31 października 2018

Kącik młodego historyka


             Ubi sunt?


 
ja minę
ty miniesz
on minie
mijamy
(…)
mijam
mijasz
mija
a zawsze tak samotnie
(…)
minąłeś
minęłam
już nas nie ma
(Halina Poświatowska)


Niejednokrotnie zastanawiam się,  gdzie są (ci, którzy byli przed nami).  Ostatnio znowu  zaczęłam rozmyślać  o przemijaniu spraw  ludzkich.  Może pod wpływem jesieni oraz nadchodzącego  Święta Zmarłych?  Może! Tym razem refleksje ograniczyłam do mieszkańców mojego miasta – Zamościa -  i  doszłam do niewesołych wniosków. Oto bowiem  na cmentarzu tatarskim  stoi wieżowiec (przy ul. Prymasa Stefana Wyszyńskiego 30).  Na  terenie jednego  z cmentarzy żydowskich zbudowano  niegdyś Zakłady  Przemysłu Odzieżowego „Delia” (ich też już nie ma). Z kolei na obszarze drugiego – starego cmentarza  żydowskiego - od lat stoi  Zamojski Dom Kultury. Na miejscu  cmentarza ewangelickiego, zwanego również luterskim (zlikwidowanego na początku XIX wieku), obecnie stoi Szkoła Podstawowa  nr 7 (ulica Sienkiewicza) oraz są domy przy ulicy Kasprowicza.  Od niedawna jest pomnik poświęcony zamojskim Ormianom, a  ustawiono go na miejscu dawnego kościoła i cmentarza ormiańskiego (ul. Łukasińskiego), czyli na Starówce.   W obrębie murów miasta powstały bowiem  3 cmentarze. Jeden  na placu przy Kolegiacie (był czynny do II połowy XIX wieku)  – na nim pochowano między innymi feldmarszałka szwedzkiego Wittenberga, który zmarł  w Zamościu w 1657 roku. Drugi  cmentarz  mieli Ormianie obok własnej świątyni. Trzeci natomiast, należał do Greków (XVI – połowa XVII wieku) i znajdował się przy cerkwi obok bastionu I.  Nie sposób dziś znaleźć ziemskie  ślady ludzi przybyłych do nas z różnych stron świata. A przecież wszyscy  oni  żyli w mieście hetmana  Jana Zamoyskiego  i współtworzyli  je.

Niemal od początku swego istnienia miasto  było mozaiką narodowościową i wielokulturową. Każda z grup (…) eksponowała swoją tożsamość, sens i wartość swojej odrębnej nacji i specyficznej kultury (Jacek Feduszka, Przegląd Zamojski, 18.10.2018).  W  Zamościu  żyli, zwłaszcza od XVI do  XVIII wieku, przybysze z różnych stron świata (Żydzi do II wojny światowej). Zaspakajali tu zarówno ambicje Jana Zamoyskiego, jak i własne. Ówcześni mieszkańcy Zamościa tworzyli więc wielobarwną społeczność, a tutejsze  jarmarki miały międzynarodowy charakter, oferując bogate i egzotyczne towary. Zamość, leżąc na styku ważnych dróg handlowych: Wschód – Zachód, Północ – Południe, stawał się silnym ośrodkiem gospodarczo-handlowym. 
Jako jedni z pierwszych osiedlili się u nas Ormianie, otrzymując od Jana Zamoyskiego gwarancję  wszelkich praw  i wolności. Tak więc dostali na osiedlenie się część miasta (wzdłuż dzisiejszej ulicy Ormiańskiej), zgodę na budowę kościoła, utworzenie gminy z niezależnym sądem a także prawo prowadzenia szynków. Przy kościele wybudowali szkołę, szpital i cmentarz. Ormianie, którzy  przybyli z różnych stron: z Persji, Iranu, Kaffy, Cezarei, Erywania oraz z Armenii, trudnili się głównie handlem, ale też  rzemiosłem artystycznym. Wśród nich było wielu wykształconych ludzi, na przykład poeta renesansowy – Szymon Szymonowic. Dziś do ormiańskiego pochodzenia przyznaje się zamościanin - artysta grafik Maciej Sęczawa.

Niedługo   po Ormianach prawo do osiedlenia (w zachodniej części Rynku) oraz utworzenia gminy wyznaniowej  otrzymali Grecy, druga pod względem liczebności i  zamożności grupa narodowościowa. Zajmowali się przede wszystkim handlem (wino, małmazja). Za zgodą Jana Zamoyskiego wystawili drewnianą cerkiew, a potem otrzymali od niego murowaną, którą z czasem przejął Zakon Bazylianów. Wprawdzie kolonia grecka przestała istnieć w II połowie XVII wieku, jednak w okresie ostatniej wojny mieszkał u nas garbarz z Aten, a po wojnie szklarz, również Grek. 

