6 kwietnia 2019

Oglądamy filmy

   
          Ucieczka w niepamięć



 
Najważniejszą formą ludzkiej inteligencji
jest umiejętność obserwowania bez oceniania.
(Serena Rust)

 
Kino to nie tylko miejsce, które dostarcza łatwej rozrywki, ale też rozwija intelektualnie, uwrażliwia na ludzkie problemy, uczy tolerancji. Pozytywne oddziaływanie dobrych filmów jest nie do przecenienia i widzowie to coraz częściej rozumieją. Owszem, są jeszcze tacy, którzy oglądają  filmy rozrywkowe, czasami ocierające się o kicz, jednak to powoli zaczyna się zmieniać. Coraz częściej widzowie wybierają ambitne filmy, produkowane przez sprawdzonych reżyserów i dobrych aktorów. Na taki właśnie film udałam się z moją rodziną, a oprócz nas na sali  było niewielu widzów i to głównie w wieku 30+. Nosi tytuł Fuga i został  wyreżyserowany przez Agnieszkę Smoczyńską, będąc jej  drugim pełnometrażowym filmem. Przedstawia historię pewnej kobiety cierpiącej na fugę dysocjacyjną.
Czym jest fuga dysocjacyjna? Jest to zaburzenie nerwicowe, polegające na ucieczce z obecnej sytuacji, bardzo często nieprzyjemnej. W przypadku fugi osoba, która doświadczyła traumatycznego wydarzenia lub przeżyła coś, co przekroczyło poziom stresu, jaki potrafi znieść, traci pamięć o przeszłości, o tym, kim była i odchodzi z domu. Bardzo często przed zapadnięciem w stan fugi ma kłopoty małżeńskie, zawodowe, finansowe. Jest to więc psychologiczny mechanizm obronny, który zabezpiecza przed doświadczeniem stresujących przeżyć. Można sobie wyobrazić, że to typowy przykład ucieczki, jaką organizuje świadomość człowieka, aby nie doświadczyć więcej przykrości. Osoby w stanie fugi mają całkowitą amnezję wsteczną, a po powrocie do „poprzedniej tożsamości” nie potrafią sobie przypomnieć okresu fugi.
Film rozpoczął się od kilku krótkich scen pokazujących zdezorientowaną, brudną i zmęczoną kobietę szukającą pomocy. Ludzie traktują ją pogardliwie, omijają z powodu wyglądu i nieaprobowanego zachowania. Zostaje znaleziona przez policję i na dwa lata oddana w ręce psychiatrów. By odnaleźć rodzinę, staje się główną bohaterką programu telewizyjnego typu „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”, do którego dodzwania się jej ojciec. Wtedy dowiaduje się, że ma na imię Kinga a nie Alicja. Wraca do domu, w którym nie potrafi odczuć ciepła i bezpieczeństwa, lecz obcość. Rodzina zadaje pytania, na które kobieta nie zna odpowiedzi. Bliscy nie dają jej czasu na oswojenie się z nową sytuacją. Nie rozumieją, dlaczego jest dla nich obca i odrzuca ich pomoc. Odtrącani przez cały czas, tracą cierpliwość i zostawiają ją samą z jej problemami. Bohaterka również nie rozumie, jak doszło do tego, że znalazła się w takiej sytuacji. Próbuje odtworzyć swoje dawne życie, starając się jednocześnie odnaleźć w nowej roli jako żona, matka i córka. Często wbrew sobie, dlatego jest to dla niej bardzo trudne. Ostatecznie  Kinga/Alicja dokonuje wyboru. Jakiego? Odpowiedź znajduje się w filmie Agnieszki Smoczyńskiej.
Myślę, że Fuga zasługuje na uwagę. Ukazuje bowiem problemy nie tylko ludzi chorych, lecz również osób im najbliższych, które nie chcą lub nie potrafią ich zrozumieć i zaakceptować. Szczególne gratulacje należą się Gabrieli Muskule, która doskonale weszła w postać głównej bohaterki, mającej dwie tożsamości. W filmie także ważną postać zagrał Łukasz Simlat, jako Krzysztof, mąż Alicji oraz Iwo Rajski jako jej syn. Jest to film budzący wiele sprzecznych emocji, zmuszający do myślenia. Wielokrotnie są w nim pokazane odważne, kontrowersyjne wręcz sceny, na przykład ta, gdy główna bohaterka załatwia swoje potrzeby fizjologiczne na peronie dworcowym.

Zachęcam do obejrzenia tego filmu. Dzięki niemu zrozumiałam, że nie należy oceniać ludzi na podstawie pierwszego wrażenia. Każdy ma za sobą jakąś historię, o której pragnąłby zapomnieć, czy też „cofnąć czas”. Ale każdy zasługuje też na drugą szansę, aby zacząć życie od nowa.

