31 października 2026

Przeczytane, przemyślane, skomentowane

 

         

           Bogactwa pokoleń



Biblioteka gromadzi bogactwa wieków i pokoleń,

mogą z nich czerpać bez miary nieprzeliczone tłumy,

a nigdy nam nie poskąpi ani mądrości, ani światła.

(Jan Wiktor)


Tworzenie bibliotek (już od czasów starożytnych) było podyktowane ludzkim pragnieniem dostępu do wiedzy i kultury. W kolejnych wiekach powstawały biblioteki prywatne, klasztorne, uniwersyteckie, a  z czasem – publiczne. Najpierw miały charakter elitarny, a potem stopniowo otwierały się na szersze kręgi czytelników.  Od XIX wieku do dziś jest realizowana idea powszechnego dostępu do bibliotek, które stały się instytucjami  kultury i oświaty.

Starożytność. Najstarsze biblioteki powstały w starożytnym Egipcie i starożytnej Mezopotamii - świątynne i przyświątynne – a opiekowali się nimi kapłani, początkowo jedyni czytelnicy ksiąg. Na Wschodzie  (na przykład w Asyrii)  władcy zakładali biblioteki pałacowe, zwane „domami ksiąg”. W starożytnej Grecji tworzono zarówno biblioteki prywatne, jak i  przy świątyniach, szkołach i gimnazjonach. Regulamin  zastrzegał:  „żadna książka nie będzie zabrana na zewnątrz, ponieważ tak  przysięgliśmy.” Najwspanialsza biblioteka znajdowała się w Aleksandrii (70 tysięcy zwojów) skupiająca uczonych  oraz połączona z obserwatorium astronomicznym, ogrodem botanicznym i zoologicznym (zdjęcie wyżej: Biblioteka Aleksandryjska). W Rzymie założono pierwszą publiczną bibliotekę, w której ze zbiorów mogli korzystać wszyscy wolni obywatele, ale tylko na miejscu (wypożyczenia prezencyjne).

Średniowiecze. W tym czasie powstawały biblioteki tam, gdzie byli wykształceni  czytelnicy ksiąg, czyli przy klasztorach i uniwersytetach. Regulaminy  bibliotek klasztornych ograniczały dostęp do zbiorów – mogli z nich korzystać głównie zakonnicy. Czasem wypożyczano księgi komuś spoza klasztoru (po wypełnieniu rewersu, złożeniu przysięgi i pobraniu zastawu). W średniowieczu istniały też biblioteki katedralne, kolegiackie i parafialne. Nieocenioną rolę pełniły biblioteki uniwersyteckie, takie jak przy Akademii Krakowskiej (zdjęcie: wyżej). Pracowali w niej  znani na świecie  duchowni, politycy, prawnicy i teologowie (na przykład:  biskup Zbigniew Oleśnicki, a także Paweł Włodkowic, Jan z Ludziska, Jan Kanty, Jan Długosz).  Księgozbiory  były przeznaczone dla pracowników naukowych uczelni oraz  z czasem dla studentów (początkowo mieli oni swoje biblioteki w bursach). Były to jednak udostępnienia prezencyjne, czyli w czytelni. Średniowiecze to czas powstawania bibliotek dworskich, które były tworzone „sobie i przyjaciołom”, a prym w nich wiodły kroniki i roczniki. Niemniej  jednak były bardzo ważne, ponieważ świadczyły o zamiłowaniach  bibliofilskich  ich właścicieli , ale też o  coraz większej roli książek.

Odrodzenie – barok - oświecenie. Wynalazek druku wpłynął  na wzrost zainteresowania książkami (głównie w najbogatszych kręgach społecznych), zwłaszcza  że były tańsze i szybciej powstawały.  Czytano przede wszystkim w środowiskach akademickich  i kościelnych, ale zapotrzebowanie na  książki  było też wśród  prawników, lekarzy, nauczycieli, urzędników, kupców,  bankierów. Wzrost popularności książek odnotowano, gdy do Polski dotarły  z Europy prądy umysłowe odrodzenia. W tym czasie edukacja stała się bardzo ważna, co potwierdzają słowa króla Stefana Batorego  skierowane  ponoć do ucznia zamojskiej szkoły: „Ucz się chłopcze łaciny, a zrobię  cię mości panem”. Barokowy filozof Gottfried Wilhelm Leibniz postulował, aby biblioteka była miejscem  kształcenia się znawców  różnych dziedzin wiedzy. Ten pogląd podzielał pisarz Andrzej Maksymilian Fredro, widząc w  nauce  szansę rozwoju gospodarczego kraju. Władcy  zakładali biblioteki nadworne, które później stały się bibliotekami narodowymi. W  Polsce  charakter publiczny, ale jednocześnie elitarny, miała  Biblioteka Załuskich, ponieważ  była przeznaczona głównie dla uczonych i literatów. Na rozwój  bibliotek w XVI wieku ( przede wszystkim w kręgach protestanckich)  wpłynęła reformacja, a  w XVIII wieku – Komisja Edukacji Narodowej, która przyznała bibliotekom  dotacje  na  ich funkcjonowanie.