W II połowie XVI wieku do Zamościa przybyli Żydzi (ze Lwowa, z Włoch, Turcji, Hiszpanii, Portugalii, Anglii), otrzymali własną dzielnicę (na wschód i południe od Rynku Solnego) oraz prawa równe innym mieszkańcom, pozwolenie na budowę synagogi, domu nauki  oraz założenie cmentarza. Mogli zajmować się handlem (złoto, srebro, klejnoty, przyprawy korzenne, sukno, medykamenty apteczne), operacjami finansowymi i medycyną. Z czasem było też wśród nich wielu rzemieślników. Losy zamojskich Żydów układały się różnie – jedni byli bogaci, inni biedni. Z rodzin żydowskich wywodziło się wielu pisarzy, artystów i uczonych. W XVIII wieku powstała w Zamościu uczelnia rabinacka (Jesziwa Mędrców Zamościa), tu też był ośrodek Haskali (oświecenia żydowskiego). Niestety, Żydzi doświadczali  też  u nas niemal przez cały czas nietolerancji. Tragiczną kartą w ich  historii był  okres okupacji nazistowskiej. Zostali umieszczeni w gettach: na Nowym Mieście (między Hrubieszowską a Gminną – zlikwidowanym 20.X.1942 roku)  oraz w  małym getcie (dla rzemieślników  - między ulicą Pereca a Zamenhofa – przetrwało nieco dłużej). 

Od początku istnienia miasta  jego mieszkańcami byli także Włosi. Oczywiście, architekt Bernardo Morando (zdjęcie obok), jak również gwardian, koniuszy, muratorzy, kupcy, rzemieślnicy, kawalkatorzy (ujeżdżacze koni), sztycharze (rytownicy) – na przykład Falconi, pięciu profesorów Akademii oraz dwu studentów. Także od początku byli tu Węgrzy,  zarówno hajducy (żołnierze) – około pięćdziesięciu, mieszczanie oraz studenci Akademii. Z tego powodu w Zamościu stało się wówczas popularne wino węgierskie. Sporadycznie pojawiali się również w Akademii studenci z Hiszpanii, Danii  i  Francji.

W XVI i XVII wieku liczną grupę stanowili mieszkańcy Wysp Brytyjskich, a głównie Szkoci (zdjęcie niżej).  Trudnili się przede wszystkich handlem domokrążnym (obnośnym), oferując tanie i niskiej jakości towary (skóry, sukno, wełnę, galanterie metalową, odzież). Szkoci i Anglicy stanowili też sporą część (44 osoby) studentów Akademii, w której  uczyli się głównie prawa. Tu też profesorem był Szkot – doktor prawa - William Bruce. Jan Zamoyski miał również regiment szkocki.
Na przełomie XVI i XVII wieku do Zamościa przybyli kupcy ruscy, tworząc z czasem okręg kościoła unickiego (grekokatolickiego).  Żyli  u nas również Niemcy (ewangelicy) -  od  pięciu osób w XVI  wieku  do kilkuset osób w XIX wieku. Mieli własny szpital i cmentarz - ewangelicki, zwany także luterskim, który znajdował się na Przedmieściu Lwowskim (zlikwidowany na początku XIX wieku). Niemcy byli głównie rzemieślnikami, a  zaprosili ich  do Zamościa właściciele miasta. W latach 40.  XX wieku  (niemieccy naziści) sami tu wtargnęli!
W 1648 roku pod Zamość nadciągnął Bohdan Chmielnicki wraz Tuhajbejem, a także z  Maksymem Krzywonosem oraz Erazmem Czarnotą i  zaczął oblężenie  twierdzy. Ostatecznie jej nie zdobył, ale straty w mieście i okolicach były tak wielkie, że zamościanie podjęli pertraktacje z wrogiem oraz zapłacili mu okup  (złożyli się nań wszyscy: szlachta, duchowieństwo, polscy mieszczanie, Szkoci, Niemcy, Żydzi i niewielką sumę Ormianie). Pod Zamościem poległo wielu Tatarów (zdjęcie  obok)  i Kozaków. Hetman Jan Zamoyski  miał na swym dworze służących pochodzenia tatarskiego, a pod koniec życia podobno  jeden z Ormian uczył go języka tureckiego. W Zamościu przebywali też przez kilka miesięcy Szwedzi – jako jeńcy, na czele z feldmarszałkiem Wittenbergiem.