Biedronka

Grafika:

3 kwietnia 2019

Podróże kształcą


Byłem w Panamie, widziałem Papieża



 
Podróżować znaczy żyć.
A w każdym razie żyć podwójnie, potrójnie, wielokrotnie.
(Andrzej Stasiuk)


Miałem marzenie. Kiedy w 2016 roku byłem na Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie, zapragnąłem pojechać także na kolejne - do Panamy. Początkowo myślałem, że to jakieś włoskie miasteczko. Okazało się jednak, że Panama to kraj leżący między Ameryką Południową a Kostaryką. To nie ostudziło mojego zapału, wręcz  przeciwnie. Zacząłem zbierać pieniądze, oszczędzać i oczywiście szlifować swój hiszpański. I udało się!
Od 15 do 31 stycznia byłem w Panamie, gdzie  zorganizowano  34. Światowe Dni Młodzieży, czyli międzynarodowe  spotkanie młodych katolików. Nie zabrakło  tam  również reprezentantów z Polski.  Ogółem około  4 tysięcy, a w tej liczbie - moja dziewięcioosobowa grupa z diecezji zamojsko-lubaczowskiej. Przy okazji Światowych Dni Młodzieży miałem okazję pierwszy raz lecieć samolotem.Linia zorganizowała bezpośredni lot z Warszawy do  Panamy,  z myślą o pielgrzymach, ponieważ  normalnie takiego  połączenia nie ma  (trzeba lecieć z przesiadkami). Lot jednak nie był zwyczajny, gdyż  trwał aż 12 godzin, a ja go bardzo miło  wspominam.  Po dotarciu do Panamy udaliśmy się do Colon, miasta u wejścia do Kanału Panamskiego, w którym spędziliśmy pierwszy tydzień. Jako ciekawostkę podam, że w Colon rozgrywa się akcja znanej wszystkim noweli Henryka Sienkiewicza Latarnik. Mieszkałem u panamskiej rodziny, a moja gospodyni nie znała angielskiego, wobec tego  mogłem się porozumieć jedynie po hiszpańsku lub na migi. Czułem się  tam dobrze i porządnie poćwiczyłem hiszpański. Po tygodniu przenieśliśmy się do prywatnej dzielnicy w stolicy kraju - Panamy,  gdzie  byliśmy już do końca  naszego pobytu, świętując spotkanie z Papieżem Franciszkiem. Tutaj gościła mnie angielskojęzyczna rodzina, a  warunki życia były inne niż w Colon.
Nie tylko warunki życia były inne, zmienił się również krajobraz. Były wieżowce (stanowiące symbol Panamy), zamiast małych  domów  i autostrady,  zamiast wąskich uliczek. Trzeba bowiem wiedzieć, że Panama jest państwem kontrastów. Po pierwsze, powietrze jest czyste i  praktycznie nie ma smogu, jednak ulice są brudne, z  ogromną ilością śmieci. Inny  przykład  kontrastów:  jedni jeżdżą   samochodami najnowszej generacji,  inni  mieszkają w slumsach  oraz  dopuszczają się różnych przestępstw, aby zdobyć  pieniądze na życie. Ogromną plagą w Panamie są kradzieże i włamania, przed  którymi ludzie starają się zabezpieczyć  swój dobytek. Temperatura powietrza dochodzi do 35°C w dzień, w nocy zaś spada do 25°C (robi się zimno). To wyjaśnia, dlaczego mieszkańcy Panamy nieustannie mają  katar – klimatyzacja  jest wszędzie, stanowi nieodłączny element ich życia. Dzięki niej temperatura w samochodach, barach czy innych budynkach nie przekracza 15°C. Mimo