność przed nauczycielami, bo oni tego nie wymagają.  Relacje między uczniami i nauczycielami są inne (myślę, że wcale nie lepsze!) i to nie z winy pedagogów. To wielu z nas – uczniów - ma zbyt roszczeniowe nastawienie do życia i szkoły. Czasami buntujemy się przeciw wymaganiom, bo tak nam wygodniej. Nie lubimy wkładać wysiłku w naukę i nie zawsze szanujemy trud nauczycieli. Mam jednak nadzieję, że za lat dziesięć czy dwadzieścia z wdzięcznością będziemy wspominać tych, którzy poświęcili swoje życie cudzym dzieciom. Czyli  nam!

Gratia

Grafika:
https://i1.kwejk.pl/k/obrazki/2016/10/f55ac6c27773cbd9f2aea4fc4f4364e7.jpg
http://sp1piensk.edu.pl/phpf/images/news/dzdz.png
https://cdn.pixabay.com/photo/2013/07/13/10/09/bouquet-156651_960_720.png

32 komentarze:

  1. Najpierw o polonistach! Moje odczucia najlepiej wyrazi poeta Andrzej Waligórski („List w sprawie polonistów”)

    Polonista, niepoprawny romantyk,
    Nie największym się cieszy mirem,
    Ale ja mu - laury i akanty,
    Ale ja mu - kadzidło i mirrę!
    Ale ja go całuję w ramię,
    Ale ja go podziwiam i cenię,

    A ty przed nim na kolana, chamie,
    Cały w złocie i volkswagenie!

    Bo jeżeli jesteś i ja jestem,

    To dlatego, że stojący na warcie
    Polonista znużonym gestem
    Kartki książek wertował uparcie
    Za kajzera i za Hitlera,
    I za cara, i za innych carów paru,
    I dlatego właśnie nie umiera
    Coś ważnego, co nazywa się Naród.

    Więc zamieszczam na końcu listu
    Ja, satyryk, błazen i ladaco,
    Zdanie proste: - Kocham polonistów!
    Rozwinięcie zdania: -
    ... bo jest za co!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzy ważne dla mnie polonistki: mama, która była przede wszystkim mamą, ale i polonistką, dlatego w moim domu zawsze było tyle książek, że dziwiło to moje koleżanki, polonistka w liceum, która odkryła przede mną świat dorosłych lektur i oraz polonistka mojej córki, która z organizowała dla jej klasy matematycznej! wyjazdy do teatru.

      Usuń
  2. Piękny post. Ja także dopiero z perspektywy czasu jestem w stanie docenić swoich Nauczycieli, a miałam ogromne szczęście poznać Pedagogów, którzy w edukację wkładali całe serce. Dzisiaj jestem im naprawdę wdzięczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkim Nauczycielom z okazji ich święta życzę, by mogli spokojnie pracować i realizować swoje pedagogiczne plany i marzenia. Mimo wszystko! I dedykuję im tę oto rymowankę:

      Wychowanie, kolego, sprawa arcyważna!

      Tak jest, dyrektorze, zaraz się poświęcę,
      tylko stopnie podliczę, ujmę statystycznie,
      przeciętną wyszczególnię, sprocentuję frekwencję,
      arkusze ocen sprawdzę, uzupełnię luki,
      wycieczki zaplanuję, w diagram to uchwycę,
      obstaluję autokar, noclegi, stołówki,
      wniosek złożę w dyrekcji, gdy koszty podliczę.
      Świadectwa w mig wystawię, sporządzę odpisy,
      opinie zredaguję, metryki posprawdzam,
      zdjęcia ponaklejam, prześledzę przepisy,
      inwenturę odbędę, zubytkuję braki,
      porównam z księgą główną, dodam ekspertyzę,
      wyzłomuję starocie, poupycham w paki,
      na zastępstwa polecę, społecznie podziałam,
      referat przygotuję na ważne zebranie
      i już bez żadnych przeszkód

      zajmę się wychowaniem

      Usuń
  3. Jak okazać sympatię nauczycielom i wyrazić wdzięczność za ich pracę? To proste! Uczyć się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mieć więcej zapału do robienia czegoś więcej niż zaliczanie kolejnych klasówek! Mieć jakieś szersze zainteresowania, pasje, chęci do działania, rozwijania się. Przy miernych i biernych uczniach nauczyciel może się załamać. To jest dla niego orka na ugorze. Jego wiedza i talent - po prostu się marnują.

      Więcej życia, koleżanki i koledzy!

      Usuń
  4. "Czasami buntujemy się przeciw wymaganiom, bo tak nam wygodniej. Nie lubimy wkładać wysiłku w naukę..." - czytam we fragmencie postu.

    I myślę: czasami albo nawet częściej! Nauczyciel - owszem - jest mentorem, może być też przyjacielem młodzieży. Aby jednak jego praca przynosiła zamierzone efekty, uczniowie muszą podążać za nim, uczyć się i rozwijać.

