17 września 2015

Literackie fascynacje


              To co najważniejsze





Vincent van Gogh Gwiaździsta noc w St. Remy


Ważnych jest kil­ka tych chwil, tych na które czekamy. 
(Marek Grechuta)                 
 


 Opowiadanie wyróżnione w V edycji Konkursu Miesiąc Opowiadań     

            

              Istnieje legenda, która opowiada o dwóch najpotężniejszych wojownikach, jacy kiedykolwiek żyli. Nikt nie był w stanie ich pokonać, a oni sami dążyli do starcia przez całe swoje życie. Jednak ich pojedynek oznaczałby apokalipsę.

Otóż, jeden z nich był wojownikiem Słońca, imię jego to Dzień. Mógł żyć tylko wtedy, gdy słońce było na niebie, potem musiał zniknąć z powierzchni ziemi, w innym wypadku poniósłby śmierć. Drugi z nich był wojownikiem Księżyca, któremu nadano imię Noc. Jemu dane było żyć jedynie w blasku swego pana, gdy gwiazdy wskazywały drogę podróżnikom. Życie upływało im obu na ciągłych bitwach, jakie toczyli bez przerwy. W trakcie pokonywania kolejnych zastępów przeciwników upływał im kolejny miesiąc, rok, a potem lata… Wojownicy słyszeli opowieści o sobie, jednak wiedzieli, że nie mogą się spotkać. Wciąż bez końca ćwiczyli, doskonalili swe umiejętności, zmagali się z innymi wojownikami  i rozsławiali swoje imię, żyjąc nadzieją,  że może kiedyś w przyszłości, będzie im dane się spotkać i stoczyć największą walkę  w historii świata. 

           W owych czasach znany był ze swej roztropności pewien mędrzec. Wojownicy udali się do niego, każdy wtedy, kiedy było mu dane przez naturę. Obaj usłyszeli z ust erudyty,  że: „Za dwadzieścia lat nastąpi przesilenie, jedyny dzień w roku, gdy przez dwadzieścia cztery godziny na niebie razem będą górować Słońce i Księżyc, wasi panowie. Lecz pamiętajcie, że nigdy nie będą obok siebie. Będziecie musieli się odnaleźć sami w tej czasoprzestrzeni,  a wtedy nastąpi koniec świata, o jakim mówią pisma uczonych”.

         Wojownicy od tego momentu nie podejmowali walki z nikim. Ćwiczyli i zbierali siły na największy pojedynek w historii. Gdy nadszedł ten dzień, obaj wybiegli na powierzchnię ziemi w poszukiwaniu rywala.

Podróżowali wzdłuż równoleżników i południków przez całą dobę. Bezustannie, pełni nadziei, pytali, szukali śladu przeciwnika, ile tchu, ile sił… Lecz nie dane było im się spotkać, bo świat nie miał się jeszcze skończyć. Dostrzegli siebie na horyzoncie, dopiero w ostatniej minucie tej doby. Po czym obaj zniknęli w swych światach, mając niedosyt oraz czując fizyczny i psychiczny ból, spowodowany tym, że nie potrafili doprowadzić do konfrontacji.

 - To dlatego wciąż żyjemy mamo? – spytał chłopiec, spoglądając kobiecie głęboko w brązowe oczy wypełnione miłością.
Uśmiechnęła się do niego, odgarnęła szatynowe włosy z twarzy i powiedziała:
- Tak synku. Podobno dalej się szukają, bo nie mogą umrzeć, dopóki nie doprowadzą do końca świata.
- Naprawdę?! Jak myślisz który wygra? Pewnie Dzień, bo jest dobry!
- Dlaczego mówisz, że on jest dobry?
Chłopiec spojrzał na mamę z niedowierzaniem. Chwilę pomyślał i rzekł:
- Przecież jest wojownikiem Słońca, a ono jest dobre. Daje nam ciepło i światło, żebym mógł się bawić na dworze.
Kobieta zaśmiała się cicho, ucałowała malca w czoło i odeszła. Ten pogrążył się w snach  o niemożliwym spotkaniu i wielkim starciu  owych  niesamowitych mężów.
 


