18 maja 2024

Kącik młodego historyka

 

  Grzeszki szlachty

 

 

Mnie też nikt nic nie dał za darmo.

Wszystko musiałem sam odziedziczyć.

(Jan Paweł, serial ,,1670”)

 

W ostatnim czasie rośnie zainteresowanie serialem Netflixa zatytułowanym ,,1670”. Mimo że dostępny jest on na platformie od połowy grudnia, to wciąż nie  traci  swojej popularności. Ten satyryczny serial, skupiony na XVII -wiecznej szlachcie,  zdobył popularność dzięki komizmowi, który zręcznie miesza elementy czarnego humoru  z odniesieniami do współczesności. Twórcy celowo przerysowali cechy sarmackiej szlachty  oraz  połączyli humor sytuacyjny z  aktualnymi  odniesieniami. Humorystyczne sceny ukazują absurdalność myślenia ówczesnej szlachty, więc  większość wypowiedzi bohaterów wywołuje  śmiech u widzów. Choć  ten  serial ma niewiele wspólnego z realiami  historycznymi XVII wieku,  to jednak skłania do zgłębienia historii polskiej szlachty.

Aby to zrobić, warto przeczytać książkę Kamila Janickiego ,,Warcholstwo - prawdziwa historia polskiej szlachty”. Autor dedykuje swą książkę swoim chłopskim przodkom.  Wskazuje  w niej na liczne wady polskiej szlachty, obalając  mity z nią związane. Tym samym  przedstawia  jej obraz w czarno-białych barwach.  Wprawdzie  ideologia sarmacka w założeniu łączyła się z wieloma pozytywnymi wartościami takim, jak: duma narodowa, patriotyzm, przywiązanie  do rodzimej tradycji,  gościnność, waleczność, umiłowanie wolności i demokracji, przywiązanie do religii, szacunek dla praworządności czy też sztuka oratorska. Z  czasem  te cechy uległy zwyrodnieniu, stając się wadami  sarmackiej szlachty. Panowie herbowi stali się megalomanami, żyjącymi ponad stan. Ich zaściankowość, ksenofobia, awanturnictwo, warcholstwo, brak tolerancji wobec wyznawców innych religii oraz gadulstwo doprowadziły do ich upadku. Ilustracją sarmackiego zamiłowania do przepychu jest powyższy obraz Aleksandra Orłowskiego „Uczta u Radziwiłłów”.

O Polsce mówi się jako  o  „państwie bez stosów”,  jednak czy to stwierdzenie na pewno ma sens? Choć ten termin narodził się dopiero w okresie PRL, to bardzo mocno wrósł w narodową świadomość. Miał  on  zapewniać  o wyjątkowości  Polski,   jako europejskiej enklawy w kontekście tolerancji religijnej. Choć Polska tolerancja nie została zmyślona,  to jej obraz został wyolbrzymiony w sposób pozwalający wyciągnąć optymistyczne wnioski na temat dorobku kultury szlacheckiej  i charakteru Polaków. Sprzyjał temu fakt, że państwo Jagiellonów, w przeciwieństwie do krajów zachodnich,  nie było jednowyznaniowe - oprócz  katolicyzmu  istniało wiele innych religii. Ich koegzystencja nie zawsze była harmonijna, na przykład prawosławie uchodziło w pojęciu szlachty  za religię chłopską. Dlatego szlachta przechodziła na katolicyzm, jeśli chciała brać udział w życiu politycznym. Innowiercy nie zasiadali bowiem  w senacie i nie doradzali monarchom. Poza tym w kraju obowiązywał formalny zakaz budowy jakichkolwiek nowych cerkwi oraz  odnawiania już istniejących. Wprawdzie powszechnie go ignorowano, ale i tak czytelnie wskazywał, do kogo należy władza. Ludzie jednak rozumieli, że istnieją różne wyznania i szukali sposobów współżycia a nie konfliktów, zwłaszcza  że w granicach Rzeczypospolitej mieszkali przedstawiciele różnych narodowości, na przykład  Żydzi, Ormianie, Tatarzy. Odgórnie były wydawane  dekrety, które zakazywały dołączania do reformacji czy nawet czytania pism protestanckich pod karą śmierci, banicji i konfiskaty majątku. Dochodziło również do procesów o herezję. Rozpalano też stosy, choć trafiały na nie zakazane księgi, a nie ludzie. Wydaje się, że w toku prześladowań religijnych w  XVI wieku nad Wisłą faktycznie spalono tylko jedną osobę. W 1539 roku na stos w Krakowie trafiła 80- letnia mieszanka, która odmawiała uznania zasady wiary katolickiej. Wszystko wskazuje jednak na to, że przeszła ona nie na protestantyzm, lecz na judaizm.

