11 lutego 2015

Myśli o wychowaniu



            Wychowywanie  rózgą
Kto miłuje swego syna,
często używa na niego rózgi,
aby na końcu mógł  się nim cieszyć.
(Mądrość Syracha 30,1)
                  
Jestem bezwzględnym, nieubłaganym przeciwnikiem 
kary cielesnej.  
Baty, dla dorosłych nawet, będą tylko narkotykiem, 
nigdy – środkiem  wychowawczym. 
Kto uderza dziecko, jest jego oprawcą.         
                                                                                      (Janusz Korczak)


Bić czy nie bić?  - chciałoby się zapytać. Dziś odpowiedź jest oczywista! Nie bije się dzieci! Nie bije się nikogo! Nie zawsze jednak tak było.

W dawnej szkole nauczyciele często stosowali kary dla utrzymania poprawnego zachowania uczniów  i zapewnienia dobrych wyników w nauce. Już pierwszego dnia uczniowie byli informowani, jak powinni postępować w szkole i poza nią: przychodzić przed ósmą, wyznaczonych miejsc w ławkach nie zmieniać, nie pluć na podłogę, nie śmiecić, podczas dużej pauzy klasę zamieść, na lekcjach nie rozmawiać, podnosić w górę rękę w razie jakiegoś pilnego interesu (…) na ulicy przed każdym przechodzącym starszym zdjąć czapkę, pochwalić Boga i pocałować w rękę(…) Uczeń był karany za przewinienia popełnione w szkole, jak i poza nią, bo nie przestawał być członkiem społeczności szkolnej. Do wymienionych wyżej przewinień dochodziły: nieprzygotowanie do lekcji, odzywanie bez pytania, podpowiadanie  lub dawanie zadania do odpisania, przezywanie kolegów, umieszczanie swoich inicjałów na ławce, kłamstwo, kradzież.

Oczywiście, oficjalny regulamin szkół  mówił, że dozwolone kary to: nagana udzielona przez nauczyciela, stanie poza ławką, wykluczenie z zabaw i wycieczek szkolnych, zatrzymanie w szkole po godzinach nauki i wyznaczenie jakiegoś zajęcia, zagrożenie  usunięciem i usunięcie ze szkoły. Chłosta jest niedopuszczalna. Regulamin regulaminem, a życie życiem. Najczęściej bowiem stosowanym środkiem wychowawczym była kara cielesna. Wychodzono z założenia, że jeżeli za młodu nie użyje się rózgi w celach wychowawczych, to w wieku dorosłym trzeba będzie podjąć środki bardziej radykalne. Rózga mogła być: brzozowa, rzemienna, „placenta -skóra okrągła, gruba w kilkoro złożona, na dłoń ręki szeroka” albo spleciona z siedmiu do dziewięciu sznurków. Bito w rękę lub w pośladki. Za co? Za omyłki w czytaniu lub nieopanowanie pamięciowe zadanego fragmentu.

Na przełomie XVI i XVII wieku w krajach niemieckojęzycznych w szkołach parafialnych urządzano nawet wyprawy do lasu po rózgi. Przeznaczano na to dzień św. Grzegorza albo Zielone Świątki.  Uczniowie sami przynosili rózgi, ale przynajmniej przez jeden dzień mogli się bawić.
 
Nauczyciele byli tyleż okrutni, co i pomysłowi w wymyślaniu różnorakich kar, często hańbiących. Zaliczali je jednak do metod wychowawczych. Jeszcze na przełomie XIX i XX wieku do nagminnie stosowanych, nieoficjalnych kar należały: stanie w kącie klasy, klęczenie na worku z kasztanami lub grochem, klęczenie z książką lub cegłą trzymaną w podniesionych rękach, targanie za uszy, zawieszanie wizerunku osła na piersiach lub plecach klęczącego, sadzanie w oślej ławce, zostawianie po lekcjach w szkole, w tzw. kozie, całowanie wszystkich  uczniów w rękę.  
 
