27 października 2014

Przeczytane, przemyślane, skomentowane


   
   O Zakątku, Zakamarku, Zarwanicy…



                                                                      Rynek,
                                                               Kilka uliczek –
                                                             Oto całe miasto.
                                              Wszędzie jest bardzo blisko…
                                                      Dosłownie dwa kroki.
                                                                               (Ryszard  Marek Groński)


Zakątek, Zakamarek, Zacisze -  takie nazwy najbardziej mi się podobają. Co znaczą?  Wiadomo, choć nieczęsto na co dzień używamy  tych słów.  Co to jest zarwanica?  O tym później. Najbardziej  nie lubię takich nazw, które zupełnie się nie wiążą z historią miejscowości. Czy znacie miasto, w którym nie byłoby ulicy: Kościuszki, Piłsudskiego, Partyzantów, Wojska Polskiego, Mickiewicza, Orzeszkowej, Żeromskiego? Banał! Czasem nie wiem, czy jestem w Zamościu, Biłgoraju, Tomaszowie, Krasnymstawie – wszędzie ci sami patroni. Zamość  również  ma  wiele przypadkowych nazw ulic. Jest Tuwima - i dobrze, bo to genialny poeta. Ale dlaczego u nas i na dodatek na   Osiedlu   22 Lipca? Może dlatego, że obok ma dwóch kolegów po piórze: Brzechwę i Makuszyńskiego?  Ma  ulicę Leśmian. Też  słusznie, bo mieszkał   w Zamościu. Dlaczego jednak niedaleko Skokówki  i ogródków działkowych,  a nie gdzieś na Starówce?  Może dlatego, że   na Starówce  są uhonorowani: Kościuszko, Żeromski i Kołłątaj? I tak to się plecie – jak  w każdym mieście pewnie. Ani ładu, ani składu. Uwielbiam wprost Osiedle Wojska Polskiego – tam obok siebie jest cały las. Podziwiam listonoszy, którzy jeszcze się nie pogubili w tej plątaninie krzewów oraz drzew liściastych   i iglastych. Tam zresztą wszystko występuje stadnie: Pawia, Sowia, Sokola – obok siebie. Podobnie jest na Karolówce. Tam ktoś postanowił przenieść niemal całą literaturę: Mickiewicza, Słowackiego, Dąbrowską, Staffa, Orkana, Gałczyńskiego, Kraszewskiego, Prusa, Wyspiańskiego. W wolnej chwili tamtejsi mieszkańcy mogą się też zapoznać z dokonaniami:  Matejki, Moniuszki i Kopernika. Tak jak wcześniej pisałam – banał! Ale skoro ktoś znał Orkana, to nie są żarty. Szacunek!

Wybrałam kilka ulic wiążących się z historią miasta, o których chciałabym co nieco opowiedzieć. Najpierw zostanę na Starówce.

Bazyliańska. To ulica, która jest pamiątką pobytu w Zamościu bazylianów, unickich zakonników, których sprowadziła Anna Zamoyska w 1706 roku. Utrzymywała ich ordynacja za zgodą Tomasza Zamoyskiego. Zakonnicy objęli cerkiew pod wezwaniem św. Mikołaja. Bazylianie realizowali ideę zjednoczenia Kościołów: udzielali sakramentów katolikom obydwu obrządków - greckokatolickiego i rzymskokatolickiego. Ich msze gromadziły tłumy różnych narodowości. Przyczyniali się do łagodzenia sporów polsko – ukraińskich. Złe czasy dla zamojskich bazylianów zaczęły się wraz z utratą niepodległości, a szczególnie, gdy po Kongresie Wiedeńskim w 1815 roku Zamojszczyzna znalazła się pod zaborem rosyjskim. Rosjanie zaczęli prześladowanie unitów, a w 1865 roku nastąpiła kasata klasztoru bazylianów  w Zamościu.

Ormiańska. Ulicę tę przeznaczył Jan Zamoyski dla Ormian na mocy przywileju wydanego 30 kwietnia 1585 roku, a zezwalającego im osiedlanie się w mieście oraz nadającego prawa i swobodę wyznania religijnego. Przybywali z Turcji i Armenii, a potem ze starszych kolonii w Polsce: Lwów, Kamieniec Podolski, Jazłowiec. Tworzyli osobną gminę ormiańską z własnym sądem. Mieli  swój kościół – dziś znajduje się na tym miejscu hotel „Renesans”.  W rynku mieli 11 kamienic, byli więc bardzo bogaci. Zajmowali się handlem z Turcją i Persją, sprowadzając tkaniny, wyroby skórzane i złotnicze oraz broń. Handlowali też bydłem sprowadzanym z Ukrainy i Podola. Ormianie  szybko się polonizowali, a ponieważ byli wszechstronnie uzdolnieni i uczyli się, bywali wykładowcami w Akademii Zamojskiej. Od końca XVII wieku ich liczba zaczęła wyraźnie maleć i wtedy zlikwidowano osobną gminę .