I tak oto ludzie z różnych zakątków świata, łącznie z Polakami,  tworzyli teraźniejszość i historię naszego miasta. Na ogół przyczyniali się do jego  bogactwa gospodarczego i kulturalnego,  lecz czasem również przybywali tu jako agresorzy. Wszystko to jednak przeminęło! Ludzie bowiem: Błyszczą przez mgnienie oka, aby zagasnąć na całą wieczność, i to się nazywa życiem. (Bolesław Prus)
A ja wciąż pytam, gdzie są ci wszyscy ludzie? I tylko w wyobraźni  mogę odtwarzać sobie ten odległy i egzotyczny (a czasem brutalny) świat – z jego językiem, religią, tradycją i ambicjami. Jeszcze po  II wojnie w Zamościu mieszkali i prowadzili piekarnię  Turcy  Antoni Abdułłach – Ogły (zdjęcie obok)  oraz jego syn  Bolesław. Starzy zamościanie na pewno pamiętają ich pieczywo na miodzie lub karmelu, z dodatkiem cynamonu i rodzynek.   Dziś  już nie widzi  się na ulicach Zamościa potomków dawnych  przybyszów z innych krajów  (choć, kto wie, może żyją gdzieś obok nas?). Zachowało  się jedynie trochę  materialnych  pamiątek  ich  istnienia: synagoga, kamienice ormiańskie, kamienica - Morandówka,  kamienica Dymitra Greka (Dom Pański), odnotowane w starych księgach nazwiska, nazwy ulic, pomniki – Pomnik  Króla Dawida, Pomnik  Pamięci Żydów Zamojskich, Pomnik Pamięci  Ormian, pamiątkowe tablice na stacji Zamość –Starówka upamiętniające mieszkańców getta - ofiar Zagłady. Nieuchronnie więc: Mijają ludzkie pokolenia/Jak fale, gdy wiatr morzem zmęci (…) (Michał Zagórski) I choć nie godzę się z fatalizmem czasu, mój bunt jest daremny.

Roni

Grafika:
https://image.freepik.com/foto-gratis/reloj-bolsillo-vintage-playa-arena-dorada_34048-151.jpg
https://www.peopleofar.com/wp-content/uploads/Armenian-Merchant-Johann-Christoph-Weigel-17th-century-Germany.jpg
http://www.tygodnikzamojski.pl/dat/artykuly/2018/88170_b.jpg
http://www.litopys.com.ua/upload/medialibrary/272/272bea9df50246117dfd11444dbb7755.jpg
http://www.emito.net/files/a/ir/szkoci-w-polsce_s.jpg?854
https://www.spiewnikniepodleglosci.pl/wp-content/uploads/2017/11/zolnierz-tatarski-obraz-gembarzewski.jpg
http://www.zamosciopedia.pl/media/k2/galleries/4246/p735.jpg

27 października 2018

Spotkanie ze sztuką



          Podniebny musical


Historia przez duże H przeplata się
z historiami prywatnymi,
scenami dowcipnymi czy przepełnionymi desperacją.
(z recenzji Anety Kyzioł)


