6 listopada 2013

Kącik młodego historyka


 

Wikingowie  jako  wojownicy



 
 
 
Pojawiają się opinie historyków, 
że pierwszy  historyczny książę Polan, Mieszko I, 
był w rzeczywistości skandynawskim wikingiem 
i przebojem wdarł się na tron zdobytego przez siebie kraju. 
(Sławomir Leśniewski)


Wikingowie to skandynawscy wojownicy, którzy od VIII wieku podejmowali dalekie wyprawy przede wszystkim podróżniczo -zbójeckie i rabunkowe ,ale również o charakterze kupieckim i osadniczym. Jedną z przyczyn tych wypraw była chęć zemsty na najeźdźcach (Francuzi napadali i ciągle atakowali skandynawskie wybrzeża). Główną jednak przyczyną była bomba demograficzna w ich, skutej lodem i skalistej, krainie. Wyprawy  wikingów  były przez kilkaset  lat  przekleństwem Europy i napawały ludność paraliżującym strachem.

Organizatorami wypraw do krajów Europy Zachodniej byli Normanowie duńscy i norwescy (czyli właśnie wikingowie), a także mieszkańcy dzisiejszej południowej Szwecji. Normanowie szwedzcy, głównie Swionowie i Goci, docierali do Bułgarii Kamskiej (obecnie zachodnia Rosja), Rusi Kijowskiej, Bizancjum, a nawet Kalifatu Bagdadzkiego.  Pierwsze większe wyprawy zaczęli organizować około osiemsetnego roku. Miały one charakter łupieski. Wikingowie kierowali się w stronę półwyspu Iberyjskiego, jednak silne państwo Franków, zarządzane przez Karola Wielkiego, zmusiło ich do dalszej wędrówki w poszukiwaniu łupów. Dopiero po przeszło trzydziestu latach zdołali kilkakrotnie złupić Dorestad- jeden z najważniejszych ówczesnych ośrodków handlowych we Francji, a potem Paryż. Karol Łysy wypłacił im ogromny okup (7 tysięcy funtów w srebrze) za opuszczenie splądrowanego miasta. Odtąd frankońscy władcy zaczęli się opłacać bandom wikingów oraz wykorzystywali ich w charakterze najemników w walce ze sobą. Na początku X wieku nie istniał bowiem żaden lepszy, a zarazem skuteczny sposób na powstrzymanie łupieskich najazdów wikingów. Daninę Normanowie pobierali również od władców anglosaskich, a także grabili liczne klasztory. 
Sąsiedzi Francuzów- Brytowie i Irlandczycy - również padli ofiarą tych wypraw, a sezonowe z początku bazy wikingów zaczęły się przekształcać w stałe osady. Na Wyspy Brytyjskie pierwsi najeźdźcy z Norwegii przybyli w VIII wieku. Powoli zasiedlali pas od wschodniego wybrzeża Anglii aż po dzisiejszą Irlandię i niewielką część Walii. W drugiej połowie IX w ich migracja przybrała masowy charakter. Król Anglii - Wessexu Alfred Wielki zrzekł się na rzecz zwycięzców części ziem, w zamian za zaprzestanie dalszej grabieży. Normanowie założyli na podbitych przez siebie ziemiach niewielkie państwo w Irlandii. Dopiero na początku XI wieku Irlandczykom udało się przywrócić rodzimych królów nad Zieloną Wyspą. Państewko założone przez wikingów w delcie Renu przetrwało ponad 30 lat.
 
Schemat podbojów wikingów z czasem zaczął się zmieniać - najeźdźcy zakładali warowne obozy ( sprowadzali rodziny oraz spędzali tam zimy ) i niewiele brakowało , aby zajęli  na stałe zdobyte tereny. W latach 40. IX wieku zaczęli się zapuszczać do Hiszpanii, Afryki i Włoch. Dokonali na tych terenach licznych spustoszeń, zdobyli Sewillę. Głośna stała się trzyletnia wyprawa rozpoczęta w 959roku. Ponad 60 okrętów opłynęło wówczas Półwysep Pirenejski - rabusie docierając do Italii i Afryki Północnej, splądrowali między innymi Pizę. Był to jednak tylko przedsmak ich późniejszych dokonań. Przez cały X wiek wikingowie podbijali, opanowywali  i grabili liczne tereny.

Napadom  na Zachód towarzyszyła również dynamiczna eksploracja okolic Morza Bałtyckiego,  dlatego Bałtyk zaczęto nazywać Morzem Waregów. Pod tą samą nazwą znani byli w Cesarstwie Wschodnim, natomiast Arabowie zwali ich Rusami. W zachowanych przekazach wspomina się o próbach zdobycia przez Normanów Konstantynopola. Pojawiali się tam w celach handlowych -  kupcy oferowali futra i bursztyn,  najemnicy zaś - usługi rzemiosła wojennego bądź żołnierskie. To głównie oni ( obok Rusów ) tworzyli słynną cesarską gwardię wareską  -  elitarną, liczącą kilka tysięcy doskonałych wojowników jednostkę, niezachwianą w wierności władcy.
           
Wchodząc w skład drużyn, liczni Szwedzi, Duńczycy i Norwegowie pojawili się na dworach książąt ruskich. Szczególnie wielką rolę odegrali potomkowie niejakiego Ruryka , który wraz z dwoma braćmi w latach 70. IX wieku sięgnął po władzę nad leżącym na północ od Rusi Nowogrodem Wielkim. Dał on początek rodowi , który zasiadał na wielkoksiążęcych tronach Kijowa oraz Moskwy i przetrwał aż do  końca XVI wieku. Ostatni z Rurykowiczów, car Fiodor I, zmarł w 1598 roku.
           