Grecka.  Jest świadectwem zamieszkiwania w Zamościu Greków, którzy osiedlali się tu od 1589 roku na podstawie przywileju Jana Zamoyskiego. Hetman zapewnił im swobodę w rozwijaniu handlu ze Wschodem, a także tolerancję religijną – mieli swoją gminę wyznaniową i własną cerkiew. Na przełomie XVI i XVII wieku byli – obok Ormian - najbogatszą i najprężniejszą nacją obcego pochodzenia. Schyłek kolonii greckiej przypadł na 2. połowę  XVII wieku,  ponieważ szlaki handlowe wiodące na Wschód  były objęte wojnami.

W Zamościu była też gmina żydowska. Jan Zamoyski w 1588 roku wydał przywilej dla Żydów sefardyjskich (pochodzących z Włoch, Hiszpanii, Turcji, Holandii i Flandrii) na osiedlenie się przy jednej z ulic, wybudowanie bożnicy, łaźni i szkoły. Pod koniec XVII wieku miejsce Żydów sefardyjskich zajęli Żydzi polscy (aszkanezyjscy). Trudnili się handlem i rzemiosłem. Nie  ma  wprawdzie  ulicy  Żydowskiej, ale jest ulica…   Pereca
(dawniej Bóżnicza). Icchock  Lejb Perec urodził się w Zamościu w roku 1852 w rodzinie Żydów pochodzących z Hiszpanii, a zmarł w Warszawie w 1915 . Był polskim i żydowskim pisarzem, tworzącym poezję, prozę (nowele), dramaty,  a także utwory publicystyczne. Pisał po polsku, hebrajsku i w jidysz. Perec był także adwokatem, działaczem społecznym oraz krytykiem literackim i teatralnym.  Jego dramat W nocy na starym rynku jest uważany za perłę literatury żydowskiej. Szymon Szurmiej wystawił go w 2008 roku w Teatrze Żydowskim. Powstało barwne, pełne muzyki i tańca widowisko. To misterium, osadzone w tradycji żydowskiego folkloru, legend i wierzeń religijnych, jest często porównywane z Weselem Wyspiańskiego.  Akcja rozgrywa się w nocy,  na starym rynku w Zamościu. Pojawiają się tam tajemnicze postaci,  z pogranicza świata realnego i fantastycznego. Nie wiadomo, kto jest człowiekiem, kto zjawą, co  jest rzeczywiste, a co magiczne. Wątki ironiczne wiążą się z polemicznym widzeniem historii.

A teraz Nowa Osada, o której częściej mówimy Nowe Miasto.  A w jej obrębie Osiedle 3 Maja.

Zarwanica. Ulica znajdująca się obok Nowego Rynku, a pomiędzy Gminną i Ogrodową.  Słowo zarwanica dawniej oznaczało targowisko pełne rozgardiaszu, zamętu, hałasu i ruchu. Miejsce zatłoczone. Nowa Osada powstała na początku XIX wieku, a w 1822 w jej centrum  został utworzony Nowy Rynek. Odbywały się tam targi i jarmarki, powstały nawet  2 zajazdy. Około 1937 roku w 35 posiadłościach  wokół rynku mieszkało 1700 osób. 29 domów należało do Żydów. Było tu 91 sklepów i 7 gospód.   Jak  widzimy,  nie  tylko  jedna  mała    uliczka     była     wówczas  zarwanicą.

Świętego Piątka. Nazywana Starą Drogą, ponieważ była fragmentem  XVI-wiecznego traktu lwowskiego. Nazwa ulicy pochodzi od figury  Święty Piątek z XVII wieku. Figura ma formę ośmiobocznego słupa na cokole, podtrzymującego czworoboczną kapliczkę z płaskorzeźbami scen Męki Pańskiej oraz ze stiukowymi maskami brodatych starców. Figura miała charakter wotywny,  a ufundował ją – według legendy - bogaty kupiec ormiański, który w tym miejscu został napadnięty i szczęśliwie ocalał. A działo się to w Wielki Piątek. 

Jest jeszcze kilka ulic, które zasługują na uwagę i pogrzebanie w przeszłości. Ale to może już temat na inny post.

Zamościanka         

Grafika:
http://roztocze.org/dat/images/268b.jpg
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/2d/I_L_Peretz_postcard.jpg
http://fotopolska.eu/foto/86/86653.jpg