Polscy szlachcice posiadali tylko jeden formalny obowiązek. Mieli bronić ojczyzny, zdobywać ziemie i  budzić  strach wśród  wrogów. Nawet  z  niego nie potrafili się wywiązać.  Kamil Janicki  w swojej książce  przedstawia absurdalne  sytuacje, które ujawniają brak  przygotowania  militarnego szlachty.  W 1537 roku uczestnicy pospolitego ruszenia, zamiast  włączyć się do  bitwy  przeciw wojsku mołdawskiemu, oblegali  własnego króla Zygmunta Starego, uwięzionego na zamku we Lwowie.  W lipcu 1655  roku -  w sytuacji zmasowanego  ataku  Szwedów - całe pospolite ruszenie z Wielkopolski (w liczbie  kilkunastu tysięcy mężczyzn) -  skapitulowało przed nimi  i uznało zwierzchność  szwedzkiego króla Karola Gustawa. W 1666 roku w bitwie pod Mątwami podczas Rokoszu Lubomirskiego żołnierze pospolitego ruszenia przeszli na stronę rokoszan i dołączyli do buntu przeciwko królowi Janowi Kazimierzowi. Wówczas wraz z rokoszanami stoczyli bratobójczą walkę z żołnierzami królewskimi, gdy zaś zwyciężyli, przystąpili do ich bezwzględniej rzezi. Niemal 4 tysiące członków królewskiego wojska zostało wówczas zabitych przez polskich szlachciców. W 1672 roku pod Lublinem i Gołębiem wojsko nie było zainteresowane obroną granic państwa. Szlachta zamiast bić się z Turkami, zaczęła grabić Lubelszczyznę, dając się we znaki mieszkańcom nawet bardziej niż obcy najeźdźcy.  Poniżej: obraz Józefa Brandta  „Pospolite ruszenie u brodu.”

Mimo licznych  inwazji  wrogów i strat w ludziach, nie powołano jednak stałej armii (korzystano ze zbrojnych usług Kozaków).  Szlachta obawiała się, że król mógłby jej użyć do wzmocnienia swej władzy i wprowadzenia rządów absolutnych. Nie chciała utracić swej władzy na rzecz króla, który mógłby wziąć  przykład z  królów francuskich. Szlachta nie wyciągnęła  żadnych wniosków nawet po pierwszym rozbiorze, choć upadł wówczas mit bezpieczeństwa i nienaruszalności  państwa. Szlachta  pragnęła wierzyć, że wszystko  powinno zostać po staremu, a potwierdzały to takie wydarzenia, jak: konfederacja barska,  zawiązana przeciwko Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu, przyjęcie w nielegalny sposób Konstytucji 3 maja czy też konfederacja targowicka. Zanim przyszło otrzeźwienie,  na ratunek  było już o wiele za późno.

Choć mit  polskiego szlachcica nie jest prawdziwy, a  szlachta miała wiele wad, które w konsekwencji doprowadziły do jej upadku, to jej niektóre obyczaje na trwałe pozostały w polskiej kulturze na przykład: gościnność, kultywowanie tradycji, obchody świąt (np. Andrzejki, Zapusty), obrzędy i zwyczaje weselne. Dlatego uważam, że warto je zgłębiać, ponieważ stanowią one część naszej polskiej tożsamości narodowej i historii. Pozwolę sobie na koniec przytoczyć słowa Edmunda Burke: Historia to  zbiór lekcji, które nigdy się nie skończą.  Warto  z niej  uczyć jak najwięcej, aby nie powielać błędów naszych przodków, które doprowadziły do upadku naszego kraju.

Antolka

 

Grafika:

https://bi.im-g.pl/im/f1/1c/1d/z30527473AMP,Serial-1670.jpg

https://bi.im-g.pl/im/71/9c/11/z18466161AMP,Uczta-u-Radziwillow--obraz-Aleksandra-Orlowskiego.jpg

https://img.wprost.pl/img/michal-sikorski-w-serialu-1670-wcielil-sie-w-postac-ksiedza-jakuba/5d/60/ee2e37a601dac9116a291fff6b68.jpeg

https://cdn.galleries.smcloud.net/t/galleries/gf-wAcU-A2w4-XfrC_dobromir-dymecki-jako-bogdan-w-serialu-1670-664x0-nocrop.jpg

https://images-cdn.auctionmobility.com/is3/auctionmobility-static/7s40-1-18EEZU//003_1.jpg?maxwidth=1600&maxheight=1600

11 maja 2024

Literackie fascynacje

 

(Max)imum  zagadkowości

 

Jeśli sądzicie, że jakaś fikcja jest niewiarygodna,

to się myliliście.

Nie ma bardziej niewiarygodnych historii od tych,

które wydarzyły się naprawdę.