wszystko, Panamczycy są bardzo pogodnymi  i optymistycznie  nastawionymi do życia ludźmi, a także przyjaznymi  wobec innych. Ten fakt idealnie obrazuje relacja między kościołem oraz stojącym naprzeciwko meczetem. Wyznawcy obu religii szanują się i żyją w zgodzie. Słyszałem nawet, że podobno proboszcz kościoła co tydzień w niedzielę pije kawę z muzułmańskim kapłanem. Niesamowite,  jak odmienna jest mentalność tych ludzi od mentalności Polaków.
Pierwszego dnia pobytu Papieża w Panamie plac wypełnił się flagami reprezentującymi kraje z najróżniejszych zakątków świata. Miałem okazję nawiązać wiele międzynarodowych znajomości oraz zrobić sobie selfie z Papieżem! Przy okazji Światowych Dni Młodzieży miałem także okazję spotkać się z  żoną Prezydenta RP - Agatą Dudą oraz z prezydentem Panamy. Z piątku na sobotę odbyło się czuwanie z Ojcem Świętym. Następnie ogłoszenie kolejnej stolnicy Światowych Dni Młodzieży (Lizbona w Portugalii) oraz Msza Posłania. Spotkanie z Ojcem Świętym trwało od czwartku  24.01.2019 roku  (ceremonia powitania Ojca Świętego) do niedzieli 27.01.2019 roku (Msza posłania). Msza Posłania jest swoistym podsumowaniem międzynarodowego  spotkania chrześcijańskiej młodzieży, a więc zawiera ostatnie słowa Papieża skierowane do młodych, Eucharystię oraz ogłoszenie gospodarza (kraju) następnych Światowych Dni Młodzieży. Czuwanie z Papieżem rozpoczęło się w sobotę na Campo San Juan Pablo II od wspólnego odśpiewania hymnu ŚDM. Następnie obejrzeliśmy  spektakl na temat historii zbawienia we współczesnym świecie,  apotem   wysłuchaliśmy  mowy Papieża Franciszka i  adorowaliśmy Najświętszy Sakrament. Spotkanie z Papieżem było niesamowitym przeżyciem! Następca Świętego  Piotra, którego ogląda się głównie w  telewizji, przejeżdżał 2 metry ode mnie! Widok Papieża w rzeczywistości robi ogromne wrażenie. Mimo swojego wieku, emanuje  radością  i  obdarza serdecznym uśmiechem.
Do Polski wróciłem z pięknymi wspomnieniami, nowymi siłami do działania oraz poczuciem,  że mogę się  bardziej zaangażować  w sprawy Kościoła i problemy świata.  Zapamiętałem bowiem słowa Papieża Franciszka, który nawiązując do Ewangelii świętego Mateusza, powiedział: (…) Wy, drodzy młodzi, nie jesteście przyszłością, lecz Bożym teraz! On was zwołuje i wzywa was w waszych wspólnotach i miastach, by pójść w poszukiwaniu dziadków, dorosłych, aby stanąć na nogi i razem z nimi zabrać głos i spełnić marzenie, z jakim Pan was wymarzył. Nie jutro, ale teraz, bo tam, gdzie jest wasz skarb, tam będzie również wasze serce (…). Wybiegając myślą do  przyszłych Światowych Dni Młodzieży w  2022 roku w Lizbonie, Papież zaznaczył: Jak wam powiedziałem w Krakowie, nie wiem, czy będę podczas następnych Światowych Dni Młodzieży, ale Piotr z pewnością tam będzie i umocni was w wierze.  A na zakończenie poprosił nas, młodych ludzi:  Idźcie naprzód, z siłą i odwagą, i proszę, nie zapomnijcie się za mnie pomodli

