26 września 2026

Kącik motywacji

 

                Wśród zieleni

 

Cała ta zieleń na naszej planecie

jest po prostu niesamowita, no nie?

(...) Robimy wszystko, by się jej pozbyć,

a tymczasem w niektórych sytuacjach tylko ona może nas ocalić.

(Patrick Ness)


W dzisiejszych czasach, gdy większość dnia spędzamy w szkolnych ławkach, przed komputerami czy smartfonami, coraz bardziej potrzebujemy chwili wytchnienia na świeżym powietrzu. Nie chodzi tu tylko o przerwę między lekcjami – kontakt z naturą ma ogromny wpływ na naszą kondycję fizyczną, samopoczucie i motywację do nauki. 

Zamiast spotkań na boisku, wspólnych wyjść do parku czy jazdy na rowerze, wielu nastolatków wybiera wideorozmowy, czaty i aplikacje, które mają zastępować bezpośrednie relacje. Choć technologia daje nam ogromne możliwości i pozwala na kontakt z rówieśnikami niezależnie od miejsca, trudno nie zauważyć, że jednocześnie odbiera nam coś bardzo cennego – autentyczne przeżycia, bliskość natury i radość z bycia razem.

Jeszcze kilkanaście lat temu codziennym widokiem były grupy dzieci i młodzieży bawiące się na podwórkach, boiskach czy w parkach. Dziś takie sceny zdarzają się coraz rzadziej. Czas spędzany na świeżym powietrzu ustępuje miejsca godzinom spędzanym przed ekranem. Zmienia się styl życia, sposób budowania relacji i to, jak odpoczywamy. Coraz częściej, zamiast oderwać się od nauki czy obowiązków poprzez ruch na dworze, wybieramy bierny odpoczynek w domu, który – choć wygodny – nie przynosi naszemu ciału i umysłowi tylu korzyści, co naturalna aktywność na świeżym powietrzu. Już krótki, trwający kilkanaście lub kilkadziesiąt minut spacer,  gra w piłkę czy jazda na rowerze poprawiają ukrwienie organizmu i dotleniają mózg, co przekłada się na lepszą koncentrację,  łatwiejsze  zapamiętywanie materiału oraz  szybsze przyswajanie nowych informacji. Dowiedziono, że na przykład 50- minutowy spacer w parku znacznie poprawia samopoczucie osób chorych na depresję. 

Kontakt z naturą redukuje też kortyzol – hormon stresu o około 16% w porównaniu z aktywnością na mieście, co również potwierdziły badania naukowe. Dzięki temu kilkunastominutowy pobyt wśród zieleni uspokaja nerwy, zmniejsza poziom stresu, a także reguluje ciśnienie krwi i poprawia  działanie układu odpornościowego. Spacerując wśród drzew, nie tylko uspokajamy swoje myśli, ale też wzmacniamy organizm, poprawiamy jakość snu i zwiększamy odporność na infekcje. 

Świeże powietrze to także naturalne źródło energii. Ruch na zewnątrz poprawia krążenie, dotlenia mózg i całe ciało, dzięki czemu czujemy się bardziej wypoczęci, skoncentrowani i gotowi do działania. Światło słoneczne wpływa na produkcję witaminy D, która jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania układu kostnego i odpornościowego, a także wpływa na nasz nastrój. Zbyt długie przebywanie w zamkniętych pomieszczeniach, zwłaszcza przy sztucznym oświetleniu, może prowadzić do osłabienia koncentracji, spadku energii, a nawet do zaburzeń nastroju, takich jak tzw. depresja sezonowa. 

Oprócz zdrowotnych korzyści, przebywanie na zewnątrz rozwija nas także emocjonalnie i społecznie. Spotkania z przyjaciółmi na łonie natury są okazją do wspólnych rozmów, śmiechu, zabawy, budowania relacji i przeżywania prawdziwych emocji. W świecie, w którym coraz częściej komunikujemy się za pomocą emotikonów i skrótów, bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem staje się wyjątkowo cenny. Rozmowa podczas spaceru, śmiech przy ognisku czy wspólna wędrówka leśną ścieżką to doświadczenia, których nie zastąpi żadna aplikacja. 
 
Warto więc chociaż na chwilę oderwać się od ekranu i wyjść na zewnątrz – nie po to, by zrobić zdjęcie na Instagram, ale po to, by naprawdę poczuć wiatr na twarzy, usłyszeć śpiew ptaków i zobaczyć, jak zmienia się świat wokół nas. Choć żyjemy w innej rzeczywistości niż nasze babcie i dziadkowie, nasze potrzeby wciąż pozostają takie same - świeżego powietrza, ruchu, przestrzeni i prawdziwych więzi z ludźmi. W cyfrowym świecie pełnym powiadomień, lajków i filmików, to właśnie natura może stać się naszą codzienną ucieczką, źródłem spokoju i równowagi. Bo choć wszystko się zmienia, świeże powietrze i kontakt z przyrodą wciąż mają tę samą, niepowtarzalną moc. 

Karolina  

 

Grafika:

https://img.economyup.it/wp-content/uploads/2021/04/giornata_mondiale_terra_577651336.jpeg

https://swps.pl/images/CENTRUM-PRASOWE/foto/natura.webp

19 września 2026

Oglądamy filmy

 

 O dzieciach, chorobie i lekarce


To opowieść o dzieciach, które dorastały w cieniu huty ołowiu.