Jedną z kar było nakładanie uczniowi papierowej oślej czapki lub czapki z rogami za lenistwo i „opuszczanie się w nauce”. Inną – zawieszanie na piersi czerwonego jęzora za kłamstwo. Stosowano  też „słomianą koronę”, którą nakładano na głowę ucznia nieprzygotowanego do lekcji. Najgorszą karą było oprowadzanie takiego ucznia po wszystkich szkołach  i wołanie za nim: „osioł nad osłami na wieki wieków”. Na szczęście do takiej hańby dochodziło nadzwyczaj rzadko, bo uczeń, który dostał słomianą koronę,  zaczynał wkuwać.           

Jeśli myślicie, że to koniec udręk, to nie znacie dawnych nauczycieli. Uczeń bywał  karany wpisem do czarnej księgi – czyli hańby i wstydu -  za niedbalstwo i ciągłe opuszczanie się w naukach. W XIX wieku w jednej ze szkół krakowskich zapisano: (…) za odpowiedź grubiańską Profesorowi  i nieprzyzwoite leżenie na ławce zasługuje na wpis do tej księgi (…) Jak jeszcze raz lekcji umieć nie będę, dziesięć rózg wezmę. Były też inne sposoby wychowywania, na przykład sąd koleżeński, który często kończył się wymierzeniem kary. Nie zdarzyło się, żeby ktoś nie podporządkował się orzeczeniu sądu i nie odbył wymierzonej kary.

Wyobraźmy sobie, że wracają dawne kary. Jak wyglądałaby nasza szkoła? Ilu z nas  miałoby poobijane siedzenie, a ilu by biegało w oślej czapce? Albo w słomianej koronie!   

Roni

Grafika:
http://static.newworldencyclopedia.org/thumb/8/8f/1849_-_Karikatur_Die_unartigen_Kinder.jpg/300px-1849_-_Karikatur_Die_unartigen_Kinder.jpg
http://downloads.bbc.co.uk/rmhttp/schools/primaryhistory/images/victorian_britain/victorian_schools/v_dunce_in_maths.jpg

44 komentarze:

  1. Jak to dobrze, że teraz nie ma takich kar. Z opowiadań rodziców wiem, iż w szkole bito uczniów linijką lub drewnianym piórnikiem po dłoniach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie chciałam pisać o biciu rąk linijką. O takiej karze opowiadał mi tato. Za jego szkolnych czasów takie zachowania ze strony nauczycieli były czymś naturalnym. Nikt się takim praktykom nie sprzeciwiał. Podczas czytania wpisu, przypomniał mi się film, w którym występowały sceny przedstawiające bicie młodzieży przez rodziców czy nauczycieli. Tytuł tego filmu to "Zło". Polecam każdemu! http://www.filmweb.pl/Zlo

      Usuń
    2. Ja też słyszałam od rodziców o biciu linijką. Kiedyś kiedy ktoś zasłużył, to z pokorą przyjmował karę, a teraz? Uczniowie się obrażają lub opowiadają w domu rodzicom o swojej sytuacji. Rodzice jako obrońcy swoich uciśnionych dzieci urządzają pielgrzymki do wychowawcy, dyrektora, a nawet potrafią znaleźć kontakt do kuratorium! Gdyby teraz nauczyciel w jakimś stopniu poniżył ucznia, pod jego drzwiami za niecałe 24 godziny pojawiłaby się policja. Takie mamy czasy niestety...

      Usuń
    3. Mój tata do dziś wspomina jak był bity po dłoniach linijką za to, że był leworęczny. Jak dla mnie mobilizacja do nauki przez wszelkiego rodzaju kary cielesne to duża przesada!

