7 marca 2026

Podróże kształcą

  

Zielone serce Lubelszczyzny

  

Cudze chwalicie,
Swego nie znacie,
Sami nie wiecie,
Co posiadacie.

(Stanisław Jachowicz)

 

W świecie zdominowanym przez hałas, pośpiech i wszechobecną technologię, coraz więcej  osób poszukuje miejsc, gdzie można na nowo poczuć więź z naturą. Jednym z takich zakątków jest Roztoczański Park Narodowy – zielona oaza położona na pograniczu Lubelszczyzny i Roztocza Środkowego. To miejsce zachwycające spokojem, dziką przyrodą i krajobrazami, które trudno zapomnieć.

Roztoczański Park Narodowy został utworzony 10 maja 1974 roku i obejmuje obszar około 85 km². Choć może wydawać się niewielki w porównaniu do innych parków narodowych w Polsce, jego różnorodność przyrodnicza i wyjątkowy klimat sprawiają, że jest to prawdziwa perła regionu. Park leży na styku Wyżyny Lubelskiej i Roztocza, co sprawia, że teren jest pagórkowaty, pocięty wąwozami i dolinami – idealny dla miłośników pieszych wędrówek i rowerowych przygód.

Sercem Roztoczańskiego Parku Narodowego jest Bukowa Góra – rezerwat ścisły, gdzie dominuje ponad 150-letni las bukowy. Spacer między tymi majestatycznymi drzewami daje poczucie zanurzenia się w zupełnie innym świecie. Wędrując po parku, nie sposób też nie zwrócić uwagi na występujące tu czyste źródła, strumyki oraz malowniczą rzekę Wieprz, która przepływa przez jego teren.

Park to także dom dla wielu rzadkich i chronionych gatunków zwierząt. Największą dumą Roztoczańskiego Parku Narodowego jest konik polski – półdziki potomek tarpana, czyli prymitywnego dzikiego konia, który kiedyś zamieszkiwał  te tereny. Koniki można podziwiać w specjalnej zagrodzie w okolicach Florianki, a ich widok w naturalnym środowisku to prawdziwa gratka nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych. Poza tym park zamieszkują m.in. rysie, bobry, borsuki, jelenie oraz ponad 160 gatunków ptaków.

Ważnym elementem Roztoczańskiego Parku Narodowego jest także edukacja przyrodnicza. W  Zwierzyńcu, miasteczku leżącym tuż przy granicy parku, działa Ośrodek Edukacyjno- Muzealny. Można tam nie tylko poznać historię parku oraz  jego florę i faunę, ale również wziąć udział w ciekawych warsztatach, wycieczkach tematycznych czy spacerach z przewodnikiem.

Mówiąc o Roztoczańskim Parku Narodowym, należy wspomnieć o samej miejscowości Zwierzyniec, nazywanej często „perłą Roztocza”. Są tu: słynny kościół „na wodzie”, browar z tradycjami sięgającymi XIX wieku oraz liczne trasy rowerowe i piesze. Zwierzyniec to świetna baza wypadowa do dalszego odkrywania okolicznych lasów, rezerwatów i dolin.

Jednym z najbardziej urokliwych miejsc są Stawy Echo. Powstałe  w latach 20. XX wieku sztuczne zbiorniki wodne  stały się wspaniałą atrakcją turystyczną. Plaża tuż przy lesie tworzy niezwykle malowniczy krajobraz. Latem stawy  przyciągają  miłośników kąpieli i spacerów,  a przez cały rok są miejscem cenionym przyrodniczo.

Roztoczański Park Narodowy  to nie tylko przyroda. To przestrzeń, która pozwala złapać oddech, zwolnić, odłączyć się od świata i po prostu być. To miejsce, gdzie natura mówi do człowieka cicho, ale wyraźnie – trzeba tylko nauczyć się słuchać.

Jeśli  szuka się miejsca, które łączy dzikość natury z dostępnością i bogactwem atrakcji, Roztoczański Park Narodowy jest idealny. Niezależnie od tego, czy planuje się weekendowy wypad, rodzinne wakacje, czy samotną ucieczkę od zgiełku – Roztocze z pewnością nie zawiedzie.

M.K.