O chorobie, którą długo ignorowano.

I o lekarce, która miała odwagę powiedzieć prawdę (…)

(Grzegorz Więzik)


Od początku lutego można oglądać na Netfliksie  serial  „Ołowiane dzieci”, nawiązujący do dramatycznych i przemilczanych wydarzeń rozgrywających się na Górnym Śląsku w latach 70. XX wieku. Do tragedii zdrowotnej setek dzieci, spowodowanej obecnością ołowiu w glebie  i  powietrzu, który zatruwał ich organizmy. Film opowiada też o lekarce, która miała odwagę bronić chore dzieci oraz przeciwstawić się władzom PRL-u.

Ołów nie zabijał szybko, lecz powoli znakował swoje ofiary. Dzieci z Szopienic miały sine dziąsła, jakby piły atrament, a ich krew pod mikroskopem wyglądała na nakrapianą toksycznym pyłem. Do gabinetu doktor Jolanty Wadowskiej- Król  trafiało bardzo dużo dzieci z silnymi bólami brzucha, anemią, przewlekłym osłabieniem, problemami z koncentracją i opóźnieniami rozwojowymi. Ołów, bardzo groźny dla rozwijającego się organizmu, powodował również trwałe uszkodzenia układu nerwowego. Szczegółowe badania były  alarmujące – zbyt duża zawartość ołowiu we krwi. Źródłem zatrucia okazała się działalność Huty Metali Nieżelaznych „Szopienice”. W latach 70. XX wieku – w okresie peerelowskiej propagandy sukcesu - wielkie zakłady produkcyjne były symbolem rozwoju i siły gospodarki. Wszelkie  niepochlebne opinie uznawano za działanie przeciwko interesowi państwa. Nie można było nagłośnić problemu, ponieważ  nie istniały niezależne media  ani  nie było swobodnej debaty publicznej.

W takich realiach ujawnienie prawdy wymagało odwagi cywilnej, na którą się zdobyła doktor Wadowska-Król. Mimo nacisków i trudności, konsekwentnie walczyła o swoich pacjentów. Doprowadziła do przebadania tysięcy dzieci, organizowała ich hospitalizację oraz starała się o wysiedlenie rodzin z najbardziej skażonych terenów. Jej działania  wynikały z  lekarskiego obowiązku, lecz były odbierane  przez władze jako akt sprzeciwu wobec  racji stanu. Minęło wiele lat, zanim postawę lekarki zaczęto oceniać jako symbol odpowiedzialności i niezłomności.

Serial „Ołowiane dzieci”  budzi silne emocje, gdyż  pokazuje życie młodych ludzi dorastających w  trudnych warunkach. Już od pierwszego odcinka widać, że nie jest to zwykła historia o nastolatkach, tylko opowieść o problemach, z jakimi muszą się mierzyć każdego dnia. Film skupia się na grupie młodych bohaterów, którzy żyją w świecie pełnym przemocy, braku zrozumienia i trudnych wyborów. Tytuł  odnosi się nie tylko do ołowiu zatruwającego dziecięce organizmy, ale również  do  dzieciństwa „ciężkiego”  jak ołów.

Reżyserem „Ołowianych dzieci” jest Maciej Pieprzyca. W roli doktor Wadowskiej –Król występuje Joanna Kulig, a partnerują  jej  świetni   aktorzy: Kinga Preis, Agata Kulesza, Michał Żurawski, Marian Dziędziel  i  Zbigniew Zamachowski.  Co mi się podobało w filmie? Po pierwsze, realistyczne ukazanie postaci,  które nie są idealne - popełniają błędy, czasem podejmują złe decyzje, ale dzięki temu wydają się prawdziwe. Po drugie, gra aktorów, w mistrzowski sposób oddających  różnorodne emocje. Dużym plusem serialu jest także klimat – mroczne, pełne napięcia  sceny,  podkreślane muzyką.

Warto obejrzeć „Ołowiane dzieci”, szczególnie jeśli ktoś lubi historie oparte na prawdziwych problemach społecznych. Opowiedziana historia uczy empatii i pokazuje, że nie każdy ma w życiu łatwy start. Ostrzegam jednak, że to nie jest łatwy serial –smutny i zmuszający do refleksji.

Gabriela


Grafika:

https://cdn01.donald.pl/filer_public/c6/c6/c6c6e40a-9f68-4b19-b522-698a0f99a307/zajawki_donald_-_2026-02-21t121143495.jpg

https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTQAEdhq323FsFN0Y48do5oT-jIPQfM7uLqEA&s

12 września 2026

Myśli o wychowaniu


Czy szkoła przygotowuje do życia? 

Celem szkoły jest zastąpienie pustego umysłu otwartym.

