10 października 2026

Literackie fascynacje

 

          Droga Królów


„Droga Królów”  to kawał świetnego fantasy (…)

Jego plusami są niesamowity świat, bohaterowie i dialogi.

(Kajman  zza okładki)


„Droga Królów”  to pierwszy tom serii „Archiwum Burzowego Światła” Brandona Sandersona, której akcja jest osadzona w  Cosmere  - fikcyjnym uniwersum literackim  stworzonym  przez  pisarza.  Książka  reprezentuje „high fantasy”. Wykreowany przez Sandersona świat całkiem mnie pochłonął. 

Planeta Roshar, na której rozgrywa się akcja książki,  nie jest podobna w żadnym stopniu do typowych światów fantastycznych. Elementem tego świata są arcyburze, ogromne cyklony, które pustoszą, ale też przynoszą burzowe światło - będące elementem napędzającym liczne mechanizmy (fabriale) oraz pełniące funkcje środka płatniczego. Ekosystem planety jest bardzo zróżnicowany: Rozdarte Równiny, płaskowyże bez życia, porozdzierane rozpadliny, targane arcyburzami.  Rośliny musiały przystosować się do trudnych warunków oraz kamienistego podłoża, dlatego wykształciły specjalne mechanizmy –zdolność do poruszania.  Zwierzęta również dostosowały się do niezwykłych warunków środowiskowych. Powstały chulle - ogromne, pancerne stworzenia z wieloma odnóżami, przypominające kraby. Wykorzystywane do ciągnięcia  platform i wozów. 

Magia na Rosharze występuje w trzech formach: Dusznikowania, Odpryków i Wiązań. Jest bardzo interesująco ujęta i zupełnie inna niż poznana dotąd.  Elementem magicznym Rosharu są tez spreny, rodzaj duchów przyrody. 

Rdzenni mieszkańcy planety Roshar  to Parshendi, którzy posiadają zdolność przybierania różnych form (np. wojennej, roboczej czy myśliwskiej) poprzez wchłanianie odpowiednich sprenów do swoich pancerzy.

Akcja pierwszego tomu – „Drogi Królów” - rozgrywa się głównie na Rozdartych Równinach, płaskowyżach, porozdzieranych przez rozpadliny, ale również w mieście-państwie Kharbranth.  Świat Roshar jest dręczony przez magiczne kataklizmy. Główny wątek to zazębiające się losy skazańca Kaladina, księcia dążącego do zjednoczenia królestwa oraz tajemniczego skrytobójcy, którzy muszą się zmierzyć z nadchodzącą  apokalipsą.

Bardzo ważnym bohaterem „Drogi Królów” oraz cyklu „Archiwum Burzowego Światła” Brandona Sandersona jest Kaladin. Kiedyś był chirurgiem, potem wstąpił do wojska, chcąc mieć lepsze życie. Zdradzony i niesprawiedliwie osądzony, został pozbawiony wolności i sprzedany do niewoli.  Trafił do armii arcyksięcia Sadeasa, gdzie  był  narażony na śmiertelne niebezpieczeństwa. Z  czasem wyszkolił własny oddział, stając się jego przywódcą. Odkrył w sobie zdolności bojowe i magiczne, powiązane z Odkrywcami Światła.

„Droga Królów”  to prolog do niezwykle  interesującej  sagi fantasy, przepełnionej zarówno epickimi bitwami i intrygami, jak i wewnętrzną walką bohaterów z własnymi słabościami i cieniami przeszłości.  

Kasia 

 

Grafika: 

https://i.ytimg.com/vi/cetmwJYB7-w/maxresdefault.jpg

https://static.wikia.nocookie.net/stormlightarchive/images/3/34/Map_roshar.jpg/revision/latest/scale-to-width-down/1000?cb=20130609204511

https://uploads.coppermind.net/thumb/The_Shattered_Plains_by_Nick_van_Kleef.jpg/621px-The_Shattered_Plains_by_Nick_van_Kleef.jpg

https://preview.redd.it/kaladin-syl-v0-dpl530zvsu731.jpg?width=1080&crop=smart&auto=webp&s=49b1a564c96da54a6251303391e89c75ec0aa0c6

3 października 2026

Moje hobby, mój świat

 

  Terrarystyka w domu


Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. 
  