 

Grafika:

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/c/c1/POL_Roztocza%C5%84ski_Park_Narodowy_LOGO.svg/800px-POL_Roztocza%C5%84ski_Park_Narodowy_LOGO.svg.png

https://plannawypad.pl/wp-content/uploads/2024/09/roztoczanski-park-narodowy-bukowa-gora-szlak-11.jpg

https://roztoczanskipn.pl/images/galerie/koniki-polskie/2.10.1_PM2_5268.jpg

https://i.nocimg.pl/d11/1147/140-zwierzyniec-kapielisko-nad-stawami-echo.jpg

28 lutego 2026

Kącik motywacji

 

  Sport pomaga mi oswoić stres

 


Stres jest przyprawą życia.

Ma zarówno smak, jak i truciznę.

( Maxwell Maltz)


Każde wyjście na stadion to dla mnie chwila wytchnienia. Kiedy staję na linii startu, zamykam oczy i przypominam sobie, jak bardzo kocham lekkoatletykę. Bieg na 100 metrów przez płotki, sprint na 100 metrów, trójskok i skok w dal – to moje cztery ulubione konkurencje. Każdy trening sprawia mi ogromną radość, bo mogę oderwać się od szkoły i innych  zmartwień. Jednak przed samym startem czeka mnie prawdziwa fala emocji i stresu.

Na co dzień podczas treningów mam w głowie tylko jedno: krok, płotek, krok, płotek  albo: odbicie, przejście, wyrzut w trójskoku. Wszystkie myśli o zadaniach domowych lub sprawdzianach znikają. Po treningu wracam do nauki ze spokojem. Dzięki  bieganiu i skokom uczę się, jak organizować swój dzień, aby znaleźć czas na przyjemności i obowiązki.  W każdym dniu uwzględniam miejsce nie tylko na naukę, ale i na treningi, wiem bowiem, że dzięki nim lepiej radzę sobie z codziennym stresem.

Ale gdy zbliża się dzień zawodów, wszystko się zmienia. W nocy przed startem źle się czuję i nie mogę spać. Rozmyślam,  co mogę zrobić źle podczas startu. Boję się, że za szybko wystartuję  i spalę skok bądź przewrócę się na płotku. Rano ledwo jem śniadanie, bo mam mdłości na samą myśl o rywalizacji. Na stadionie jestem spanikowana, ręce mam wilgotne, a także towarzyszy mi silny ból brzucha. W takich chwilach zastanawiam się, czy na pewno powinnam startować.

Zrozumiałam jednak, że stres nie zawsze jest czymś złym. Po pierwsze, jest to adrenalina,  która może pomóc mi szybciej biec i dalej skakać. Po drugie, już wypracowałam technikę biegu czy skoku i wiem, że mogę  pobiec tak samo na zawodach jak na treningu. Wiem też, że nie muszę  się przy tym stresować,  bo robię to nie po raz pierwszy.  Na początek  -  wdycham powietrze nosem, licząc do trzech i powoli wypuszczam je ustami. To pomaga mi uspokoić bijące serce. Drugim krokiem jest przypomnienie sobie wszytkach rad trenera. Następnym jest wyobrażenie sobie startu: zamykam oczy i widzę, jak dobiegam do mety albo dobrze ląduję w piaskownicy. To pomaga mi znów poczuć się spokojnie, jak na treningu.

Gdy stoję już w blokach startowych – niezależnie od tego, czy biorę udział w sprincie, czy w skokach – staram się skupić na jednym: na pracy nóg i rąk. Wtedy  nie myślę o sprawdzianach  ani o koleżankach. Liczy się tylko to, co wyćwiczyłam i jak oczyściłam głowę z wszelkich wątpliwości.

Biegi i skoki nauczyły mnie też innej ważnej rzeczy: nie chodzi tylko o wynik wpisany w tabelach, ale o to, jak radzę sobie z własnymi słabościami. Zdarza się, że pomimo treningów nie udaje mi się pobić rekordu życiowego albo potknę się o płotek, spalę skok lub wybiję się dużo przed belką. Wtedy zamiast się załamywać,  przypominam sobie, że każde potknięcie to lekcja – wiem, co poprawić następnym razem. Każdy skok, nawet ten nieudany, uczy mnie, aby  ufać sobie i pracować spokojnie nad techniką.

Dziś, gdy myślę o tym wszystkim, widzę, że lekkoatletyka to dla mnie coś więcej niż tylko sport. Dzięki niej mogę się wyciszyć i znaleźć spokój między szkolnym stresem a radością z treningów . Chociaż przed zawodami dalej bardzo się stresuję, wiem, że kilka głębokich oddechów, dobre myśli i wyobrażenie sobie udanego biegu pomagają mi zamienić nerwy w siłę.