(Malcolm  S. Forbes)


Kiedy myślę o czasie spędzonym w szkole, widzę godziny lekcji poświęcone na naukę czytania, pisania, matematyki, przedmiotów ścisłych czy historii i geografii. To ważne – nikt tego nie kwestionuje. Ale czy to wystarcza, żeby poradzić sobie w dorosłym życiu? Czy szkoła naprawdę przygotowuje nas do wyzwań i zagrożeń otaczającego świata? Często zadaję sobie te pytania. I wiem, że nie jestem sama – wielu moich rówieśników myśli podobnie. Najnowszy raport „Stan Młodych 2025” przynosi raczej przygnębiające wnioski: polska szkoła jest przestarzała, nudna i nieprzygotowująca do życia. Ponad połowa osób w wieku 18–29 lat (55%) uważa ją za przestarzałą, prawie 40% twierdzi, że jest nudna, a niemal co czwarty badany mówi wprost – szkoła bywa dyskryminująca i nieprzyjazna. Tylko 19% młodych ludzi uważa, że szkoła dobrze przygotowała ich do dorosłości. Aż 62% jest odmiennego zdania.

Uczymy się, przygotowujemy do lekcji, odrabiamy prace domowe, zapamiętujemy duże partie materiału, dowiadujemy się, że systematyczna praca przynosi korzyści - pozytywne oceny. Tylko jedna trzecia uczniów zgadza się ze stwierdzeniem, że szkoła uczy krytycznego myślenia i samodzielnego szukania odpowiedzi. Nasza edukacja opiera się na nauce pamięciowej, sprawdzaniu, testowaniu i ocenianiu. Oceny, nawet jeżeli odzwierciedlają faktyczną wiedzę, niewiele mówią o innych umiejętnościach, takich jak komunikacja, słuchanie, rozmawianie, argumentacja, praca zespołowa, empatia. To bardzo ważne, bo czas nauki szkolnej przypada na okres naszego dorastania, dojrzewania i poznawania samych siebie. 

Niespełna połowa zapytanych uważa, że szkoła pomaga rozwijać umiejętności współpracy i budowania relacji, ale 32 % ma inne zdanie. Tymczasem właśnie one są kluczowe w codziennych relacjach międzyludzkich, więc szkoła mogłaby również przygotować nas do budowania zdrowych relacji – zarówno w przyszłej rodzinie, jak i w pracy. Inteligencja emocjonalna jest równie ważna, co wiedza książkowa. Umiejętność radzenia sobie z krytyką, stresem, czy trudnymi emocjami, to coś, czego uczymy się samodzielnie, a przecież można by zacząć ten proces już w szkole.

Uważam, że edukacja to przywilej. A jednak dla wielu uczniów brzmi jak obowiązek, który trzeba „odklepać”. A przecież szkoła mogłaby  być czymś więcej – miejscem, które nie tylko przekazuje wiedzę, ale i wspiera rozwój, uczy, samodzielności, odwagi. Przecież życie to nie tylko daty, wzory i definicje – to emocje, wybory, relacje i odpowiedzialność. W polskich szkołach wciąż za mało mówi się o zdrowiu – fizycznym i psychicznym, edukacji seksualnej i obywatelskiej. Niewystarczająca jest edukacja w zakresie zagrożeń cyfrowych, szczególnie dziś, w erze fake newsów, treści wytworzonych przez sztuczną inteligencję oraz deepfakeów. W czasach gdy rynek pracy zmienia się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, wiele zawodów znika z rynku pracy, pojawiają się nowe, zwłaszcza w obszarze technologii i cyfryzacji, pracodawcy szukają już nie tylko ludzi z dyplomami, którzy potrafią się uczyć, ale tych, którzy szybko dostosowują się do nowych warunków, rozwiązują problemy i efektywnie się komunikują.

Spójrzmy na fiński system edukacji – jeden z najlepiej ocenianych na świecie. Tam uczniowie mają krótsze dni nauki, mniej prac domowych, a nauczyciele cieszą się dużym zaufaniem i swobodą. Programy są elastyczne, a szkoła skupia się na rozwoju samodzielności, kreatywności i współpracy. Testy i egzaminy schodzą na dalszy plan – ważniejsze jest dobro ucznia i jego wewnętrzna motywacja. I mimo takiego podejścia, uczniowie w Finlandii osiągają świetne wyniki. Moim zdaniem to podejście jest zdecydowanie lepsze, bo szkoła powinna stawiać na rozwój młodego człowieka – nie tylko jego wiedzę, ale też zainteresowania i pasje. W fińskim modelu widać szacunek do ucznia i zrozumienie, że każdy uczy się inaczej, w swoim tempie, zgodnie z posiadającymi zdolnościami – a to daje o wiele większe szanse na odniesienie sukcesu.

Powrót do czteroletniego liceum, nowa podstawa programowa, więcej godzin lekcyjnych – w praktyce przyniosły przeładowane szkoły, przemęczonych uczniów i przeciążonych nauczycieli. Potrzebujemy zmian – mądrych, przemyślanych i nastawionych na człowieka, nie tylko na wyniki. 

Alicja


Grafika:

https://static.vecteezy.com/system/resources/previews/001/972/203/large_2x/human-brain-intelligence-and-creativity-cartoons-free-vector.jpg

https://img.freepik.com/darmowe-wektory/ilustracja-open-book-education_1284-9920.jpg?semt=ais_hybrid&w=740

https://img.freepik.com/premium-photo/stressed-student-cartoon-image_776894-191886.jpg?w=360

5 września 2026

Co w trawie piszczy?



                  Nasz blog




Jest to blog

mający ogromne walory wychowawcze i dydaktyczne [..]