W dniach 25-26 września niektórzy uczniowie klasy 2e wybrali się na szkolenie do Collegium Civitas do Warszawy. Wieczorem zdecydowali się na wyjście na spektakl Piloci w Teatrze Roma. Piloci to polski musical, który dość niedawno zagościł na deskach tego teatru. Został wyreżyserowany przez Wojciecha Kępczyńskiego, dyrektora teatru, który powtarzał w wielu wywiadach, że jego marzeniem było wystawienie polskiego musicalu, aż się nareszcie ono spełniło. Warto wspomnieć również, że reżyser zawarł w musicalu wątki biograficzne swojej rodziny, co nadaje temu przedstawieniu sentymentalnego uroku. Mówił o tym w wywiadzie: Wiele lat żyłem blisko tematu bitwy o Anglię. Bracia mojej babci walczyli w szeregach Dywizjonu 307 Polskich Sił Powietrznych. Jako dziecko słuchałem ich opowieści. To były dramatyczne historie, czasem skomplikowane i zawiłe, że widz musicalu nie wytrzymałby aż tak częstych zwrotów akcji. Jednak wydarzenia historyczne były tylko punktem wyjścia do stworzenia musicalu, który jest fantazją. To opowieść o trudnych wyborach podejmowanych w obliczu dramatycznych chwil. Zależało mi, żeby pokazać, co wojna robi z ludźmi, co robi z ich psychiką.  Spektakl opowiada o losach Janka i Niny - świeżo upieczonego absolwenta szkoły lotniczej w Dęblinie i debiutującej  aktorki kabaretowej.  Akcja toczy się w roku 1939, kiedy to  wybuch wojny  przerywa szczęśliwe życie kochanków oraz  rozdziela ich. Janek wyrusza do Anglii, by tam walczyć w bitwie o Anglię, a Nina zostaje w Warszawie, wiodąc trudne okupacyjne życie i działając w konspiracji.  Nie będę zdradzać więcej szczegółów, gdyż szczerze zachęcam Was do wyjazdu do Warszawy i obejrzenia musicalu!
Aktorzy. Młodzi, rozśpiewani i roztańczeni! Pełni pasji i energii! Główna rola damska przypadła Zofii Nowakowskiej, a męska Jankowi Traczykowi. Znaczące role odegrali również Janusz Kruciński, Marcin Franc, Piotr Piksa, Barbara Gąsienica-Giewont oraz Paweł Kubant. Emocje, które wyrażali swoją grą aktorską, mocno oddziaływały na widownię, często wywołując salwy śmiechu lub płacz. Stworzyli na scenie historię pełną miłości, troski, radości, ale także bólu, rozpaczy i cierpienia.
Muzyka. Bardzo ważną rolę odegrała również muzyka skomponowana przez Dawida i Jakuba Lubowiczów, którzy wprowadzili  zróżnicowanie gatunkowe - od melancholijnych utworów po energicznie, a nawet kompozycje rapowe. Słowa do piosenek napisał Michał Wojnarowski. Głębię utworów doskonale odzwierciedla utwór Nie obiecuj nic, który promuje musical. Oprócz poważnych utworów, możemy usłyszeć piosenkę Azaliż, która swym tekstem, zestawionym z doskonałą choreografią, rozbawiła publiczność do łez. Reżyser wspomina, że podczas pracy nad spektaklem ktoś na próbie powiedział do niego: Czyś ty zwariował? Piloci podczas II wojny światowej nie tańczyli rapu! Tak, wiem, ale to moja wizja musicalowa, wizja z 2017 roku. Opowiadamy tę historię współczesnym językiem musicalowym, sięgamy po różne gatunki muzyczne.
Efekty specjalne. Najbardziej zaskakującym i niespodziewanym elementem spektaklu są niesamowite animacje wyświetlane na ogromnych ekranach ledowych. Są one autorstwa Krystiana Pohla z firmy Platige Image. Ponadto ekrany ledowe przemieszczają się po scenie! Cała scenografia, oparta na montażu filmowym, nadaje spektaklowi profesjonalizmu i nowoczesności. Są wybuchy, ogień na scenie, powietrzna bitwa. A wszystko zaczyna się od gry komputerowej, w której można się wcielić w pilota z czasów drugiej wojny światowej.

Wrażenia. Co uczniowie klasy 2e sądzą o spektaklu? Zosia: Dla mnie to było niesamowite przeżycie, uwielbiam temat II wojny światowej, bohaterstwa Polaków, przeplatanego wątkami miłosnymi. Każdy układ taneczny był idealnie dopracowany - widać było, ile czasu i trudu włożyli w spektakl aktorzy podczas prób. Niesamowita sceneria sprawiała, że miałam wrażenie, jakbym uczestniczyła w wydarzeniach razem z bohaterami. Cudowna muzyka, piękne głosy aktorów i wyjątkowe teksty piosenek sprawiły, że będę długo pamiętać ten wieczór.  Ola twierdzi, iż spektakl zrobił na niej ogromne wrażenie: Oczarowała mnie nie tylko sama fabuła, która łączy komizm, jaki i wzruszające momenty, ale również cała scenografia oraz klimatyczna muzyka świetnie współgrająca z całą akcją. Heroiczne zmagania bohaterów o wolną Polskę są dodatkowo potęgowane przez sceny z perspektywy wroga, a także momenty podniebnych bitew. Powinniśmy być dumni z tak wybitnego polskiego musicalu wartego światowego uznania. Każdego zachęcam do jego obejrzenia. Magda potwierdza: Musical przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Zaskakujący ogrom scen i wydarzeń. Niezwykłe choreografia, scenografia oraz kostiumy dopracowane w najmniejszym szczególe. Wszechstronne umiejętności aktorów oraz niezwykłe barwy głosów zachwycały.

Zgadzam się z  Zosią, Olą i Magdą, że  Piloci to niesamowity polski musical - z doskonałą muzyką, z przepiękną choreografią, wybitną grą aktorską i przede wszystkim z ogromem serca włożonego w jego stworzenie. Z czystym sumieniem mogę go w imieniu koleżanek  i kolegów z klasy polecić każdemu.

Dexter

Grafika:
https://2.allegroimg.com/original/0c1cca/6c7f82f64fcf884b4ee238266d62
https://s.tvp.pl/images2/7/b/7/uid_7b70cbd57625805bb4c557b67cea24701507187873222_width_907_play_0_pos_0_gs_0_height_515.jpg
https://www.teatrroma.pl/wp-content/uploads/2017/09/konferencja_19_9-57.jpg
http://bi.gazeta.pl/im/bf/6d/15/z22470079IE,-Piloci----musical-w-Teatrze-Muzycznym-Roma-w-Wars.jpg