24 lutego 2013

Spotkanie ze sztuką




Graffiti – sztuka czy wandalizm?






Graffiti są formą graficznego krzyku.
Graffiti będą wiecznie jak ogień, grad, żywioł powodzi.
Będą też istnieć ,
bo komunikacja ludzka staje się komunikacją wizualną,
a graffiti to kolor, to uderzenie,
to próba zagrania na naszych emocjach.
(Ryszard Kapuściński)


Na pewno każdy z nas doskonale wie, czym jest graffiti. Na rysunki na murach można natknąć się niemal wszędzie. Może warto więc dokładniej przyjrzeć się tematowi street-artu.

Kiedy to się właściwie zaczęło? Głosy są oczywiście podzielone. Nieliczni doszukują się korzeni graffiti w paleolitycznych rysunkach naskalnych lub w starożytnym Rzymie i Grecji. Realiści uważają jednak, że jest to fenomen XX w. Jedni twierdzą, że prekursorem sztuki ulicznej był niejaki Demetrius, który w połowie lat 60. w Nowym Yorku zaczął prezentować swoje tagi (podpisy artystyczne, którymi posługują się grafficiarze i członkowie subkultur). Jako że był gońcem, który podróżował po całym mieście, pozostawił po sobie dużo śladów działalności. Inni przekonują, że punktem zwrotnym był rozwój kultury hiphopowej oraz wynalezienie farby w sprayu (1974 roku).
Igor Dzierzanowski – polski znawca tematu graffiti – mówi, że „rzetelne odtworzenie kompletnego obrazu graffiti ostatnich 20 lat to układanka nie do ułożenia”. Można jednak pokazać różnorodność, bogactwo oraz najciekawsze przykłady sztuki ulicznej. Na taki pomysł wpadli autorzy książki „Polski street-art”. Graffiti jest najczęściej uważane za akt wandalizmu, który powstał w wyniku społecznej frustracji. Twórcy owej książki skoncentrowali się natomiast na wartościach artystycznych, które można zaobserwować we wszechobecnej sztuce ulicznej. Nawołują do dyskusji na temat walorów estetycznych graffiti, jednocześnie stając w obronie ulicznych artystów. Twierdzą bowiem, że graffiti jest sztuką, którą można pokazywać w galeriach. Niestety, bardzo często zamiast pięknych rysunków na murach możemy spotkać niechlujnie nabazgrane napisy  lub inne podobne bohomazy. Ze względu na krótki czas tworzenia tych tandetnych „dzieł” ich autorzy pozostają bezkarni.
Z kolei jeden z najsłynniejszych artystów ulicznych – Banksy – postanowił nakręcić film o tematyce street-artu  „Wyjście przez sklep z pamiątkami”. Tym właśnie filmem Banksy ukazuje absurdalne mechanizmy rządzące world-artem, jednak uświadamia również widzów, że z pozoru idealny street-art czasem także bywa skorumpowany przez pieniądze.
W sztuce ulicznej nie ma żadnych reguł, ani zasad. Niektórzy artyści zajmujący się street-artem ujawniają swój wizerunek, jednak większość woli pozostać anonimowa.  Graffiti zajmują się zarówno amatorzy-samoucy, jak i osoby, które ukończyły szkoły plastyczne. Niektóre prace są niewielkich rozmiarów, inne zajmują ogromne powierzchnie. Większość osób tworzy swoje dzieła w pobliżu miejsca zamieszkania, jednak zdarzają się też tacy, którzy swoje rysunki tworzą na całym świecie. Są zwolennicy zarówno treści poważnych, jak i humoru. Prace jednych są wykonane jedynie w czerni, innych w kolorze. Część woli kreować swoje dzieła w miejscach ukrytych, inni wolą je eksponować. Jak więc łatwo można zauważyć, sztuka uliczna jest bardzo zróżnicowana i każdy tworzy ją na swój sposób. 

A co Wy sądzicie na temat rysunków na murach? Graffiti upiększa miasto, czy może je szpeci? Zapraszam do  dyskusji.

Paweł