Z każdym kolejnym startem uczę się lepiej panować nad emocjami. I mimo że stres raczej nigdy nie zniknie, to  teraz wiem, jak lepiej sobie z nim radzić. Rozumiem, że gdy bardzo się stresuję,  mogę tylko utrudnić  samej sobie dążenie do zaplanowanego celu. Każdy bieg na 100 metrów przez płotki, każdy sprint, trójskok czy skok w dal to dla mnie nie tylko wyzwanie sportowe, ale także szansa, by pokonać własne lęki. Dzięki temu kocham lekkoatletykę jeszcze bardziej – bo pomaga mi się rozwijać, a także walczyć z własnymi słabościami

Natasza

 

Grafika:

https://treningbiegacza.pl/wp-content/uploads/media-library/stres-oksydacyjny-0120150428-0003.jpg

https://cdn.pixabay.com/photo/2019/07/14/22/14/running-4338238_960_720.jpg

21 lutego 2026

Moje hobby, mój świat

 

     Życie na 64 polach

Szachy to walka z błędem.

(Johannes Zukertort)


Szachy to gra, w której nie ma szansy na szczęście ani przychylność losu. To gra, w której ten zwycięża, kto popełni mniej błędów. To gracz jest królem i dowodzi armią figur, której celem jest pokonanie przeciwnej strony.

Swoją przygodę z szachami zacząłem, gdy skończyłem 7 lat,  kiedy to pod okiem dziadka odnosiłem pierwsze zwycięstwa, ale też zaznawałem  goryczy porażki. Jeździłem na turnieje, gdzie mogłem się uczyć od innych, analizować rozgrywki szachistów i wyciągać wnioski. Jako dziecko nie rozumiałem, jakie możliwości skrywa  gra królewska. Podejmowałem jednak próby zgłębiania jej na swój,  choć wtedy jeszcze dość prymitywny sposób. Starałem się stworzyć własny styl gry, swoje warianty, które będą  dawać mi przewagę.

Na jakiś czas  odszedłem od szachów na rzecz nauki. Potem jednak, za sprawą jednego z członków rodziny, postanowiłem wrócić i ponownie skupić się na analizie gry w szachy.  Zacząłem patrzeć na  nią innym, bardziej dojrzałym okiem, lecz wciąż jest mi  daleko do poznania jej wszystkich tajników. Zacząłem się uczyć popularnych otwarć pułapek, które wytrącały przeciwników z rytmu, co skutkowało moim triumfem. Były momenty, w których to ja przegrywałem partie za partią i wpadałem w szał. Musiałem wtedy na parę dni zrobić przerwę, tak jak trzeba się odciąć na jakiś czas od kogoś lub czegoś w życiu, aby się wzmocnić. W tamtym okresie  gorsze momenty życiowe  starałem się przełożyć na szachownicę i to  mi pomagało.

Analizując swoją grę, sformułowałem myśl: „Błąd rodzi sukces”.  Zrozumiałem bowiem, że człowiek najlepiej się uczy na własnych błędach. Dzięki szachom poznałem wiele osób, które wiele mnie nauczyły, za co jestem im wdzięczny. Dlatego  lubię usiąść z kolegami i analizować  tę samą partię, gdyż każdy zauważy co innego i w ten sposób uczymy się razem i szybciej, co poszerza naszą wyobraźnię. Każdy bowiem chce być coraz lepszy, ale nie wszystko przychodzi od razu. Dlatego swój postęp powinno się oceniać  w dłuższej perspektywie czasu. Ważna jest rywalizacja z przeciwnikami, ale nie ma sensu porównywanie się z nimi, gdyż każdy jest inny. Nie można się załamywać po porażkach, tylko wyciągnąć wnioski, aby się rozwijać. Jestem z siebie dumny, pomimo że dalej popełniam  jakieś błędy, które jednak  traktuję jako lekcje na przyszłość. 

Zachęcam do spróbowania swoich sił w szachach. Ta gra ma wiele zalet:  poprawia pamięć, rozwija  logiczne myślenie oraz kreatywność,  uczy rozwiązywania problemów.

Piotr

 

Grafika:

https://img.freepik.com/premium-zdjecie/szachy-stojac-na-czarno-bialej-szachownicy_89681-115.jpg

https://us.123rf.com/450wm/dariai/dariai2312/dariai231200270/220745568-czarno-bia%C5%82e-pionki-szachowe-na-bia%C5%82ym-tle-ilustracji-wektorowych.jpg?ver=6