(Antoine de Saint-Exupéry)

 

Terrarystyka to hobby, które przede wszystkim kojarzy się z egzotycznymi zwierzętami, takimi jak gekony (i inne jaszczurki), węże czy pająki. Dla wielu osób to zajęcie niezrozumiałe i budzące obawy.  „Nawet nie możesz tego pogłaskać”, „Przecież  to obrzydliwe” – mówią. Tymczasem terrarystyka to nie tylko kaprys albo chwilowa moda, lecz pasja wymagająca wiedzy oraz cierpliwości, której fundamentem  jest ogromna  odpowiedzialność. 

Opieka nad egzotycznym zwierzęciem  zaczyna się  na  długo przed jego nabyciem. Dlaczego?  Ponieważ  wzięcie do domu egzotycznego gada pod wpływem impulsu, bez przygotowania, często kończy się stresem, a przede wszystkim jego zaniedbaniem. Kluczowe jest zdobycie wiedzy o jego naturalnym środowisku, wymaganych warunkach (wilgotność, temperatura, wymiary  terrarium oraz jego zdobienie), diecie oraz długości życia. Na ogół gady są długowieczne, mogą żyć nawet kilkadziesiąt lat. Ich hodowanie jest więc nawet większym  zobowiązaniem  niż w przypadku zwierząt domowych, takich  jak pies czy kot.

Relacja z gadem nie polega  na przytulaniu czy spacerach, ale na zrozumieniu jego biologii i naturalnych zachowań. To zupełnie inny rodzaj więzi, który jest oparty na obserwacji i trosce o warunki życia. Właśnie dlatego tak ważne jest edukowanie się. Nieodpowiednia temperatura czy zbyt niska wilgotność mogą prowadzić do problemów zdrowotnych, takich jak trudności w linieniu czy odwodnienie. Terrarium -  jako miejsce zamieszkania gada - to nie tylko dekoracja, a cały mikroekosystem, który musi odpowiadać wymaganiom lokatora. Wszystko ma znaczenie dla zdrowia zwierzęcia. 

Od pół roku mam przyjemność opiekować się gekonem orzęsionym (Correlophus ciliatus). Ten ciekawy gatunek pochodzący z Nowej Kaledonii, był uznany za wymarły przez ponad 100 lat.  Zmieniło się to dopiero w 1994 roku, gdy ponownie go zauważono. Gekon ma zdolność kamuflażu, upodabnia się do otoczenia (do kolorów i kształtów- drzew  i innych roślin). „Rzęsy” na jego żuchwie i bokach ciała spłaszczają się na powierzchni, zasłaniając  kontury ciała. Gekon  jest łagodny, aktywny głównie nocą. Swoją nazwę zawdzięcza „rzęsom” biegnącym od oczu wzdłuż grzbietu. Wspina się dzięki specjalnym blaszkom czepnym na palcach, pokrytym milionami mikroskopijnych włosków, które pozwalają na przywieranie do gładkich powierzchni, takich jak szkło. Gekon nie posiada natomiast powiek, więc zamiast mrugać, używa  długiego, mięsistego języka do czyszczenia i nawilżania powierzchni oczu. Brak powiek oznacza, że  jego oczy są otwarte nawet podczas snu. Gdy widzę  go z rana, jak się we mnie wpatruje, nigdy nie wiem czy faktycznie śpi. 