      Usuń
  2. Być może niektóre kary był zbyt surowe, ale na pewno nie szkodziły uczniom, a wręcz przeciwnie. Mobilizowały do nauki i poprawy zachowania. Świadomość, że można dostać lanie rózgą z pewnoścą była na tyle przerażajaca, że każdy uczeń starał się aby tego uniknąć. Obecnie nauczyciele niewiele mogą zrobić z niesfornymi uczniami. Nawet podniesienie głosu na ucznia sprawia, że nauczyciel natychniast zostataje zgłoszony(najczęściej przez rodziców, którzy w swoim dziecku winy nie widzą) do kuratorium i otrzymuje naklejkę - "znęca się psychicznie nad uczniem". O karach cielesnych więc nie wspomne. Uczniowie są pod stałą ochroną. Moim zdaniem bezstresowe wychowanie to jedno, a rozkapryszenie to drugie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo się cieszę, że takie dawne metody wychowawcze już się zmieniły. Może i miały one jakieś zalety, ale dobrze, iż w tej chwili bicie jest zabronione. Trochę dyscypliny jest potrzebnej, ale nie aż takiej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że dziś nie są stosowane takie kary. Może i wpływały na zachowanie uczniów, ale były zbyt surowe. Dyscyplina jest potrzebna ale bez przesady. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Stanie w kącie czy klęczenie przed tablicą na pewno nikomu nie zaszkodziły, a już na pewno nie naruszały godności ucznia. Uczeń miał wtedy czas na przemyślenie swojego zachowania i chęć do poprawy. Kary cielesne były przestrogą dla niesfornych uczniów. Każdy nauczyciel chce pomóc uczniowi nawet jeśli krzyknie to ma to jakiś cel.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdyby wróciły dawne metody wychowawcze, nie martwiłabym się o swoje "siedzenie". Nie zniosłabym jednak, gdybym musiała patrzeć na karanego ucznia, a później wysłuchiwać, jakim okrutnym jest nauczyciel. Szacunku nie zdobywa się, karząc, wzbudzając strach czy pogłębiając dystans między sobą - w tym wypadku między nauczycielem a uczniem. Na szacunek ponoć trzeba zasłużyć.

    OdpowiedzUsuń
  7. herbu Z*ielona Pi*etruszka11 lutego 2015 09:57

    Bardzo ciekawy post. Moja ciocia mi opowiadała, że jak chodziła do szkoły podstawowej do miała taką straszną nauczycielkę, która ni stąd, ni z owąd potrafiła taką wielką linijką uderzyć z całej siły(a trzeba dodać, że miała bardzo męską budowę), że aż dech zabierało w piersiach.
    Całe szczęście realia się zmieniły, ale nie wyobrażam sobie dziś takiej sytuacji. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Według mnie lepszym rozwiązaniem aby zmotywować dziecko do nauki jest pozbawianie go dostępu do słodyczy, komputera czy innych upodobań. Wydaje mi się, że kary cielesne miały nieliczne zalety, jednak nadmiar wad spowodował ich wycofanie. Myślę, że dziecka nie wolno bić, ale trzeba umieć tak go wychować, aby wiedział gdzie jest jego miejsce. Widziałem skutki rozpieszczenia dzieci i naprawdę warto jest czasami coś zakazać, by uzyskać posłuszeństwo i zapobiec problemom w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  9. Niegdyś rodzice opowiadali mi, jak wyglądał system kar w szkole. Być może niektóre kary były zbyt surowe, ale uczyły pokory, mobilizowały do nauki i zmiany swojego postępowania. Każdy uczeń pilnował się, żeby nie zostać ukaranym w drastyczny sposób. Dzisiaj uczniowie praktycznie są nietykalni, a ich nieodpowiednie zachowania nie zawsze są karane.

    OdpowiedzUsuń
  10. Derastyczne choć zapewne skuteczne ,jednak to nie zmienia faktu ,że bardzo się cieszę iż te metody są już daleko za nami. Jak ktoś już wyżej wspomniał również słyszałam od rodziców o karaniu linijką . W dzisiejszych czasach unikamy przemocy, wręcz jej zapobiegamy. Uważam ,że o dobre wychowanie i edukacje powinni najbardziej troszczyć się rodzice dziecka, a wówczas zwykłe upomnienie ze strony nauczyciela w zupełności by wystarczyło .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama często wspomina swojego nauczyciela matematyki ze szkoły podstawowej, który lubował się w okładaniu innych uczniów po dłoniach piórnikiem mojej mamy. Do tej pory z żalem to wspomina. Dlatego uważam, że stosowanie kar cielesnych w niektórych przypadkach może przynieść skutek odwrotny do oczekiwanego.

      Usuń
  11. Mnie również rodzicie opowiadali o karach w szkole. Myślę, że było to straszne i bardzo się ciesze, że nie musimy teraz my tego przeżywać.