Michał G.

Grafika:
własne zdjęcia

30 marca 2019

Myśli o wychowaniu


         
            Mała cząstka siebie

 
Człowiek dopiero wtedy jest w pełni szczęśliwy,
gdy może służyć,
a nie wtedy, gdy musi władać.
Władza imponuje tylko małym ludziom,
którzy jej pragną,
by nadrobić w ten sposób swoją małość.
Człowiek naprawdę  wielki, nawet gdy włada, jest służebnikiem.
(Stefan Wyszyński)


Wolontariusz .  Każdy ma własną definicję tego słowa. Większości kojarzy się ono z osobą, która niesie pomoc. Jak?  Na pewno świadomie, dobrowolnie, bez chęci czerpania  z tego profitów, i czyni to na różne sposoby. Wolontariusz to osoba, która  pracuje  bezpłatnie, ale nie do końca bezinteresownie.  Dlaczego? Ponieważ  - według mnie -  wolontariusz zdecydowanie więcej  otrzymuje niż ofiarowuje.

Daję i dostaję. Od ponad roku jestem wolontariuszką  na oddziale opieki paliatywnej w Zamojskim Zakładzie  Opiekuńczo – Leczniczym. Na czym polega moja praca? Przede wszystkim na dawaniu części siebie – na  chęci oraz gotowości  wysłuchania i zrozumienia, na niesieniu uśmiechu i  wsparcia, czasem na wyjściu po zakupy do sklepu spożywczego. Trudno  opowiedzieć w tak krótkim tekście  o wszystkim, czego wolontariusze uczą się i ile zyskują  podczas każdej wizyty na oddziale. Niesamowite dla każdego wolontariusza są wspomnienia starszych ludzi. Nie da się opisać tego, co czuje młoda osoba, słysząc historię miłości z czasów II wojny światowej, historię  jak z romantycznego filmu. Niektóre pacjentki szpitala zastępują wolontariuszom babcie  i - tak jak one -  przekazują mądrości życiowe oraz  dają dobre rady. Od nich można dowiedzieć się niemal wszystkiego:  jak szyć, jak ugotować dobrą zupę, ale przede wszystkim, jak wyglądało życie w ich młodym wieku. Z pacjentami można rozmawiać o wielu sprawach, ale  zawsze  najciekawsze  są jednak ich powroty do młodszych  lat. Niesamowitym prezentem,  jaki otrzymuje wolontariusz  podczas każdej wizyty,  jest uśmiech pacjentów i radość w ich oczach. Dlaczego się cieszą mimo choroby? Ponieważ nie czują się samotni -   ktoś ich odwiedził, aby porozmawiać  i wysłuchać.  Od czasu do czasu – my wolontariusze -  staramy się wprowadzić na oddział szpitalny nastrój świąteczny. Organizujemy Dzień Kobiet, Dzień Mężczyzn lub Wigilię: obdarowujemy podopiecznych słodyczami, własnoręcznie zrobionymi kartkami, śpiewamy wspólnie kolędy. Mogę śmiało powiedzieć, że zarówno w czasie cotygodniowych odwiedzin, jak i w te bardziej uroczyste dni, spełniam się jako wolontariuszka, a to oznacza, że jestem szczęśliwa. 
Co mi daje wolontariat?  Jest piątek,  główny dzień odwiedzin oraz dzień spotkania i rozmowy z koordynatorem wolontariatu.  Po lekcjach, mimo zmęczenia tygodniem nauki,  idę do szpitala, zakładam identyfikator i wchodzę na salę.  Kiedy wchodzę na salę i spotykam się z pacjentem,  automatycznie zapominam o wszystkich problemach i  odczuwam  radość.  Jestem, tu i teraz. Słucham, rozmawiam i cieszę się, że dołączyłam do wolontariatu. Czuję satysfakcję i spokój, to właśnie daje mi wolontariat. Co jeszcze zyskuję? Poznaję siebie - wady i zalety. Dowiaduję się, ile jest we mnie empatii, cierpliwości i wrażliwości. A to, że odrywam się również od codziennej szkolnej rutyny, jest jeszcze jednym plusem, choć najmniej ważnym. Tak właśnie postrzegam pracę na oddziale opieki paliatywnej. Myślę, że moje odczucia potwierdzą wypowiedzi innych wolontariuszek, a jednocześnie podkreślą głęboki sens naszej pracy wśród chorych ludzi. Wypowiedzi pochodzą z prywatnego archiwum koordynatora wolontariatu przy oddziale paliatywnym  ZOL-u w Zamościu. Natalia: Co mi daje wolontariat? Na pewno w  jakimś   stopniu satysfakcję i szczęście, że mogę pomóc i często nawet uszczęśliwiać pacjentów szpitala. Zdecydowałam się na działanie w wolontariacie, ponieważ  coś mnie natchnęło na pomaganie  innym. Poczułam  taką potrzebę.  O wolontariacie dowiedziałam się od koleżanki, która od dłuższego czasu jest i działa w wolontariacie, co zarówno jej,  jak i mnie sprawia wielką satysfakcję. Kinga:  Do wolontariatu dołączyłam  […] dzięki mojej koleżance. To ona mi opowiedziała o pracy w szpitalu. Zdecydowałam się dość szybko. Poszłam zaraz na drugi dzień. Pomoc innym ludziom to coś wspaniałego. Nic nie zastąpi ich wdzięczności i uśmiechu. Osoby, którym pomagamy, często same robią wszystko, by nam, wolontariuszom, pomóc. Można powiedzieć, że bardzo o nas się troszczą. Wolontariat daje nam dużo satysfakcji. Dzięki  niemu  rozwijamy swoje umiejętności, pasje, talenty i zdobywamy różne doświadczenia, poznajemy nowych ciekawych ludzi, rozwijamy swój charakter. Szczerze zachęcam do pracy w  wolontariacie, bo to niezwykłe doświadczenie. My również możemy kiedyś potrzebować pomocy  i nie byłoby nam miło, gdyby ktoś nam jej odmówił.  Jesteśmy tu dla siebie nawzajem. Wiktoria: Początkowo wolontariat był dla mnie sposobem na zapełnienie wolnego czasu. Dość szybko stał się uzależnieniem. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez dawania radości innym, co mnie samą uszczęśliwia.

Wolontariat to niesamowite doświadczenie, które zmienia sposób patrzenia na świat. Jego sens świetnie obrazują słowa o. Fabiana Kaltbacha:  Można nie pomagać, można znaleźć wiele racjonalnych argumentów dla konkretnych przypadków, aby nie pomagać. Ale to nic nie zmieni. Nadal będą głodni, chorzy, cierpiący, potrzebujący. Lepiej zgrzeszyć nadmiarem dobroci i naiwności, niż nadmiarem kalkulacji i nieufności.

Oliwia

Grafika:
https://img2.dmty.pl//uploads/201012/1293031571_by_kaczucha54_600.jpg
fot. A. Konarzewska