Jak się opiekować gekonem orzęsionym? Wymaga on stałej wilgotności (około 60–80%), regularnego zraszania terrarium rano i wieczorem, odpowiedniej diety opartej na specjalnych papkach, które składają się z różnych mieszanek owadów, owoców i potrzebnych suplementów, szczególnie wapnia. Sugerowane jest również dokarmianie  go żywymi owadami, na przykład  świerszczami  czy karaczanami  dubia. Mój gekon jednak zdecydowanie woli papkę, którą wystarczy tylko zmieszać z wodą.  Najciekawsze  jest to, że je on wyłącznie z palca. Nie jest zainteresowany pożywieniem zostawionym mu w misce.  Podaję mu więc niewielką ilość pokarmu na opuszku palca,  którą on zlizuje. Zawsze odbywa się to bez pośpiechu, w ciszy, bez gwałtownych ruchów.

Kontakt fizyczny z gekonem wymaga szczególnej odpowiedzialności i ostrożności. Gady nie są zwierzętami „do głaskania” jak psy czy koty. Zbyt częste branie ich na ręce może powodować u nich stres. Jeśli już decyduję się wziąć go na dłoń, robię to spokojnie, pozwalając mu samodzielnie wejść na rękę. Nigdy nie chwytam go od góry, gdyż w naturze taki ruch kojarzy się z drapieżnikiem. Trzeba też uważać na ogon. Choć gekon orzęsiony rzadko go odrzuca, w sytuacji silnego stresu może to zrobić. To naturalny mechanizm obronny i oznacza, że zwierzę czuło zagrożenie, więc była to forma obrony. Bardzo ważna jest także higiena. Przed kontaktem z gekonem należy umyć ręce, po kontakcie – również.  Należy pamiętać, że skóra gadów jest wrażliwa na chemikalia czy resztki kosmetyków.

Terrarystyka od niedawna stała się moim hobby i jest dla mnie niesamowicie fascynująca. Bardzo lubię obserwować, jak mój gekon porusza się po gałęziach, skacze i zmienia kolory w zależności od nastroju czy temperatury.  Zdarza się to często -  z rana zawsze jego ubarwienie różni się od wieczornego. Lubię też karmić moje zwierzątko. Przy tym nie zapominam, że wzięłam za nie odpowiedzialność.

Natalia

 

Grafika:

własne zdjęcia

26 września 2026

Kącik motywacji

 

                Wśród zieleni

 

Cała ta zieleń na naszej planecie

jest po prostu niesamowita, no nie?

(...) Robimy wszystko, by się jej pozbyć,

a tymczasem w niektórych sytuacjach tylko ona może nas ocalić.

(Patrick Ness)


W dzisiejszych czasach, gdy większość dnia spędzamy w szkolnych ławkach, przed komputerami czy smartfonami, coraz bardziej potrzebujemy chwili wytchnienia na świeżym powietrzu. Nie chodzi tu tylko o przerwę między lekcjami – kontakt z naturą ma ogromny wpływ na naszą kondycję fizyczną, samopoczucie i motywację do nauki. 

Zamiast spotkań na boisku, wspólnych wyjść do parku czy jazdy na rowerze, wielu nastolatków wybiera wideorozmowy, czaty i aplikacje, które mają zastępować bezpośrednie relacje. Choć technologia daje nam ogromne możliwości i pozwala na kontakt z rówieśnikami niezależnie od miejsca, trudno nie zauważyć, że jednocześnie odbiera nam coś bardzo cennego – autentyczne przeżycia, bliskość natury i radość z bycia razem.

Jeszcze kilkanaście lat temu codziennym widokiem były grupy dzieci i młodzieży bawiące się na podwórkach, boiskach czy w parkach. Dziś takie sceny zdarzają się coraz rzadziej. Czas spędzany na świeżym powietrzu ustępuje miejsca godzinom spędzanym przed ekranem. Zmienia się styl życia, sposób budowania relacji i to, jak odpoczywamy. Coraz częściej, zamiast oderwać się od nauki czy obowiązków poprzez ruch na dworze, wybieramy bierny odpoczynek w domu, który – choć wygodny – nie przynosi naszemu ciału i umysłowi tylu korzyści, co naturalna aktywność na świeżym powietrzu. Już krótki, trwający kilkanaście lub kilkadziesiąt minut spacer,  gra w piłkę czy jazda na rowerze poprawiają ukrwienie organizmu i dotleniają mózg, co przekłada się na lepszą koncentrację,  łatwiejsze  zapamiętywanie materiału oraz  szybsze przyswajanie nowych informacji. Dowiedziono, że na przykład 50- minutowy spacer w parku znacznie poprawia samopoczucie osób chorych na depresję. 