    OdpowiedzUsuń
  12. Z jednej strony dobrze że teraz nie stosuje się już takich kar. Jednak stanie w kącie nie było jakąś straszną karą. Kiedyś były inne czasy, teraz jest coś innego ale uważam że czasami niektórym przydałaby się jakaś kara ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Chłosty czy bicie do krwi na pewno są niedopuszczalne, ale myślę, że danie klapsa to nic złego. Będąc w podstawówce, miałam nieznośnych chłopców w klasie i nie chciałam być w skórze nauczycielki, bo dzieciaki są czasem nie do opanowania. Pamiętam, jak raz Pani od matematyki wzięła ogromny drewniany przyrząd do rysowania po tablicy i strzeliła pewnego chłopaka po tak zwanych "czterech literach" i do końca podstawówki był grzeczny na matematyce.

    OdpowiedzUsuń
  14. Z opowiadań moich rodziców dowiedziałam się, że kary, w większości takie jak opisane w poście, były stosowane w czasach gdy chodzili do szkoły. Nie były drastyczne czy bardzo bolesne, dlatego przynosiły skutki. Nikt z uczniów nigdy by się nie odważył bezczelnie odezwać do nauczyciela, miał do niego szacunek. W dzisiejszych czasach jest trochę inaczej. Młodzież często zachowuje się arogancko, wulgarnie. Mimo to nie wyobrażam sobie żeby kary cielesne powróciły. Myślę, że przemoc to zły sposób na wychowanie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Tak to czytam i sobie myślę, że powinniśmy bardziej szanować nauczycieli.. i oni nas oczywiście :) Nie mogę wyobrazić sobie, żeby w dzisiejszych czasach coś takiego było.. choć z drugiej strony byłoby trochę dyscypliny... mimo wszystko współczuję wszystkim dzieciom z tamtego okresu :) Cieszmy się, że bicie stało się karalne. Uważam, że nie wpływa ono na dobre wychowanie. To kwestia raczej charakteru i chęci.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie wyobrażam sobie bycia bitą za jaki kolwiek występek . To straszne i niesprawiedliwe . Myślę ,że w takich sytuacjach uczeń zamyka się w sobie lub co gorsze kreuje w sobie swiatopoglad ,iż kara cielesna jest dopuszczalna i może on stosować ja wobec innych bo tak był nauczony w szkole . Naszczęście żyjemy w takich czasach ,że jest to surowo zabronione .

    OdpowiedzUsuń
  17. Wybranie bicia jako sposobu do zachęcenia ucznia do nauki jest trochę drogą na skróty. Taki nauczyciel nie był prawdziwym wychowawcą. Gdyby zależało mu na daniu uczniowi lekcji to wymyśliłby inny sposób na osiągnięcie tego. Dobrze że w teraźniejszych czasach mamy swoje prawa i nikt nie stosuje kar cielesnych. Nie wyobrażam sobie chodzić do szkoły z myślą o tym że dziś mogę być zbita ruzgą. Z podanych przykładów słyszałam tyko o biciu ruzgą, linijką i o klęczeniu na woreczku grochu. Co do oprowadzania ucznia po wszystkich szkołach i wołania za nim: „osioł nad osłami na wieki wieków”, to myślę że takie zdarzenie wywierało wpływ na całe życie takiego ucznia, sprawiał że uczeń stawał się niepewny siepie i tracił poczucie własnej wartości. Czy nauczyciele którzy takie oprowadzanie przeprowadzali nie zastanawiali się nad tym?