(Anita Garbat)


Dzień dobry w nowym roku szkolnym J. Wracamy po wakacjach z nowymi siłami do pisania tekstów i dzielenia się przemyśleniami, wiedzą, emocjami. Liczymy na wiernych czytelników, ale także ciekawi jesteśmy nowych, zwłaszcza pierwszoklasistów. W tym roku szkolnym w klasach pierwszych mamy rekordową liczbę 305 uczniów! Dla nich przede wszystkim kilka słów
o idei szkolnego bloga.

Działamy od 22 września 2012 roku. Od początku byliśmy i jesteśmy grupą ludzi otwartych na świat, chętnych do dzielenia się swoimi zainteresowaniami i pragnącymi zmierzyć się z niełatwą materią języka pisanego. Stosownie do różnorakich pasji uczniowskich, wyodrębniliśmy na blogu kilka rubryk tematycznych. Tak więc możemy powiedzieć, że podróżujemy, przybliżamy fakty historyczne, motywujemy do działania, wychowujemy, mobilizujemy  do czytania książek  oraz poprawnego posługiwania się polszczyzną. Zapraszamy do spotkania ze sztuką, a także informujemy o tym, co ciekawego piszczy w trawie.

Do tej pory wspólnymi siłami napisaliśmy 1001  postów, pod którymi mamy 29,9 tysięcy komentarzy. Poczytujemy sobie to za sukces, zwłaszcza że  tworzyli je nie tylko uczniowie klas humanistycznych, ale też matematyczno- fizycznych, informatycznych, biologiczno-chemicznych. Jak widać, pisać potrafi  każdy, kto ma dar komunikacji oraz wyrażania myśli i emocji. Można nas znaleźć pod logo: „Oficjalny blog uczniów I Liceum Ogólnokształcącego  im. Jana Zamoyskiego w Zamościu”.

Od początku dużo uwagi poświęcamy  zagadnieniom poprawnej  polszczyzny, które wydają się nam szczególnie ważne, a zamieszczamy  je  w rubryce „Językowe potyczki”. Nie tylko zachęcamy do bezbłędnego mówienia i pisania, ale również w tym pomagamy, wyjaśniając różne kwestie gramatyczne. Od czasu do czasu przecież każdy z nas ma wątpliwości językowe, niepewność nie jest jednak powodem do wstydu, jeśli  szuka się pomocy w stosownych poradnikach. Znacznie gorzej, gdy człowiek nie chce się uczyć i bezrefleksyjnie kaleczy język. Tłumaczymy, że dobra znajomość języka ojczystego powinna być podstawową umiejętnością wykształconego człowieka, a jego niedostateczna znajomość - kompromituje.

W ostatnim czasie  sygnalizowaliśmy  niepokojące zjawisko (powszechne wśród młodzieży) – zanikanie biernika (kogo? co?)  na rzecz dopełniacza.  Nagminne są  formy dopełniaczowe (kogo? czego?):  czekam na e-maila (pot. mejla),  dostałam esemesa, wysłałam posta, weszłam na bloga (fotobloga), kupiłam laptopa, zamiast  poprawnych  biernikowych: czekam na e- mail (pot. mejl), dostałam esemes, wysłałam post, weszłam na blog (fotoblog), kupiłam laptop. Istny dopełniaczowy obłęd, który owładnął wszystkimi – wykształconymi i niewykształconymi. Nie godzimy się na przenikanie form potocznych do oficjalnej polszczyzny.

Pisaliśmy również, że język ulega degradacji - charakteryzuje się ubogim zasobem słownictwa, prostactwem i brutalizacją. Jest brzydki  nie tylko pod względem estetycznym, ale również etycznym. Wyrazy nacechowanie negatywnie - przekleństwa, złorzeczenia i wyzwiska wiążą się ze złą energią, ponieważ ich celem jest upokorzenie lub niszczenie innych. A przecież słowami można też wyrazić sympatię i dowartościować. Ubolewamy, że nastąpiła degrengolada języka i polecamy wszelkie kampanie promujące piękną polszczyznę. Również tę pod hasłem:  „Ty mówisz - ja czuję. Dobre słowo - lepszy świat”.

Nasz blog ma „ogromne walory  dydaktyczne” – zauważyła dr Anita Garbat, pracownica naukowa Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. I tak jest rzeczywiście! Jest on  źródłem  wiedzy o literaturze  polskiej i światowej: różnych epokach, nurtach,  kierunkach filozoficznych, utworach literackich  oraz ich twórcach. Autorzy postów  proponują interpretację  wybitnych dzieł plastycznych, teatralnych i filmowych. Przypominają  i objaśniają ważne wydarzenia historyczne. Bardzo wiele artykułów na blogu to pokłosie pracy na lekcjach języka polskiego, ale też one są pomocą naukową dla kolejnych roczników naszych uczniów. Można je znaleźć w rubrykach: „Literackie fascynacje”, „Spotkanie ze sztuką”, „Oglądamy filmy”, „Kącik młodego historyka” oraz „Przeczytane, przemyślane, skomentowane”.

Dr Anita Garbat  podkreśliła także, że nasz blog ma „ogromne walory  wychowawcze”,  z czego jesteśmy bardzo dumni, ponieważ  dbamy o to, nie tylko w rubrykach „Myśli o wychowaniu” i „Kącik motywacji”. 