Kontakt z naturą redukuje też kortyzol – hormon stresu o około 16% w porównaniu z aktywnością na mieście, co również potwierdziły badania naukowe. Dzięki temu kilkunastominutowy pobyt wśród zieleni uspokaja nerwy, zmniejsza poziom stresu, a także reguluje ciśnienie krwi i poprawia  działanie układu odpornościowego. Spacerując wśród drzew, nie tylko uspokajamy swoje myśli, ale też wzmacniamy organizm, poprawiamy jakość snu i zwiększamy odporność na infekcje. 

Świeże powietrze to także naturalne źródło energii. Ruch na zewnątrz poprawia krążenie, dotlenia mózg i całe ciało, dzięki czemu czujemy się bardziej wypoczęci, skoncentrowani i gotowi do działania. Światło słoneczne wpływa na produkcję witaminy D, która jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania układu kostnego i odpornościowego, a także wpływa na nasz nastrój. Zbyt długie przebywanie w zamkniętych pomieszczeniach, zwłaszcza przy sztucznym oświetleniu, może prowadzić do osłabienia koncentracji, spadku energii, a nawet do zaburzeń nastroju, takich jak tzw. depresja sezonowa. 

Oprócz zdrowotnych korzyści, przebywanie na zewnątrz rozwija nas także emocjonalnie i społecznie. Spotkania z przyjaciółmi na łonie natury są okazją do wspólnych rozmów, śmiechu, zabawy, budowania relacji i przeżywania prawdziwych emocji. W świecie, w którym coraz częściej komunikujemy się za pomocą emotikonów i skrótów, bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem staje się wyjątkowo cenny. Rozmowa podczas spaceru, śmiech przy ognisku czy wspólna wędrówka leśną ścieżką to doświadczenia, których nie zastąpi żadna aplikacja. 
 
Warto więc chociaż na chwilę oderwać się od ekranu i wyjść na zewnątrz – nie po to, by zrobić zdjęcie na Instagram, ale po to, by naprawdę poczuć wiatr na twarzy, usłyszeć śpiew ptaków i zobaczyć, jak zmienia się świat wokół nas. Choć żyjemy w innej rzeczywistości niż nasze babcie i dziadkowie, nasze potrzeby wciąż pozostają takie same - świeżego powietrza, ruchu, przestrzeni i prawdziwych więzi z ludźmi. W cyfrowym świecie pełnym powiadomień, lajków i filmików, to właśnie natura może stać się naszą codzienną ucieczką, źródłem spokoju i równowagi. Bo choć wszystko się zmienia, świeże powietrze i kontakt z przyrodą wciąż mają tę samą, niepowtarzalną moc. 

Karolina  

 

Grafika:

https://img.economyup.it/wp-content/uploads/2021/04/giornata_mondiale_terra_577651336.jpeg

https://swps.pl/images/CENTRUM-PRASOWE/foto/natura.webp

19 września 2026

Oglądamy filmy

 

 O dzieciach, chorobie i lekarce


To opowieść o dzieciach, które dorastały w cieniu huty ołowiu.

O chorobie, którą długo ignorowano.

I o lekarce, która miała odwagę powiedzieć prawdę (…)

(Grzegorz Więzik)


Od początku lutego można oglądać na Netfliksie  serial  „Ołowiane dzieci”, nawiązujący do dramatycznych i przemilczanych wydarzeń rozgrywających się na Górnym Śląsku w latach 70. XX wieku. Do tragedii zdrowotnej setek dzieci, spowodowanej obecnością ołowiu w glebie  i  powietrzu, który zatruwał ich organizmy. Film opowiada też o lekarce, która miała odwagę bronić chore dzieci oraz przeciwstawić się władzom PRL-u.

