12 maja 2018

Oglądamy filmy


                 „Hamlet”  na ekranie

  


„Zdaje mi się, że widzę... gdzie?
- Przed oczyma duszy mojej.”
(William Shakespeare)


Kilka dni temu na naszym blogu był opublikowany post Agaty na temat dość zaskakującego i nowatorskiego przedstawienia „Hamleta” w Teatrze im. J. Ch. Andersena w Lublinie. Dzisiaj natomiast proponuję kilka refleksji o filmie Zeffirellego, który odniósł się  z szacunkiem dla oryginału, czyli tragedii Wiliama Szekspira.

Jak wiadomo, wiele dzieł literackich doczekało się swojej ekranizacji bądź adaptacji. Niektóre wyszły lepiej, inne gorzej. Czasem utwór doczekuje się nawet kilku ekranizacji, tak jak w przypadku Szekspirowskiego „Hamleta”. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ ten dramat jest uniwersalnym i ponadczasowym dziełem. Jak już wspomniałam, porozmawiamy o „Hamlecie”  Franca Zeffirellego. Ten włoski reżyser filmowy, urodzony w 1923 roku,   właściwie  nazywał się Gianfranco Corsi. Przy scenariuszu „Hamleta” pomagał mu  Christopher De Vore, a muzykę do filmu skomponował  Ennio Morricone. Franco Zeffirelli wyreżyserował również takie filmy, jak : „Romeo i Julia” (1968), „Niekończąca się miłość” (1981) czy „Traviata” (1982). 

Film swoją premierę miał 19 grudnia 1990 roku. Jego projekcja trwa około  130 minut, gdyż dokonano licznych cięć scenicznych (pełna ekranizacja dramatu trwałaby ok. 4 godzin).  Tytułowego Hamleta zagrał Mel Gibson, w rolę Gertrudy wcieliła się Glenn Close,  w Klaudiusza - Alan Bates, a Ofelią została Helena Bonham Carter.
Zeffirelli w swoim filmie w centrum zainteresowania stawia Hamleta – młodego mężczyznę, który powraca do domu z uczelni na pogrzeb ojca. Główny bohater został przedstawiony  jako dynamiczny melancholik, przebiegły przedstawiciel inteligencji, niemy obserwator. Jest mężczyzną niezwykle spostrzegawczym, gustującym w czarnym humorze. Reżyser odsuwa  na bok wątek polityczny w dramacie, chcąc jak najbardziej uwydatnić postać tytułowego bohatera.  Niezwykle interesujące są przemiany jego postawy. Jedną z takich sytuacji możemy zaobserwować już na początku filmu, kiedy to Hamlet odbywa zaaranżowane spotkanie z Ofelią. Jesteśmy świadkami niezwykłej sceny,  podczas której bohater gwałtownie się zmienia. Najpierw bezgranicznie kochający Ofelię, nagle Hamlet nie ma dla niej nawet cienia sympatii, obraża ją i inne kobiety, uważając je za zdradzieckie, zakłamane i fałszywe.

Przemiany Hamleta, jego rozdarcia wewnętrzne i emocje, jakie nim targają, pomagają nam zbliżyć się do postaci. Zaczynamy rozumieć bohatera i jego działania, współczujemy mu i wspieramy go. Hamlet jest postacią ponadczasową, dzięki czemu możemy o nim myśleć jak o człowieku rodem z XXI wieku - nierozumianym i osamotnionym, przeżywającym miłosne rozterki.
Jak już wspomniałam, „Hamlet” Zeffirellego nie jest jedyną ekranizacją dramatu. Dzieło Szekspira w wersji filmowej postanowił uwiecznić także Kenneth Branagh. Film miał swoją premierę w 1996 roku, a reżyser osobiście zagrał rolę Hamleta. Adaptacja Branagha jest uwspółcześnieniem sztuki, akcja bowiem rozgrywa się w XIX wieku, lecz nie straciła przez to swojej ponadczasowości. Film trwa około 4 godzin i jest najdłuższym filmem hollywoodzkim. Branagh, w przeciwieństwie do Zaffirellego, nie skupia się na uwydatnieniu jednostki, lecz wyostrza tragiczne losy wielu ludzi, z którymi możemy się utożsamiać.
Film Zaffirellego wzbudza w nas wiele emocji. Oto, co sądzi Bartek po obejrzeniu ekranizacji „Hamleta” : Czas poświęcony na oglądanie filmu  ,,Hamlet" z pewnością nie był stracony. Mogliśmy w ten sposób porównać nasze wyobrażenie tej sztuki z wizją reżysera filmu. Ekranizacja sztuki zdecydowanie pomogła w omawianiu tej zagadkowej i trudnej lektury." Możemy też wgłębić się w przemyślenia Oli: Dzięki tej ekranizacji mogłam utożsamić się z głównym bohaterem. Jego wybory, mimo iż odnoszą się do odległych epok, mają charakter ponadczasowy. Przez wewnętrzne rozterki Hamlet stał się postacią niezwykle ciekawą i bliską współczesnemu człowiekowi. Swoją opinią dzieli się także Aneta:  W filmie najbardziej podobało mi się aktorstwo Mela Gibsona. Myślę, że idealnie nadaje się do roli Hamleta: udało mu się pokazać szaleństwo bohatera i przekazać widzowi nastrój utworu. Duże wrażenie wywarła na mnie scena vanitas, która w doskonały sposób ukazuje styl baroku. Ten moment  podkreśla przemijanie człowieka i ulotność czasu. A oto odczucia Pauliny: Oglądałam film po przeczytaniu tragedii i  to dużo mi dało. Sama sztuka może wydawać się "sucha", jednak Zeffirelli jakby tchnął w nią życie. Postacie okazały się ciekawsze dzięki dobrej grze aktorskiej. Bieg wydarzeń nabrał dynamizmu,  a cała sytuacja wydawała się bardziej dramatyczna. Postać Hamleta, w którą wcielił się Mel Gibson,  jest niezwykła, nieszablonowa. Polecam ten film wszystkim, którzy zamierzają przeczytać dzieło Szekspira.

Jak widać, emocje i odczucia po obejrzeniu filmu są różne. Zachęcam każdego z Was do obejrzenia tego filmu, a jeżeli już macie go za sobą, do dyskusji w komentarzach.

Dexter
 
Grafika: