29 marca 2014

Myśli o wychowaniu


          
       Więcej -  nie znaczy lepiej!           


                                            Nie głaskało mnie życie po głowie
                                            nie pijałem ptasiego mleka -
                                            no i dobrze, no i na zdrowie:
                                            tak wyrasta się na człowieka.
     
                                                                                (Władysław Broniewski)            

Pomysł na ten post zrodził się przypadkowo.  Mama dostała filmik od znajomych  na temat pokolenia, które wychowywało się w latach  60.  i  70. XX wieku. Składanka dowcipna, ale niegłupia, z zadziornym pytaniem: jak wam się udało przeżyć? To skłoniło mnie do rozmów  z rodzicami, a także kilku refleksji o wychowaniu.

Zacznę od tego, że któregoś dnia oglądamy program „Surowi rodzice”.  Mama mówi: Jacy surowi? Normalni! Cóż widzimy? Rozwydrzona panienka dostaje spazmów, gdy musi pościelić łóżko czy pozamiatać. Układanie desek na podwórzu, dojenie krowy – to niemal zamach na życie! Agresja, upór, poczucie krzywdy. Gdyby panienka była tylko rozwydrzona, to pół  biedy, ale ona nie potrafi sklecić też zdania po polsku. Umie jedynie posługiwać się komórką i  MP- trójką. Żadnych zasad i obowiązków! Pytanie: czym się zajmowała do tej pory?  I co się okazuje? Ano „surowi rodzice” ustalają zasady i wymagają ich przestrzegania . Nie biją, nie głodzą, jedynie wymagają wypełniania obowiązków. Dopiero potem są przywileje. Posprzątasz, dostaniesz komórkę! Reguły są jasne i nie nazywa się tego naruszeniem dóbr osobistych. Wymagasz szacunku, ty też szanuj! Biologicznym rodzicom jakoś to nie przyszło do głowy przez kilkanaście lat.

Mama  mówi: kiedyś wszystkie zasady były na swoim miejscu. Rodzice mieli prawo nakazać dziewczynie, żeby się ubrała przyzwoicie do szkoły, bo ją utrzymywali i  odpowiadali za nią. Nauczyciel – również miał coś do powiedzenia. Dziś nie może nawet: stwierdzić: ucz się, bo to  - ponoć-  osobista sprawa ucznia.  Nie było mobbingów  i innych amerykańskich zwariowanych pomysłów. 

To jak było? – pytam.  Jak się wam udało przeżyć tamte czasy? I co się okazuje? To był „zdrowszy” i normalniejszy świat. Młodzi uczyli się dawać sobie radę i to rozwijało ich osobowość. Nie mieli z byle powodu załamań, depresji, lęków.  Mieli sukcesy  i porażki, obowiązki w domu, wolny czas, czas na naukę. Nie było „wyścigu szczurów”, lekcje trwały do południa.  Nieuczący się powtarzali rok i to była ich szansa, nikt z nich nie chodził do psychologa. Nikt nie był hiperaktywny, ani dyslektyczny. Nadmiar energii zużywali,  jeżdżąc na rowerze (bez kasku!), wdrapując się na drzewa lub grając w piłkę. Jeśli kogoś nie wybrano do drużyny, to się wypłakał i nie przechodził traumy. Normą były poobcierane kolana, złamane kości, wybite zęby, ale nikt nikogo nie podawał  z tego powodu do sądu. Nie baliśmy się deszczu, ani śniegu, ani mrozu. Nikt nie miał alergii na kurz, trawę ani krowie mleko – mówi filmik, a mama potwierdza. Ciągle byli w ruchu, nie  mieli więc nadwagi. Mogli jeść słodycze, pączki, pić oranżadę z prawdziwym cukrem. Pić całą paczką z jednej butelki i nikt od tego nie umarł. Pili wodę z węża ogrodowego lub innych źródeł, a nie ze sterylnych butelek PET.

Nie mieliśmy PSX, Nintendo 64, Xboxes,  gier video, 99 kanałów w TV, DVD. Dolby Surround, komórek, komputerów ani chatroomów w Internecie, ale PRZYJACIÓŁ! Z przyjaciółmi  szli ramię w ramię do kina, na spacer, na lody, na mecz. Im się zwierzali, z nimi się uczyli, czasem sprzeczali i godzili. Dziewczynę lub chłopaka  spotykali w realnym życiu, a nie na Facebooku. Mieli normalne życie! I wcale nie działo się  to w średniowieczu, ale pokolenie, dwa wcześniej. Możemy się śmiać z ich życia , ale to nie zmieni faktu, że świat wcale nie idzie  w dobrym kierunku.
Czy uwierzycie, że na takim rowerze można było być szczęśliwym?
A z takiego magnetofonu płynęła piękna muzyka i można było się wspaniale bawić na niejednej prywatce. Nikt nie ogłuchł, a chłopak mógł powiedzieć dziewczynie komplement (i ona usłyszała). Niech teraz spróbuje w tym  huku dyskotekowym!  Chyba że w języku migowym!  

Kia

Grafika:
https://ae01.alicdn.com/kf/HTB1du05PpXXXXccaXXXq6xXFXXXp/Living-room-home-wall-decoration-sill-fabr-poster-art-anime-girl-font-b-character-b-font.jpg
http://blog.trybik.eu/2/up//2014/03/wigry-3.jpg
http://legendy-prl.pl/magnetofon_szpulowy_zk-120_1.jpg