    OdpowiedzUsuń
  18. Karcenie dzieci takim sposobem jak np. bicie linijką po rękach, targanie za uszy lub klękanie na worku z grochem, nie było dobrą formą wychowawczą. Dużo dzieci często zniechęcało się do nauki, nie wierząc we własne możliwości. Na pewno można było zachęcić uczniów do nauki innymi, mniej drastycznymi sposobami. W dzisiejszych czasach normy prawne uregulowały te problemy i nie stosuje się kar cielesnych jako sposób na wychowanie dziecka, nie można dać nawet klapsa. Trochę dyscypliny nikomu nie zaszkodzi, lecz należy stosować łagodniejsze sposoby.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić co by było gdyby dawne kary wróciły. Jestem przeciwnikiem kar cielesnych, gdyż jest to sprzeczne z obowiązującym prawem. Niektóre kary są delikatne inne szokujące. Myślę że w dzisiejszych czasach dużo osób chodziło by w tzw. słomianych koronach :)

    OdpowiedzUsuń
  20. To musiało być straszne. Niektórzy nauczyciele nie mieli litości co do karania uczniów. Można powiedzieć, że wręcz wyżywali się na nich. Nie wyobrażam sobie, żeby taki sposób wychowania i nauczania wrócił. Bałabym się wtedy chodzić do szkoły...

    OdpowiedzUsuń
  21. Było to na prawdę okrutne, nie wiem co by było, jeśli miałyby wrócić kary cielesne. Jednak uważam również, że bardzo ciężko byłoby je wprowadzić ze względu na liczne prawa i instytucje, które mówią, że człowiek musi być traktowany godnie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. bicie nie jest czymś dobrym, ale nie oszukujmy się w dzisiejszych czasach brakuje dyscypliny.

    OdpowiedzUsuń
  23. W dawnych szkołach panowała surowa dyscyplina. Aby utrzymać spokój i porządek wystarczyło spojrzenie nauczyciela na klasę.
    Wszystko zmieniło się w latach 70. XX w.

    OdpowiedzUsuń
  24. Moja prababcia często opowiadała mi jaka za jej czasów panowała dyscyplina w szkole. Uczniowie musieli być bardzo cicho na lekcjach i nie przeszkadzać nauczycielowi bo kończyło się to karą np.bicie linijką aż do krwi. Teraz takie metody są niedozwolone. W szkołach nie wolno bić dzieci. Młodzież ma mniej szacunku do starszych niż kiedyś. Za dawnych czasów to każdy bał się nauczyciela, a teraz to uczniowie potrafią tak ,,zagrać na nerwach" nauczycielowi ,że on nie wie jak zareagować.Młodzież mniej czasu poświęca na naukę ponieważ woli spędzać czas przed komputerem lub telewizorem.

    OdpowiedzUsuń
  25. Kiedyś uczniowie byli bardziej zdyscyplinowani, szanowali nauczycieli. W obecnych czasach jest takich uczniów coraz mniej. Mimo wszystko kary cielesne są i powinny być zabronione.

    OdpowiedzUsuń
  26. Znalazłam wiele informacji dotyczących nauczania w Japonii oraz dla porównania w USA.
    W Japonii nauczyciel nie tylko nie pomaga uczniowi, ale wręcz go dręczy, gdy ten nie nadąża za swoimi rówieśnikami. Uczeń w swej drodze ku dorosłości musi przejść przez gęste sito egzaminów i stresu. Inspiratorami rywalizacji wśród uczniów są nauczyciele, którzy traktują ją jako środek wychowawczy. Miary uczniowskiej udręki dopełnia surowa dyscyplina, często przybierająca charakter represji. Za najmniejsze przewinienie np. spóźnienie do szkoły, stosuje się kary cielesne. Presja moralna i sianie strachu jest czymś normalnym, uważanym za skuteczną metodę wychowawczą oraz usprawiedliwionym uwarunkowaniami kulturowymi. Takie zachowania są zupełnym przeciwieństwem postępowania z uczniem w USA, gdzie kontaktu fizycznego unika się (głównie z obawy przed oskarżeniem nauczyciela o molestowanie seksualne ucznia lub postępowaniem sądowym przeciwko nauczycielowi). Krytycy systemu powiadają, że w japońskich szkołach nauczycielem jest strach. Bywa, że nauczyciele przebierając miarę w karach cielesnych dopuszczają się ciężkich pobić uczniów, doprowadzając ich do kalectwa.
    Nie wyobrażam sobie tak starszych kar w polskich szkołach, choć według mnie najgorszą karą jest przemoc psychiczna, która nawet nie równa się z przemocą fizyczną.