Pojawiają się opinie historyków, że Mieszko I był także skandynawskim wikingiem, który siłą zdobył tron w państwie Polan. Wprawdzie córka Mieszka została wydana za króla Danii i Szwecji - Eryka Zwycięzcę, a on utrzymywał z nimi dość dobre stosunki, jednak ta hipoteza jest na razie za mało prawdopodobna, żeby uznać ją za pewnik.
                                                                                      
Za ostatniego wikinga uważa się króla Danii, Norwegii oraz Szwecji - Eryka Pomorskiego (1382-1459).  Nie miał zdolności dyplomatycznych i został pozbawiony tronu w wyniku wielkiego powstania ludowego. Chroniąc się w Gotlandii, dokonywał pirackich i łupieskich wypadów, również na swoich dawnych poddanych, został jednak stamtąd przegnany i przeniósł się na polskie wybrzeże, gdzie przyszedł na świat (w Darłowie). Otoczył się zgrają awanturników, a zew rozbójniczych przodków wziął górę nad królewską dostojnością. Eryk Pomorski pozostawił po sobie wielki skarb mieszczący się w największej grocie Gotlandii. Skarb jednak zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach, a duńscy królowie bezskutecznie go szukali. Poszukiwania świadczą o tym, że najprawdopodobniej bogactwa Eryka Pomorskiego nie były  tylko wytworem wyobraźni.

Taka była historia Wikingów!

Mati
Grafika:
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/64/Gokstad-ship-model.jpg
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/de/Viking_swords.jpg/1024px-Viking_swords.jpg

3 listopada 2013

Oglądamy filmy

 

Elektryk, który został prezydentem

 

Nie można mieć pretensji do Słońca,
że kręci się wokół Ziemi.
(Lech Wałęsa)
         

W związku z niedawną premierą filmu Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei”, który opowiada o losach Lecha Wałęsy - założyciela NSZZ Solidarność oraz Prezydenta Polski w latach 1990-1995, uczniowie naszego liceum udali się do zamojskiego Centrum Kultury Filmowej „Stylowy”. Chcieli być na bieżąco z najnowszą historią, której sami nie pamiętają.

Na początku filmu mamy okazję zobaczyć tytułowego Lecha Wałęsę, przyjmującego w swoim gdańskim mieszkaniu włoską dziennikarkę - Orianę Fallaci. Celem spotkania jest przeprowadzenie wywiadu na temat jego kariery politycznej. Główny bohater sięga pamięcią wstecz i widzimy go jako zwykłego obywatela Polski Ludowej, który zostaje aresztowany przez Służbę Bezpieczeństwa. Wajda ukazuje w filmie kolejne momenty życia byłego już Prezydenta Polski. Poznajemy więc całość jego losów w okresie Polski Ludowej – od strajku w Stoczni Gdańskiej, przez utworzenie „Solidarności”, aż po obrady Okrągłego Stołu. Film został stworzony w bardzo ciekawy sposób, ponieważ podczas jego oglądania widz doznaje wielu skrajnych uczuć. Ukazywane są tragiczne momenty w historii PRL, które nas - młodych odbiorców bez wątpienia szokują. Możemy dowiedzieć się, w jaki sposób władza komunistyczna traktowała polskich obywateli. Zostały przedstawione krwawe przesłuchania niewinnych ludzi, „ścieżki zdrowia” oraz aresztowania za najmniejsze wykroczenia. Dramatyczne sceny często jednak przeplatają się z ironicznym i szyderczym humorem głównego bohatera. Mieszanie tragizmu z humorem okazało się - wbrew pozorom - świetnym pomysłem. Dzięki takim zabiegom film staje się dla młodych odbiorców znacznie ciekawszy i bez wątpienia zostanie przez nich zapamiętany na dłużej. W filmie nie zabrakło również charakterystycznych dla założyciela „Solidarności” powiedzeń , takich jak chociażby znane wszystkim: „Nie chcem, ale muszem”. Niewątpliwym atutem jest fakt, że Andrzej Wajda ukazał również negatywne cechy i błędne decyzje Wałęsy. Dzięki temu film nie przedstawia głównego bohatera jako ideału , lecz jako zwykłego człowieka, który - jak każdy - popełnia czasem błędy. Sama fabuła filmu jest zwięzła i łatwa do zrozumienia , dlatego więc nawet ci mniej uważni widzowie bez problemu odczytają jego główny przekaz.

Aktorzy występujący w filmie również doskonale spełnili powierzone im zadanie. Na największe uznanie zasługuje Robert Więckiewicz, który odegrał główną rolę. Sprawdził się doskonale w roli Lecha Wałęsy, dzięki czemu cały film ogląda się z ogromnym zaciekawieniem. Równie genialnie spisała się Agnieszka Grochowska, odtwórczyni roli Danuty Wałęsy. Ten doskonale dobrany duet sprawia, że sceny z codziennego życia głównych postaci wyglądają na bardzo realistyczne.

Moim zdaniem, biografia elektryka, który z biegiem czasu został pierwszym Prezydentem III RP, jest godna obejrzenia, zarówno przez pasjonatów historii, jak i przez osoby, które zbytnio się nią nie interesują. Z filmu możemy wynieść wiele ciekawych informacji o Lechu Wałęsie, o których moglibyśmy się nie dowiedzieć na szkolnych lekcjach historii. Dzieje tytułowego bohatera zostały zobrazowane w bardzo ciekawy sposób.Gwarantuję, że z sali kinowej nie wyjdziemy zawiedzeni.

Paweł    
 

Grafika:

https://wajda.pl/wp-content/uploads/2021/07/Wale%CC%A8sa.jpg