Ołów nie zabijał szybko, lecz powoli znakował swoje ofiary. Dzieci z Szopienic miały sine dziąsła, jakby piły atrament, a ich krew pod mikroskopem wyglądała na nakrapianą toksycznym pyłem. Do gabinetu doktor Jolanty Wadowskiej- Król  trafiało bardzo dużo dzieci z silnymi bólami brzucha, anemią, przewlekłym osłabieniem, problemami z koncentracją i opóźnieniami rozwojowymi. Ołów, bardzo groźny dla rozwijającego się organizmu, powodował również trwałe uszkodzenia układu nerwowego. Szczegółowe badania były  alarmujące – zbyt duża zawartość ołowiu we krwi. Źródłem zatrucia okazała się działalność Huty Metali Nieżelaznych „Szopienice”. W latach 70. XX wieku – w okresie peerelowskiej propagandy sukcesu - wielkie zakłady produkcyjne były symbolem rozwoju i siły gospodarki. Wszelkie  niepochlebne opinie uznawano za działanie przeciwko interesowi państwa. Nie można było nagłośnić problemu, ponieważ  nie istniały niezależne media  ani  nie było swobodnej debaty publicznej.

W takich realiach ujawnienie prawdy wymagało odwagi cywilnej, na którą się zdobyła doktor Wadowska-Król. Mimo nacisków i trudności, konsekwentnie walczyła o swoich pacjentów. Doprowadziła do przebadania tysięcy dzieci, organizowała ich hospitalizację oraz starała się o wysiedlenie rodzin z najbardziej skażonych terenów. Jej działania  wynikały z  lekarskiego obowiązku, lecz były odbierane  przez władze jako akt sprzeciwu wobec  racji stanu. Minęło wiele lat, zanim postawę lekarki zaczęto oceniać jako symbol odpowiedzialności i niezłomności.

Serial „Ołowiane dzieci”  budzi silne emocje, gdyż  pokazuje życie młodych ludzi dorastających w  trudnych warunkach. Już od pierwszego odcinka widać, że nie jest to zwykła historia o nastolatkach, tylko opowieść o problemach, z jakimi muszą się mierzyć każdego dnia. Film skupia się na grupie młodych bohaterów, którzy żyją w świecie pełnym przemocy, braku zrozumienia i trudnych wyborów. Tytuł  odnosi się nie tylko do ołowiu zatruwającego dziecięce organizmy, ale również  do  dzieciństwa „ciężkiego”  jak ołów.

Reżyserem „Ołowianych dzieci” jest Maciej Pieprzyca. W roli doktor Wadowskiej –Król występuje Joanna Kulig, a partnerują  jej  świetni   aktorzy: Kinga Preis, Agata Kulesza, Michał Żurawski, Marian Dziędziel  i  Zbigniew Zamachowski.  Co mi się podobało w filmie? Po pierwsze, realistyczne ukazanie postaci,  które nie są idealne - popełniają błędy, czasem podejmują złe decyzje, ale dzięki temu wydają się prawdziwe. Po drugie, gra aktorów, w mistrzowski sposób oddających  różnorodne emocje. Dużym plusem serialu jest także klimat – mroczne, pełne napięcia  sceny,  podkreślane muzyką.

Warto obejrzeć „Ołowiane dzieci”, szczególnie jeśli ktoś lubi historie oparte na prawdziwych problemach społecznych. Opowiedziana historia uczy empatii i pokazuje, że nie każdy ma w życiu łatwy start. Ostrzegam jednak, że to nie jest łatwy serial –smutny i zmuszający do refleksji.

Gabriela


Grafika:

https://cdn01.donald.pl/filer_public/c6/c6/c6c6e40a-9f68-4b19-b522-698a0f99a307/zajawki_donald_-_2026-02-21t121143495.jpg

https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTQAEdhq323FsFN0Y48do5oT-jIPQfM7uLqEA&s