Czy warto tworzyć blog?  Zdecydowanie tak! Pisanie  postów rozwija ich autorów – zmusza do czytania, poszerzania wiedzy oraz doskonalenia umiejętności literacko - językowych. Czytanie postów i ich mądre komentowanie również doskonali te kompetencje.

Ruszajmy zatem w tę drogę! Zapraszamy co sobotę do czytania nowych postów i korzystania z bogactwa już opublikowanych.

Blogerka

 

Grafika:

http://1lo.com.pl/img/blogban.jpg

https://png.pngtree.com/png-clipart/20240514/original/pngtree-cute-thinking-emoji-png-image_15086037.png

https://us.123rf.com/450wm/kongvector/kongvector1902/kongvector190205306/124931109-student-with-book-cyamblas-miniature-in-the-cartoon-shape-vector-illustration.jpg?ver=6

20 czerwca 2026

Co w trawie piszczy?

 

         Czas podsumowań


Bo czymże tak naprawdę jesteśmy,

jeśli nie sumą tego, co się nam przydarzyło?

(James Patterson)


Właśnie ustanowiliśmy rekord! Na blogu szkolnym zamieszczonych zostało 1000 postów! Brawo Blogerzy! Nawet nie marzyłam o tym, gdy we wrześniu 2012 roku został opublikowany pierwszy wpis. Opublikowaliśmy od tego czasu 29 900 komentarzy, a niektórzy uczynili z pisania, czytania i komentowania tekstów na szkolnym blogu miłą rutynę – dziękujemy, że byliście z nami! Dla ciekawych link do pierwszego tekstu: https://1lozamoscblog.blogspot.com/2012_09_22_archive.html

Gdy wracam do wspomnień początku tego projektu, widzę, jak blog ewaluował w związku ze zmieniającą się rzeczywistością, nabywaniem doświadczeń opiekunów blogu i przede wszystkim w wyniku zmiany pokoleniowej kolejnych roczników Blogerów. Teksty są dłuższe, coraz bardziej zróżnicowane, ale też mniej osobiste i zdecydowanie mniej związane z reakcją na aktualne wydarzenia. Przed nami trudne wyzwanie – sztuczna inteligencja i jej wpływ na pisanie na blogu. Coraz częściej mam wrażenie, że uczniowie zbyt posiłkują się tą technologią. A przecież blog z założenia powstał dla inteligentnych, nie sztucznie J ludzi. Na blogu publikujemy teksty w kilku działach tematycznych: Moje hobby, Oglądamy filmy, Przeczytane, przemyślane, skomentowane…, Kącik motywacji, Językowe potyczki, Co w trawie piszczy, Literackie fascynacje, Kącik młodego historyka, Podróże kształcą, Spotkania ze sztuką, Myśli o wychowaniu. Tematyka jest bardzo zróżnicowana i każdy powinien znaleźć coś dla siebie, bo tak naprawdę to od uczniowskiego sposobu widzenia świata i zainteresowań zależy to, o czym będzie post. Blog miał łączyć, stworzyć możliwość dialogu pomiędzy autorami postów a ich czytelnikami, dać szansę na przedstawienie poglądów i opinii w komentarzach. Pisanie miało być też wprawką stylistyczną, kompozycyjną. Wspólne redagowanie tekstu jest przecież najlepszą formą nauki.  Pamiętam, że nie tak dawno dyskusje o formie postu były bardzo gorące, gdy uczeń bronił każdego zdania w swoim tekście jak niepodległości. Jednak, jeśli post pisze maszyna – AI, komentarz pisze maszyna – AI, to w zasadzie, nie ma o co kruszyć kopii. Gdzie w tym wszystkim jest człowiek i jego inteligencja?

Chciałabym, żeby teksty, które piszą uczniowie, były wyrazem ich wolności myśli i swobody wyrażania. By  służyły edukacji i rozwojowi pasji  oraz łączyły autorów, czytelników i komentatorów w grupę ludzi, którzy cenią dyskusję, bo rozumieją, że z niej rodzą się najlepsze pomysły. Liczę, że posty zamieszczane na blogu staną się dla Was intelektualną inspiracją. Wróćmy  zatem do normalności! Tematów na posty trzeba przecież szukać w kontaktach z innymi ludźmi, w doświadczaniu życia, podróżowaniu, realizowaniu wielu różnych pasji.  Otwórzmy głowy, rozejrzyjmy się znowu wokół... A później pełni wrażeń siadajmy do klawiatury bądź łapmy za długopisy. Wokół nas tyle możliwości, więc cieszmy się pisaniem oraz czytaniem własnych refleksji.

W tym roku szkolnym to ostatni post na blogu. Na razie przed nami wakacje. Mam nadzieję, że spędzicie je leniwie i przyjemnie, ale też ciekawie, twórczo. Na blog zapraszam 5 września!

Blogerka


Grafika:

https://pixabay.com/pl/vectors/blog-pismo-blogowanie-kodowanie-3596548/

https://pixabay.com/pl/vectors/praca-strona-główna-laptop-blogi-4997565/

13 czerwca 2026

Moje hobby, mój świat

 

 F1 – królowa motosportu



Być drugim to być pierwszym z przegranych.