(Max Czornyj)

 

Jestem ogromnym fanem twórczości Maxa Czornyja. Postaram się też  Was przekonać do przeczytania jego utworów, ponieważ  to  może stać się  fascynującym  doświadczeniem dla każdego miłośnika  literatury.  Max Czornyj to niezwykle utalentowany pisarz, którego  książki cechują się głębokim spojrzeniem na ludzką naturę, finezją językową oraz unikalnym stylem. Warto dać szansę twórczości Maxa Czornyja,  bo  jest okazją do prawdziwej  podróży  przez emocje, refleksje i piękno języka. Jego utwory  z pewnością zasługują na uwagę każdego, kto ceni dobrą literaturę i poszukuje głębokich doświadczeń czytelniczych.

Maksymilian Dymitr Czornyj /Max von Czornyj  urodził się w 1989 roku w Lublinie w rodzinie o korzeniach niemiecko- rusińskich.  Z zawodu jest prawnikiem (adwokatem), który  jakiś czas pracował  w Polsce i we Włoszech. Jego prawdziwym zamiłowaniem stało się jednak pisanie książek (pierwsza w 2017 roku) i to takich, które charakteryzują się tajemnicą, grozą i trzymającymi w napięciu historiami. A zostały one wydane w setkach tysięcy egzemplarzy i zyskały bardzo wielu czytelników, co przełożyło się na fakt, że Max Czornyj stał się jednym z najbogatszych polskich pisarzy.

W dorobku Czornyja  znajduje się seria thrillerów  z  tropiącym morderców komisarzem  Erykiem Deryłą.  Między  październikiem 2017 roku a majem 2023  roku powstało 12 książek (Grzech; Ofiara;  Pokuta; Trauma; Klątwa; Zjawa; Bestia; Krew; Pacjent; Piekło; Fatum; Geneza zła). Ta seria cieszy się największym  zainteresowaniem, o czym można się przekonać, sięgając po nią i oddając się lekturze.

Czornyj  jest również autorem powieści opartych na  historiach seryjnych morderców.  „Rzeźnik”  opowiada o  Józefie  Cypku, polskiem mordercy, zwanym Rzeźnikiem z Niebuszewa. Otrzymał on karę  śmierci (egzekucję wykonano) za  zabójstwo sąsiadki Ireny Jarosz.  Krąży także legenda, że Cypek popełnił wiele innych przestępstw. „Zimny chirurg”  z kolei opisuje wydarzenia z życia  Edmunda Kolanowskiego, który był mordercą i nekrofilem. On również  został skazany na karę śmierci. Jego historia zaczęła się od  podglądania szpitalnych sekcji zwłok. Powieść  „Jestem mordercą”   jest o Jacku Unterwerze, austriackim pisarzu oraz  seryjnym mordercy, zwanym także Dusicielem z Wiednia. Zamordował  swoją dziewczynę, ponieważ – jak tłumaczył - przypominała mu jego matkę. Max Czornyj przedstawia także  prawdziwe historie zbrodniarzy nazistowskich:  „Bestia z Buchenwaldu”;   „Kat z Płaszowa”; „Mengele Anioł śmierci z Auschwitz”.

Książki Maxa Czornyja  trzymają czytelników w napięciu, a także są utrzymane w mrocznym  klimacie. W każdej  powieści  można zauważyć pasję pisarza do szachów,  dzięki której precyzyjnie kreuje  zagadki kryminalne, a także  intrygi oraz skomplikowane sytuacje.  Miejscem naprowadzającym czytelnika na trop zagadek jest już samo motto. Na przykład w  jednej z jego książek („Sezon drugi”)  motto brzmi: Chciwość prowadzi do piekła. Powinniśmy to wiedzieć. Lektura i analiza tej powieści potwierdza sens zamieszczonego motta. Autor po mistrzowsku wręcz buduje napięcie w swoich książkach. Dlatego trudno się oderwać od fabuły, zwłaszcza że każdy rozdział kończy się pytaniem i rodzi  u czytelnika refleksje. Moim zdaniem, książki Maxa Czornyja uzależniają, dlatego wciąż  się  sięga po kolejne. Tego samego zdania są również recenzenci, którzy  publikują pochlebne opinie o jego twórczości.

Kryminały zapewniają ciekawą rozrywkę, ale czy tylko? Jak się okazuje,  czytanie powieści kryminalnych to również doskonałe ćwiczenie umiejętności logicznego myślenia. Już na samym początku czytelnicy mają szansę próbować odgadnąć, kto popełnił zbrodnię.  Kryminały mogą zatem stanowić fascynujące wyzwanie dla osób zainteresowanych  literackimi  łamigłówkami, ceniących poszukiwanie w treści książek wskazówek i tropów, które prowadzą do rozwiązania.

Fabian

Grafika:
http://zaciesz.com/wp-content/uploads/2018/10/fot.jpg

https://img.tantis.pl/image/762331da-4517-42b2-b538-6cb1d51cd5f4/1024x768/webp

https://s.lubimyczytac.pl/upload/books/5040000/5040128/1031188-352x500.jpg