      Otworzył oczy, nad nim rozgwieżdżone niebo mrugało dziesiątkami tysięcy gwiazd. Leżał na wilgotnej, bujnej trawie, na podwórku za domem. Otaczały go kwiaty i drzewa, które kiedyś razem z nim zasadzili rodzice. Całe otoczenie sprawiało, że miejsce miało wyjątkowy, niesamowity klimat magii. Wspominał swoje piękne, beztroskie dzieciństwo i ulubioną bajkę.                                                                           

         Minęło dwanaście lat, a on nadal pamiętał każdy jej szczegół. Na niebie pojawiła się spadająca gwiazda, przez jego umysł przebiegła myśl: „A może to Noc w poszukiwaniu kolejnego rywala?” Zastanawiał się, kto teraz mógłby być przeciwnikiem tak wielkiego wojownika. Przecież nie całe wojska, to mogłoby go obrazić, nie ma też już tak potężnych jednostek. Może on ma inne poczucie czasu ? Albo teraz walczy w innych wymiarach, wciąż mając nadzieję, że doczeka kolejnego przesilenia i pojedynku z Dniem.

 - To ich spotkanie… Nadaje cel i sens całemu ich życiu. Czekają na nie i tylko tego pragną. Czy my też mamy w swoim życiu takie spotkanie ? Może ich jest znacznie więcej niż jedno?

Przez dziewięć miesięcy czekamy, by poznać ludzi, którzy obdarowali nas życiem - naszych rodziców. Mamy spotkać osoby, które wszystkiego będą nas uczyć, dadzą nam miłość, jakiej nie da żaden inny człowiek, po których odziedziczymy umiejętności, cechy charakteru.
Potem gdy minie parę lat, poznajemy rówieśników. Zdobywamy pierwszych przyjaciół, tych najlepszych podczas wakacyjnych szaleństw, gdy jesteśmy na koloniach i tych najważniejszych, na których liczyć możemy potem przez całe życie. Uczymy się od siebie nawzajem. Często pierwsze głupstwa popełniamy razem. Z nimi zdobywamy doświadczenia, kolekcjonujemy wspólne, najpiękniejsze z czasów młodości, wspomnienia.
Chyba następna w kolejności jest miłość do przeciwnej płci. Oczekujemy ze zniecierpliwieniem na spotkanie z tym uczuciem na drodze naszego życia. Szukamy tej wybranej osoby, wyjątkowej, jedynej dla nas. Często mylimy się     i wcale to nie jest to uczucie, jesteśmy zawiedzeni, rozczarowani, ale w końcu znajdujemy swoją drugą połowę. Z tego rodzi się, być może, bo niekoniecznie, kolejna osoba, na którą czekamy. To nasze kolejne spotkanie, z naszym potomkiem, któremu przekażemy wszystko, czego nas nauczyli nasi rodzice.
Ostatnim etapem jest chyba nasza najbardziej bolesna konfrontacja - ze śmiercią. Większość się jej boi, próbuje uciekać, nie myśleć, a przecież i tak nie ominie nikogo z nas. Nieważne, co robiliśmy, kim byliśmy i ile dóbr zgromadziliśmy przez całe swoje życie. Byłoby wówczas dobrze, gdyby był w naszym życiu ktoś, dzięki komu moglibyśmy poznać ważną osobę, dzięki której ta śmierć wcale nie byłaby taka straszna. – otworzył na chwilę oczy, jego słuchacz się poruszył, przynajmniej tak podpowiadał mu jeden ze zmysłów.

Kot jednak leżał na swoim miejscu wpatrzony w niego nieruchomo. Dlatego położył głowę znów na trawę, zamknął oczy i mówił dalej:

 – Tak, mówię tu o Bogu. Może i mnóstwo osób w tych czasach neguje jego istnienie, ale myślę, że warto Go spotkać. W każdej cywilizacji, przez wszystkie czasy był obecny. Niekoniecznie ten jedyny, prawdziwy, ale zawsze był jakiś, który nadawał sens ludzkiemu istnieniu i mówił, jak trzeba postępować. Teraz ludzie myślą, że są niezależni. Co ty na to kiciu? Stali się indywidualistami, uważają, że dadzą sobie radę sami. Czas oceni.

Z rozmyślań wyrwała go osoba, która właśnie siadła obok. Powoli się podniósł,  spojrzał  w lewą stronę i powiedział:

- Cześć mamuś, długo tu jesteś ? – uśmiechnął się i położył z powrotem.

- Od samego początku. Ciekawy wykład dajesz kotu. Ooo, to nawet nie nasz ? Ale chyba mu się podobało, skoro tak długo chciało mu się z tobą siedzieć – roześmiała się głośno.

- Naprawdę bardzo zabawne mamuś.

Położyła się obok niego i razem w milczeniu wpatrywali się w rozgwieżdżone, letnie niebo. 



Joker 


Grafika:
http://obrazy.org/obraz-Vincent+van+Gogh+Gwiezdzista+noc+_main_1783_800.jpg
http://www.tapeciarnia.pl/tapety/normalne/234198_grafika_chlopiec_dziecko_kot_okno.jpg