(Ayrton Senna)


Formuła 1 to nie tylko sport. To spektakl, technologia, adrenalina i historia, która od ponad 70 lat fascynuje miliony ludzi na całym świecie. Nazywana królową sportów motorowych, F1 przyciąga uwagę nie tylko fanów motoryzacji, ale też tych, którzy szukają emocji, innowacji i niezapomnianych momentów. Czym tak naprawdę wyróżnia się ten sport i dlaczego zasłużył na miano „królewskiego”?

Na pierwszy rzut oka F1 to wyścigi – samochody okrążające tor, walczące o pozycję. Ale w rzeczywistości to o wiele więcej. Każdy bolid to dzieło inżynierii na najwyższym poziomie. Zespoły zatrudniają setki specjalistów: inżynierów, projektantów, analityków danych, aerodynamików, a nawet ekspertów od sztucznej inteligencji. Każda część bolidu – od zawieszenia, przez jednostkę napędową, po tylny spojler – jest dopracowana z chirurgiczną precyzją. To dzięki F1 wiele rozwiązań technologicznych trafia później do naszych samochodów drogowych – m.in. systemy odzyskiwania energii, hybrydowe jednostki napędowe czy zaawansowane systemy bezpieczeństwa.

Kierowcy F1 to nie tylko świetni kierowcy – to sportowcy z krwi i kości. Każdy wyścig to ogromne wyzwanie fizyczne i psychiczne. W trakcie jednego Grand Prix tracą kilka litrów potu, ich serce bije jak podczas intensywnego treningu kardio, a reakcje muszą być błyskawiczne – różnica między sukcesem a wypadkiem to często ułamek sekundy. Zdolność do koncentracji przez ponad półtorej godziny w ekstremalnych warunkach (przy przeciążeniach do 5G!) wymaga nie tylko talentu, ale i lat treningu.

Choć na torze widzimy tylko jednego kierowcę, sukces w F1 to zawsze praca zespołowa. Strategia, wybór opon, moment zjazdu do alei serwisowej, analiza danych telemetrycznych – wszystko ma znaczenie. Czasem to zespół podejmuje decyzję, która pozwala wyprzedzić rywala lub obronić pozycję. Mechanicy wykonują pit stopy w czasie poniżej 2 sekund. Błąd? To może kosztować utratę kilku pozycji.

Formuła 1 dostarcza emocji, jak mało który sport. Deszczowe wyścigi, nagłe awarie, wypadki, walka do ostatniego okrążenia – to wszystko sprawia, że kibice żyją każdym Grand Prix. Historia zna momenty legendarne: pojedynki Prosta z Senną, dominację Schumachera, dramatyczny finał sezonu 2021 pomiędzy Verstappenem a Hamiltonem. To sport, który tworzy bohaterów, dramaty i niezapomniane historie.

Formuła 1 to też globalna platforma. Wyścigi odbywają się na wszystkich kontynentach, od Australii po Ameryki. Każdy tor ma swoją specyfikę i historię: Monako z legendarnymi ulicami, Monza  ze „Świątynią Prędkości”, Suzuka z technicznymi zakrętami czy Silverstone, gdzie wszystko się zaczęło. Jednocześnie każdy kraj ma swoich fanów, swoje flagi, barwy zespołów i kierowców. F1 łączy kultury i narody we wspólnej pasji.

Formuła 1 zasługuje na miano królowej sportów motorowych nie tylko z powodu szybkości, ale też ze względu na poziom profesjonalizmu, technologii, rywalizacji i emocji, jakie oferuje. To sport, który nieustannie się rozwija, zaskakuje i inspiruje. Jeśli jeszcze nie miałeś okazji zanurzyć się w świat F1 – zrób to. Bo raz zakochawszy się w dźwięku silników i walce o każdą setną sekundy, trudno się od tego oderwać.

Jakub

 

Grafika:

https://ipla.pluscdn.pl/dituel/cp/q5/q5pwpqgh58jk5rwo9g94imuj33n5yd8t.jpg

https://www.media.stellantis.com/cache/6/c/0/2/1/6c021c9e468aa8aa8cefdc80b9c980cf4c1bbe47.jpeg

6 czerwca 2026

Co w trawie piszczy

 

Od stulecia do studziesięciolecia

 

 

 

Verba volant, scripta manent.

(Słowa ulatują, pismo pozostaje.)


Słowa sentencji starożytnych Rzymian stały się inspiracją do napisania dzisiejszego postu. W czasie Gali Jubileuszowej, która miała miejsce 29 maja 2026 roku została przedstawiona prezentacja dotycząca historii szkoły, a szczególnie ostatniego dziesięciolecia I Liceum, którą usłyszeli zgromadzeni na uroczystości goście. To było jednak wydarzenie pełne wzruszeń, wspomnień, chwil radości i zadumy, dlatego przedstawiamy Wam treść tej prezentacji, która dotyczy ważnego etapu w życiu naszej szkoły, bo słowa ulatują, a to, co zapisane, pozostaje.

