16 kwietnia 2017

Moje hobby, mój świat


    Trudno  być rodzicem koniarza 


Jeździectwo jest pięknym sportem
i może być uznane za sztukę,
na której wyżyny chciałbyś się wznieść.
Dostąpić tego może jednak ten,
kto z całym zrozumieniem wniknie w psychikę konia
i kto nie siłą,
ale wyczuciem osiągnie z nim porozumienie.  
  (Wilhelm Museler)


Życie rodziców tak zwanych „koniarzy” na pierwszy rzut oka nie wydaje się takie trudne. Ale inaczej na to patrzą ci, którzy mają lub mieli już z tym hobby do czynienia. Wydatki, dowozy do stadniny i wszechobecna końska sierść nie należą do najprzyjemniejszych dla naszych kochanych rodziców. Miłośnikiem jeździectwa najczęściej (przynajmniej na początku) zostaje jeden członek rodziny, ale szybko zostają wciągnięci do niego i rodzice, ponieważ ten sport wymaga dość sporych wydatków finansowych.  Odpowiedni ubiór, treningi czy sprzęt mogą sprawić, że portfel rodzica stanie się o wiele szczuplejszy.  O ile dla nas jeździectwo jest radością, o tyle dla  rodziców z reguły  oznacza lęk o własne dzieci, a więc i stres w czasie każdego treningu.
My - jeźdźcy mamy swoje „typy rodziców koniarzy”.

RODZIC NIEOBECNY. Podwozi swoje dziecko gdzieś w okolicę stajni i pojawia się dopiero, gdy zbliża się koniec jazdy. Jego zadanie ogranicza się do bycia sponsorem i szoferem. Zazwyczaj taki typ nie wynika ze złej woli, tylko z dużej ilości pracy.

RODZIC TRENER.   To on wie wszystko najlepiej i nie kryje  się z tym. Mówi to wszystkim wokół, a najczęściej osobie prowadzącej jazdę. Jego długa przemowa najczęściej rozpoczyna się słowami : „A nie sądzi pan/pani, że…”  Zazwyczaj chodzi o to, że na miejscu instruktora zrobiłby coś lepiej, szybciej. Jest to ekspert i nikt nie ma prawa odebrać mu tego tytułu.

RODZIC ENTUZJASTA.  Zachwyca się wszystkim dookoła i jest wielkim miłośnikiem jeździectwa. Gdy  jest w stadninie, z twarzy nie schodzi mu uśmiech, darzy nim nawet stajennego, który dopiero co czyścił najbardziej zabrudzony boks. Każdy kto pojawi się w jego pobliżu, jest zasypywany milionem pytań. Chce wiedzieć wszystko: Co to, po co, w jakim celu i jak się tego używa. Jest to dość męczący typ człowieka, jednak jego wewnętrzna energia sprawia, że i tak po pewnym czasie wszyscy mu to wszystko wybaczają.

RODZIC HISTERYK.  No cóż. Zdarza się i taki rodzic, który  boi się o każdy krok dziecka, kiedy przebywa ono w stajni. Nie może opanować drżenia rąk i wstrzymuje oddech, gdy jego pociecha siodła konia. Podobnie się zachowuje, gdy dziecko czyści kopyta  i - nie daj Boże - koń tupnie. Lecz gdy jego „mała dziecinka” wsiada na konia, wtedy sytuacja ulega drastycznemu pogorszeniu. Wtedy taki rodzic  z nerwów zaczyna praktycznie gryźć ogrodzenie.  Zdarzają się również omdlenia, a także zawroty głowy, duszności,   a nawet przypadki podwójnego widzenia. Zwłaszcza, gdy dziecko spadnie z konia.

RODZIC  COACH. To typ rodzica, który stara się  ciągle wspierać dziecko, ale na ogół   za bardzo się angażuje. W czasie treningów wykrzykuje hasła typu: „pokaż mu, kto tu rządzi!”, „Możesz wszystko, jeśli się przyłożysz!”. I mimo najszczerszych chęci, jego okrzyki są bardziej denerwujące niż motywujące.
Iza

Grafika: zdjęcia własne