    Za zapałem nauczyciela musi krok w krok podążać zapał uczniów. Wtedy nauczyciel widzi sens swojego wysiłku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapał uczniów? To jakiś żart najczęściej! Zamiast korzystać z rozlicznych możliwości, jakie daje im szkoła (nie tylko o wiedzę chodzi!), oni robią łaskę nauczycielom, że w ogóle są. Niewygodnych (zbyt wymagających) nauczycieli próbują eliminować lub ośmieszać.

      Czytamy w poście, że kiedyś uczniowie utrzymywali ogród zoologiczny, żywiąc zwierzęta. W ten sposób wspierali inicjatywę profesora Milera. Nikt się nie buntował, nie skarżył do dyrektora lub kuratorium. I ci dawni uczniowie wyrośli na wartościowych ludzi.

      Jest wiersz Władysława Broniewskiego, który zawiera bardzo pouczający fragment:

      Nie głaskało mnie życie po głowie,
      nie pijałem ptasiego mleka -
      no i dobrze, no i na zdrowie:
      tak wyrasta się na człowieka (...)

      Usuń
  5. Wspaniały post! W pełni zgadzam się z tym, że ,,Nauczyciel to jedna z najbardziej wyjątkowych osób na świecie". Nauczyciel, tak jak i nasza rodzina, uczy nas jak żyć. Chce, abyśmy w przyszłości byli kimś i często poświęca dla nas swój czas wolny, aby nas czegoś nauczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porównajmy wzniosłe słowa, wypowiedziane przez znanych ludzi, z rzeczywistością. I poddajmy je refleksji.

      To jest naprawdę jeden z najcięższych zawodów. (Donald Tusk)

      W Chinach nauczycieli nazywa się budowniczymi narodu; czas, byśmy naszych nauczycieli nazywali tak samo. (Barack Obama)

      Państwo, które nie dba o nauczycieli (…), może już się zlikwidować. (Katarzyna Grochola)

      Usuń
    2. "Nigdy bez gniewu nie patrzę na przewrotność tych ludzi, którzy nauczycieli szkolnych mają niemal za nic, choć ich tak samo powinni szanować jak lekarzy, prawników i innych dobrze zasłużonych wobec Rzeczypospolitej. Praca nauczyciela w szkole nie mniejsza niż tamtych, użyteczność zaś równa albo i większa. Bo jeśli społeczność nie może się obejść bez tamtych, to jakże obejdzie się bez tego, kto troszczy się o zachowanie i krzewienie nauki, z której pielęgnowania i dzieł spływają na Rzeczpospolitą (...) tak liczne oraz wielkie korzyści".

      Tak pisał Andrzej Frycz Modrzewski w XVI wieku. Obecnie - w XXI wieku - jego słowa są wciąż aktualne, a traktowanie nauczycieli przez kolejne rządy oraz społeczeństwo pozostawia wiele do życzenia.

      Usuń
  6. Bardzo ciekawy post. Nie wiedziałem, że nasza szkoła była w przeszłości takim ośrodkiem działalności patryjotycznej. Postawa Pana Stefana Milera czy Pani Juli R. jest bardzo imponująca. Osobiście nie jestem pewien czy miałbym odwagę tak się zachować, w obliczu opresji systemu komunistycznego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była ośrodkiem działalności patriotycznej! Nauczyciele angażowali się również w działalność "Solidarności", a jeden z nich został internowany w nocy 13 grudnia 1981 roku.

      Usuń
  7. Praca nauczyciela wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Jako uczniowie często nie rozumiemy ich wymagań, a przecież dzięki ich zaangażowaniu zdobywamy wykształcenie i uczymy się, jak poradzić sobie w dorosłym życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko, że nie rozumiejąc ich wymagań, nie ufamy im, tylko utrudniamy im życie, a bywa też, że krzywdzimy. Tak więc na co dzień spełnia się przekleństwo: "Obyś cudze dzieci uczył"

      Usuń
  8. Bardzo ciekawy tekst! Wymagał na pewno dużo pracy, ale uważam, że było warto. Można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy o naszej szkole i nauczycielach pracujących w niej w przeszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na naszym blogu "można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy" na różne tematy. Warunek: trzeba tu wchodzić i czytać posty.

      Usuń
  9. Myślę, że nauczyciele są z roku na rok coraz mniej szanowani, a to wielki błąd. Trzeba być wielkim człowiekiem, żeby potrafić nauczać oraz przy tym wszystkim zachować spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że w naszym kraju ostatnio nikt nikogo nie szanuje. Wszystko stanęło na głowie. Nastąpiła degrengolada uznawanych dotąd wartości. To bardzo smutne!

      Usuń
  10. Aby móc coś ocenić, musimy na to spojrzeć z dystansu. Gdy kierują nami emocje, czy to pozytywne, czy też negatywne, nie potrafimy być obiektywni.
    Post przeczytałam z ogromną przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja z ogromną przyjemnością jeszcze raz sięgnęłam do wspomnień absolwentów naszej szkoły.

      Usuń
  11. Z pewnością wielu uczniów doceni nauczycieli dopiero, gdy wyjdą z murów naszej szkoły. Uważam,że ocenianie ich jest kwestią indywidualną. Drażni mnie, gdy po oddaniu sprawdzianu, ktoś kto dostał gorszą ocenę mówi "ona jest głupia, przecież dobrze napisałem". Każdy nauczyciel zna się na swojej dziedzinie i z pewnością rzetelnie ocenił pracę ucznia, a takie głosy są efektem lenistwa uczniów. Moim zdaniem nauczyciel, który jest wymagający jest dobrym nauczycielem, bo z takich lekcji wynosi się najwięcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze, że ten problem widzi także część uczniów. Oby ich było jak najwięcej!

      Usuń
    2. A może obecnie nie stosuje się "środków piorących" - jak w poniższym żarcie?

      Pani nauczycielka pyta Jasia:
      - Jakie znasz środki piorące?
      - Pas mojego taty.

      Usuń
  12. Każdy nauczyciel jest inny. Ma własny tok prowadzenia lekcji, własny charakter. Uważam jednak, że to, co łączy wszystkich nauczycieli, to chęć przekazania nam wiedzy, a co za tym idzie - przygotowanie nas do życia. Nawet jeśli wydaje się nam, że wiedza ta jest to zbyteczna, niepotrzebna, to mimo tego, ma ona swój udział w wychowywaniu każdego z nas. Wiadomo, że są nauczyciele lepsi i gorsi, łagodniejsi i bardziej surowi, lecz każdy z nich chce nas kształtować na dobrego człowieka, dlatego ja, już teraz, wszystkim Wam, drodzy nauczyciele, serdecznie za to dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sprawie poświęcenia nauczycieli i ich troski o uczniów. Dowcip (znaleziony)!

      Nauczyciel napisał na tablicy wzór chemiczny i otworzył dziennik:
      - Małgosiu, co to za wzór?
      - To jest... No, mam to na końcu języka...
      - Dziecko, wypluj to szybko! - mówi nauczyciel. - To kwas siarkowy...

      Usuń
  13. Nauczyciel to trudny i wymagający zawód. Wymaga poświęcenia i przede wszystkim pasji i powołania. Szanuję osoby, które zdecydowały się na taki trud.

    OdpowiedzUsuń
  14. Według mnie nauczyciel to zawód z powołania. Wiadomo, nie każdy jest tym wymarzonym przez nas nauczycielem, choć w naszej szkole jest nim bardzo wielu.
    Podziwiam niektórych nauczycieli, bo widzę ile pracy wkładają w przygotowanie się do lekcji, jej przebiegu a w konsekwencji nas do sprawdzianu jakim jest matura. Zawsze staram się obiektywnie patrzeć na nauczycieli jako ludzi i w wielu rozmowach z moimi rówieśnikami nie potrafię zrozumieć ich opinii na temat nauczycieli, które są często bardzo emocjonalne i bezpodstawne. Wiadomo, każdy ma inny gust i każdemu odpowiada inny charakter ale zanim ocenimy kogoś powinniśmy popatrzeć krytycznym okiem w swoim kierunku. Doceńmy zatem trud jaki nauczyciele wkładają w przygotowanie nas do dorosłego, dojrzałego życia w społeczeństwie. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciekawy post! Zawód nauczyciela jak chyba jednym z najtrudniejszych zawodów. Wymaga dużo poświęcenia. Podziwiam wszytkich nauczycieli!

    OdpowiedzUsuń
  16. Coś dla porównania z dzisiejszymi czasami.

    Kodeks Nauczyciela z 1872 roku (wybrane punkty).

    1. Nauczyciel każdego dnia powinien zadbać o to, aby lampy były napełnione a kominek czysty.

    2. Każdy nauczyciel winien codziennie przynosić wiadro wody i kubeł węgla.

    3. Pióra należy przygotowywać starannie. Końcówki piór można ostrzyć zgodnie z indywidualnymi upodobaniami wychowanków.

    4. Nauczycielowi płci męskiej zezwala się na wykorzystanie jednego wieczoru w tygodniu na sprawy osobiste (bądź też dwóch wieczorów, jeśli regularnie uczęszcza do kościoła).

    5. Po spędzeniu dziesięciu godzin w szkole, nauczyciele mogą oddać się czytaniu Biblii lub innych pożytecznych ksiąg.

    6. Nauczycielki, które wychodzą za mąż bądź angażują się w romanse, dostaną natychmiastowe wypowiedzenie.

    7. Nauczyciel powinien odkładać drobne sumy z każdej wypłacanej mu pensji, aby w latach starości nie stać się ciężarem dla społeczeństwa.

    9. Nauczyciel wykonujący swą pracę sumiennie i wiernie przez 5 lat, spodziewać się może podwyżki w wysokości dwudziestu pięciu centów tygodniowo, o ile zarząd wyrazi na to zgodę.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja jako uczeń mam świadomość tego jak ciężkim zawodem jest bycie nauczycielem. Czasem warto się dłużej zastanowić zanim wyrobimy sobie opinie o jakimś nauczycielu, przecież jego ciężkim wysiłkiem razem pracujemy na nasz wspólny sukces...

    OdpowiedzUsuń
  18. Jako uczeń, pragnę przeprosić każdego, czytającego ten komentarz nauczyciela, za to, iż nie doceniamy Waszej, ciężkiej pracy.

    OdpowiedzUsuń