Jak opowiedzieć o 110 latach pracy liceum! Z bezradnością przyznajemy się do tego, że nie da się w ramach krótkiego spotkania przedstawić wszystkich aspektów funkcjonowania szkoły. Może liczby oddadzą skalę trudności.  Oliwka to skrupulatnie policzyła. 110 lat to 40 tysięcy 150 dni (nawet jeśli odliczyć święta i dni wolne od pracy), nawet jeśli uwzględnić uwarunkowania historyczne, to niemalże 40 tysięcy dni wypełnionych lekcjami, organizacją nauki, dbałością o budynek i mienie szkolne, codziennymi spotkaniami, konkursami, przedstawieniami, akcjami charytatywnymi, śmiechem, płaczem, nerwami i poczuciem satysfakcji… Wiedzą Państwo, jak to jest, gdy się chodzi do szkoły!

Przez 110 lat w liceum uczyło się 15691 uczniów i uczennic. Przyznają Państwo, że liczby robią wrażenie! Jesteśmy częścią tego miasta i regionu. Są takie rodziny – właśnie znam taki przypadek: ojciec Czesław, lekarz matura 1953, dzieci: Renata, nauczycielka matematyki matura 1987 i  Andrzej, lekarz matura 1986, wnuki  Ania, ekonomistka matura 2010 i Tomek inżynier matura 2014.  Ojciec Ani i Tomka, mąż Ani? Też! Trzy pokolenia, a przecież takich rodzin jest naprawdę wiele! Uczniowie, absolwenci i nauczyciele i rodzice od lat tworzą wspólnie społeczność szkolną. Pomyślcie Państwo, ile takich rodzin znacie osobiście! Dlatego, wybaczcie Państwo, że chociaż opowiemy krótko o historii szkoły, to skupimy się dziś na ostatnim dziesięcioleciu, bo w jego czasie miały miejsce bezprecedensowe wydarzenia. Zapraszamy na prezentację od stulecia do studziesięciolecia.

Na początek kilka słów na temat historii szkoły. Gimnazjum Realne Męskie powstało w październiku 1916 roku, a w 1918 otrzymało nazwę Państwowe Gimnazjum Męskie im. Jana Zamoyskiego. Organizatorem i pierwszym dyrektorem został Kazimierz Lewicki. W roku szkolnym 1932/33 gimnazjum przekształcono na 4-letnie gimnazjum i 2-letnie liceum o profilach: humanistycznym, matematyczno-fizycznym i przyrodniczym. Struktura ta utrzymała się do 1939 r. Już w lipcu 1944 roku gimnazjum jako pierwsza szkoła w woj. lubelskim zaczęła prowadzić lekcje.  W roku szkolnym 1949/1950 szkołę przekształcono w jednolitą, czteroklasową szkołę średnią. Od tego momentu funkcjonowała już tylko jako liceum. A od roku 1965 liceum Jana Zamoyskiego swoje podwoje otworzyło dla uczennic i do dziś jest szkołą koedukacyjną.

 

Proszę spojrzeć na portret na ekranie! To on, nasz kolega! Pierwszy uczeń gimnazjum. Co o nim wiemy? Nazywał się Mieczysław Porębski, został zapisany do szkoły 4 października 1916 r. Jego ojciec Kazimierz był lekarzem, a dodatkowo opiekował się naszą młodzieżą, nie otrzymując wynagrodzenia. Po studiach Mieczysław został oficerem marynarki wojennej. Portret Miecia, na który Państwo patrzycie, namalował Edward Kopciński. Obraz ten przez kilkadziesiąt lat wisiał w gabinecie dyrektora szkoły i nadal można go tam zobaczyć, odwiedzając Panią Dyrektor.

 

Zapraszamy na krótki sentymentalny powrót do wydarzeń sprzed 10 lat. Jubileusz 100-lecia istnienia I Liceum obchodziliśmy 3 i 4 czerwca 2016 roku. Było to ogromne przedsięwzięcie, które spoczęło na barkach ówczesnego dyrektora, Zygmunta Kamińskiego. Cały rok szkolny 2015/2016 był podporządkowany obchodom stulecia. Od września odbywały się imprezy związane z jubileuszem, takie jak odsłonięcie tablic pamiątkowych poświęconych pamięci Marka Grechuty (artysty-absolwenta I Liceum), Michała Bojarczuka (wieloletniego dyrektora szkoły) i Stanisława Młodożeńca (poety –polonisty w ILO). Obchody 100-lecia zaangażowały całą społeczność szkolną. Proszę spojrzeć na zdjęcia!

 

 

 

No i przyszedł czas wielkiego wyzwania, któremu musiała sprostać ówczesna dyrektor, Bożena Krupa! Od września 2019 roku do lutego 2024 roku liceum funkcjonowało w budynku Pałacu Zamoyskich. Ciężarówki wypełnione szkolnym sprzętem kursowały przez całe wakacje. Było to potężne wyzwanie logistyczne i projektowe. Pałac, który przez ostatnie lata był siedzibą sądu, musiał przejść remont i zostać przystosowany do potrzeb szkoły. Jak widać na slajdach życie szkoły wcale nie wyhamowało, szybko odnaleźliśmy się w progach pałacu naszego patrona. Czasami się tynk trochę posypał na głowę… ale przetrwaliśmy w żaden sposób nie obniżając ani poziomu nauki, ani tym bardziej zaangażowania i nie tracąc ducha szkoły.  Pierwszy rok w pałacu rozpoczęło 967 uczniów i wszyscy się pomieścili!

