Sport pomaga mi oswoić stres
Stres jest przyprawą życia.
Ma zarówno smak, jak i truciznę.
( Maxwell Maltz)
Każde wyjście na stadion to dla mnie chwila wytchnienia. Kiedy staję na linii startu, zamykam oczy i przypominam sobie, jak bardzo kocham lekkoatletykę. Bieg na 100 metrów przez płotki, sprint na 100 metrów, trójskok i skok w dal – to moje cztery ulubione konkurencje. Każdy trening sprawia mi ogromną radość, bo mogę oderwać się od szkoły i innych zmartwień. Jednak przed samym startem czeka mnie prawdziwa fala emocji i stresu.
Na co dzień podczas treningów mam w głowie tylko jedno: krok, płotek, krok, płotek albo: odbicie, przejście, wyrzut w trójskoku. Wszystkie myśli o zadaniach domowych lub sprawdzianach znikają. Po treningu wracam do nauki ze spokojem. Dzięki bieganiu i skokom uczę się, jak organizować swój dzień, aby znaleźć czas na przyjemności i obowiązki. W każdym dniu uwzględniam miejsce nie tylko na naukę, ale i na treningi, wiem bowiem, że dzięki nim lepiej radzę sobie z codziennym stresem.
Ale gdy zbliża się dzień zawodów, wszystko się zmienia. W nocy przed startem źle się czuję i nie mogę spać. Rozmyślam, co mogę zrobić źle podczas startu. Boję się, że za szybko wystartuję i spalę skok bądź przewrócę się na płotku. Rano ledwo jem śniadanie, bo mam mdłości na samą myśl o rywalizacji. Na stadionie jestem spanikowana, ręce mam wilgotne, a także towarzyszy mi silny ból brzucha. W takich chwilach zastanawiam się, czy na pewno powinnam startować.
Zrozumiałam jednak, że stres nie zawsze jest czymś złym. Po pierwsze, jest to adrenalina, która może pomóc mi szybciej biec i dalej skakać. Po drugie, już wypracowałam technikę biegu czy skoku i wiem, że mogę pobiec tak samo na zawodach jak na treningu. Wiem też, że nie muszę się przy tym stresować, bo robię to nie po raz pierwszy. Na początek - wdycham powietrze nosem, licząc do trzech i powoli wypuszczam je ustami. To pomaga mi uspokoić bijące serce. Drugim krokiem jest przypomnienie sobie wszytkach rad trenera. Następnym jest wyobrażenie sobie startu: zamykam oczy i widzę, jak dobiegam do mety albo dobrze ląduję w piaskownicy. To pomaga mi znów poczuć się spokojnie, jak na treningu.
Gdy stoję już w blokach startowych – niezależnie od tego, czy biorę udział w sprincie, czy w skokach – staram się skupić na jednym: na pracy nóg i rąk. Wtedy nie myślę o sprawdzianach ani o koleżankach. Liczy się tylko to, co wyćwiczyłam i jak oczyściłam głowę z wszelkich wątpliwości.
Biegi i skoki nauczyły mnie też innej ważnej rzeczy: nie chodzi tylko o wynik wpisany w tabelach, ale o to, jak radzę sobie z własnymi słabościami. Zdarza się, że pomimo treningów nie udaje mi się pobić rekordu życiowego albo potknę się o płotek, spalę skok lub wybiję się dużo przed belką. Wtedy zamiast się załamywać, przypominam sobie, że każde potknięcie to lekcja – wiem, co poprawić następnym razem. Każdy skok, nawet ten nieudany, uczy mnie, aby ufać sobie i pracować spokojnie nad techniką.
Dziś, gdy myślę o tym wszystkim, widzę, że lekkoatletyka to dla mnie coś więcej niż tylko sport. Dzięki niej mogę się wyciszyć i znaleźć spokój między szkolnym stresem a radością z treningów . Chociaż przed zawodami dalej bardzo się stresuję, wiem, że kilka głębokich oddechów, dobre myśli i wyobrażenie sobie udanego biegu pomagają mi zamienić nerwy w siłę.
Z każdym kolejnym startem uczę się lepiej panować nad emocjami. I mimo że stres raczej nigdy nie zniknie, to teraz wiem, jak lepiej sobie z nim radzić. Rozumiem, że gdy bardzo się stresuję, mogę tylko utrudnić samej sobie dążenie do zaplanowanego celu. Każdy bieg na 100 metrów przez płotki, każdy sprint, trójskok czy skok w dal to dla mnie nie tylko wyzwanie sportowe, ale także szansa, by pokonać własne lęki. Dzięki temu kocham lekkoatletykę jeszcze bardziej – bo pomaga mi się rozwijać, a także walczyć z własnymi słabościami
Natasza
Grafika:
https://treningbiegacza.pl/wp-content/uploads/media-library/stres-oksydacyjny-0120150428-0003.jpg
https://cdn.pixabay.com/photo/2019/07/14/22/14/running-4338238_960_720.jpg