    OdpowiedzUsuń
  27. Moim zdaniem na lekcjach powinna być trzymana taka dyscyplina jak kiedyś, ale bez wykorzystania dawnych metod wychowawczych. Myślę, że byłoby to możliwe do spełnienia i z obustronną korzyścią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież nikt Cię nie bije, a Ty i tak grzecznie siedzisz na lekcjach! Czyż nie tak?

      Usuń
  28. Uważam, że bicie dzieci w "celach wychowawczych" jest bardzo, bardzo złe. Dziecko wobec, którego stosuje się kary cielesne staje się agresywne, a osobę, która wymierza te kary, zaczyna nienawidzić. Jeżeli jest to małe dziecko to może skończyć się nabraniem nieufności np. do wszystkich dorosłych i zamknięciem się w sobie.

    OdpowiedzUsuń
  29. Kary cielesne nauczycieli wobec ucznia, były zawsze dla mnie czymś strasznym. Nigdy nie rozumiałem jak ktoś komu rodzice płacą za naukę ich dziecka. (nie ważne czy prywatnie czy w podatkach, bo jak wszyscy zapewne dobrze wiemy, nie ma czego takiego jak darmowa edukacja) może karać dziecko fizycznie.

    OdpowiedzUsuń
  30. Myślę, że w dzisiejszych czasach uczniowie są zbyt pewni siebie i mają mnóstwo swobód na lekcjach. Nie jestem zwolennikiem stosowania terroru i przemocy wobec uczniów, ale niedopuszczalne jest, żeby uczeń rządził na lekcji.

    OdpowiedzUsuń
  31. Czasy się zmieniły.. Na szczęście !
    Kary cielesne? Całowanie innych uczniów w ręce ? Czarna księga ?
    Dla mnie nie byłaby to żadna motywacja do nauki... wręcz przeciwnie.

    OdpowiedzUsuń
  32. Dużo się zmieniło od tamtego czasu, wtedy panowała duża dyscyplina. Teraz wprowadzono wiele praw i zachowań, które zabraniają kar cielesnych, dlatego nauczyciel od razu wpisuje uwagę lub zwraca się o pomoc do dyrektora szkoły. Nie chciałbym wiedzieć jakie kary dostawaliby uczniowie, gdyby one wróciły...

    OdpowiedzUsuń
  33. Na pewno nie było to motywacją do nauki a jedynie zastraszaniem dzieci. Nikt nie uczył się żeby zdobyć wiedzę i wykształcenie, a jedynie dlatego by uniknąć kary. Dyscyplina w szkole jest potrzebna, ponieważ bez niej nauczyciele kolokwialnie mówiąc nie poradziliby sobie z uczniami, jednak dawne metody wychowawcze były bardzo niestosowne. Mama opowiadała mi, że w jej szkole nauczyciele bardzo często bili uczniów linijką po dłoniach, a taka kara była stosowana nawet za najlżejsze przewinienia, na które dzisiejsi nauczyciele najprawdopodobniej nawet by nie zareagowali, bo kto dziś kara ucznia za wiercenie się w ławce?

    OdpowiedzUsuń
  34. Kary cielesne w szkole są nie do przyjęcia- przynajmniej dla mnie. Inne? Możliwe, że pomagały, bo jeśli dziecko zostało ukarane poprzez założenie śmiesznej czapki, z której wszyscy się śmieli to wiadome było, że drugi raz zastanowi się zanim zrobi z siebie pośmiewisko. Lecz karanie dziecka biciem za pomyłkę w czytaniu jest okropne. Dorośli też mogą się pomylić a nikt ich za to nie karze.

    OdpowiedzUsuń
  35. Super artykuł. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uznanie.Również pozdrawiam.

      Usuń
  36. Świetna sprawa. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  37. Faktycznie samo wychowanie dzieci jest bardzo ważne i myślę, że każdy z nas wychowuje je na własny sposób. Mi bardzo podoba się to co napisano w https://whisbear.com/pl/blog/bo-to-zla-matka-byla-czyli-dlaczego-tak-chetnie-krytykujemy-kobiety-ktore-sa-matkami-jak-my/ i myślę, że jak najbardziej warto przeczytać ten wpis.

    OdpowiedzUsuń