 

Szczególny czas wraz z całą Polską i światem przeżyliśmy w latach 2020–2022 – lockdown związany z pandemią Covid-19 i zdalne nauczanie. I znowu daliśmy radę! Przeszliśmy na platformę internetową i nawet obrzędowość szkolną próbowaliśmy podtrzymywać. Spójrzcie Państwo na slajdy! Lekcje, klasówki online, koncerty, spotkania na czacie! Wszyscy jesteśmy zgodni, że to był koszmarny czas, ale internetowa platforma szkolna pozostała i korzystamy z niej do dziś  - zarówno nauczyciele, jak i uczniowie znacznie poprawili swoje umiejętności obsługi komputerów i oprogramowania na miarę XXI wieku.

 

A w tym czasie w budynku Akademii! Demolka, plac budowy, rośnie dodatkowe piętro, odkrywane są niezwykłe skarby: piękne malowidła naścienne i dawna toaleta… zachęcamy do odwiedzenia sali numer 18!

 

5 lat szybko zleciało i znowu się pakujemy! Zbiorowym wysiłkiem uczniów, nauczycieli, pracowników szkoły, rodziców i wolontariuszy najpierw się przenieśliśmy, a później wróciliśmy. I chociaż odległość ta sama, to droga powrotna jednak wydawała się krótsza! Serce ciągnęło do domu! I oto jesteśmy! Pierwsze wrażenia? Biało! Jasno! Szerokie korytarze! Jeszcze jedno piętro! Można by rzec: Marian tu jest  jakby luksusowo! Akademia zadziwiła nas swoją przestronnością, wysokimi sufitami, cudnymi freskami i pięknym dziedzińcem. Przyjemnie było powrócić do tak ważnego dla nas miejsca, z którym wiele osób bardzo się  zżyło, wszak nasz szkolny rekordzista, pan profesor Jerzy Kusz, spędził w murach I LO niemal 50 lat! Aż trudno uwierzyć, że od przeprowadzki, która miała miejsce w lutym 2024 roku, minęły już dwa lata. Oswoiliśmy budynek, dobrze nam się współpracuje z Zamojską Akademią Kultury i z Muzeum. Remontowa rewolucja za nami!

 

No i teraz, za co Państwa przepraszamy,  w naszej prezentacji będzie trochę nudno. Jak to? No bo tak! Co roku Srebrna Tarcza w rankingu wydawnictwa Pespektyw. Nuda! Co roku świetne wyniki na maturze podstawowej i rozszerzonej. Nuda!  Tytuły: Złotej Europejskiej Szkoły Praworządności RP, Szkoły Sukcesu, Szkoły Innowacji, Szkoły Stacji Kultury. Moglibyśmy wymieniać nasze sukcesy, ale… nie chcemy Państwa zanudzić i dziś nie sposób powiedzieć o wszystkim. Olimpijczycy i laureaci konkursów naukowych, zawodów sportowych, przedsięwzięć społecznych. O oczywistościach nawet nie ma co mówić.  Po szczegóły odsyłamy Państwa na naszą stronę internetową i do mediów społecznościowych, gdzie publikujemy na bieżąco informacje o życiu szkolnym.

 

 

 

Tak, ale jednak trzeba powiedzieć, że za każdym z tych sukcesów stoi człowiek – zdolny i pracowity uczeń, zaangażowany nauczyciel gotowy do pracy ponad etat, wyrozumiały dyrektor i wspierający rodzic. Dlatego nie umniejszamy temu wysiłkowi, lecz czujemy dumę i satysfakcję, że tak liczne sukcesy tworzą naszą historię.

Już wiem o czym powiemy! O wymianach międzynarodowych – ze szkołami w Niemczech i w Stanach Zjednoczonych, o wyjazdach w ramach projektu Erasmus Plus, o wycieczkach: Paryż, Bruksela, Praga, Budapeszt… Otwieramy się na świat! O kołach zainteresowań, projektach badawczych…

 

 

 

 

Pani Profesor, ale Pani to już chyba zapomniała, po co tak naprawdę uczniowie chodzą do szkoły. Żeby się pouczyć? Żeby miło spędzić czas mimo nauki, pobyć ze sobą, zaprzyjaźnić się. W szkole równie ważne jest to, co się robi na przerwach, po lekcjach, w auli, w sali kinowej. Popatrzcie Państwo na zdjęcia…

 

 

Uczeń Pierwszego uczy się, czyta, mówi, pisze po polsku i w innych językach, przeprowadza doświadczenia, poznaje prawo, recytuje, występuje na scenie, śpiewa, ćwiczy, trenuje, ogląda i przeżywa, działa w samorządzie i w wolontariacie, pomaga, debatuje, jeździ na wycieczki szkolne, szanuje tradycje, a także, zawsze gdy potrzebuje, otrzymuje wsparcie. Co najważniejsze nawiązuje relacje – przyjaźni, pierwszych miłości, autorytetu. Więc na zakończenie zwrócę się do naszych przyszłych uczniów i ich rodziców i przytoczę hasło, które wymyśliła w jedna z naszych koleżanek: Myślę, więc…   jestem w Pierwszym!

Blogerka

 

Grafika:

zdjęcia własne