XIX wiek.  W tym czasie  stopniowo wprowadzano powszechną edukację, ale niestety zaborcy nie byli zainteresowani rozwojem polskiej oświaty i kultury. Ponieważ nie było wsparcia państwa,  obowiązek (i przywilej)  gromadzenia  oraz  ochrony  księgozbiorów, a także pamiątek narodowych,  spadł  na obywateli. Ogromną rolę odegrały więc prywatne biblioteki, a w II połowie XIX wieku – biblioteki powszechne (z inicjatywy towarzystw charytatywnych i  oświatowych). Cel ich działania: walka z analfabetyzmem oraz  szerzenie oświaty wśród niższych warstw społecznych (praca u podstaw). Do największych bibliotek rodowych i fundacyjnych należały: Biblioteka Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie, Biblioteka Ordynacji Zamojskiej w Warszawie (zdjęcie: wyżej), Biblioteka Ordynacji Krasińskich w Warszawie, Biblioteka Kórnicka, Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu, Biblioteka  Czartoryskich w Krakowie. Należy podkreślić również  zasługi Towarzystwa Oświaty Ludowej, które działało  społecznie, czuwając  nad  tworzeniem i działaniem bibliotek na wsiach. Jego  pracę kontynuowało Towarzystwo  Czytelni Ludowych (polska organizacja oświatowa).

XX wiek. Wzrosło  zapotrzebowanie na książki wśród wszystkich warstw społecznych w związku ze zmniejszaniem się poziomu analfabetyzmu, co szczególnie wyraźnie się uwidoczniło  po I wojnie światowej. Wówczas biblioteki miały  do odegrania ważną rolę - ukierunkowanie mniej wykształconych i nieradzących sobie z wyborem odpowiednich lektur. W wieku XX   nastąpił znaczący  rozwój bibliotek publicznych, które włączyły się  w rozwój oświaty oraz czytelnictwa. Nie tylko szkolnictwu, ale również bibliotekom po II wojnie światowej przypadł udział w likwidacji analfabetyzmu wśród dorosłych oraz wspieranie kształcenia dzieci i młodzieży. I tak na przykład w latach 1948 – 1950 powstało 20 tysięcy bibliotek, głównie na wsi, gdzie zaniedbania były największe. Wspierane przez państwo biblioteki były instytucjami kultury, oświaty i nauki. Zdjęcie wyżej: Biblioteka Uniwersytecka w  Warszawie.

XXI wiek. Jaka będzie przyszłość bibliotek? Profesor Jadwiga Kołodziejska w książce „Szerokie okno biblioteki” napisała:  „Myślenie i pisanie o bibliotekach cechują dwie skrajności […]. Według pierwszej, biblioteki są instytucjami anachronicznymi, nieprzydatnymi w życiu współczesnym, niemającymi przyszłości. […] Drugą  skrajnością są marzenia o tym, że bibliotekę zastąpi Internet […]”  Rzeczywiście Internet wpływa na zmniejszenie liczby czytelników w bibliotekach, ponieważ  dzięki niemu  mają  oni szybki i łatwy  dostęp do informacji. Szkoda tylko, że bezkrytycznie podchodzą do tych powierzchownych, niesprawdzonych i niekiedy nieprawdziwych wiadomości. Jednak z jakichś względów to im wystarcza i dlatego jedynie kilkanaście procent społeczeństwa dobrowolnie korzysta z bibliotek. Inni z kolei powiadają, że nie muszą chodzić do biblioteki, żeby i tak skorzystać z jej zbiorów. Aby jednak czytelnik mógł pracować zdalnie,  ktoś w bibliotece księgozbiór  opracowuje, klasyfikuje, opatruje sygnaturą, włącza do bibliografii  czy katalogu, dygitalizuje. Tak więc biblioteki są potrzebne, a działają zarówno w przestrzeni fizycznej, jak i elektronicznej.

Czyżby historia bibliotek zatoczyła koło? Czy  niedługo biblioteki staną się miejscem elitarnym? Przeznaczonym dla ludzi naprawdę poszukujących wiedzy.  Dla uczniów naprawdę  uczących się  i studentów naprawdę studiujących, a nie tylko kopiujących cudze myśli.

Lectio


Grafika:

https://www.national-geographic.pl/media/cache/big/uploads/media/default/0014/77/biblioteka-aleksandryjska-fot-leemage-corbis-via-getty-images.jpg

https://www.mabpz.org/images/_INSTYTUCJE-GALERIE-kb/BJ-Krakow/Biblioteka-Jagiellonska-05b.jpg

http://muzeumpamieci.umk.pl/wp-content/uploads/2019/08/biblioteka.png

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/dd/Biblioteka_Ordynacji_Zamojskiej.jpg

https://www.uw.edu.pl/wp-content/uploads/2023/09/biblioteka-uniwersytecka-w-warszawie-.jpg

24 października 2026

Podróże kształcą


Dorastałam na Zielonej Wyspie 



 

Irlandia była miejscem odnowy nadziei i nadal tak ją postrzegam.

(Daniel Day-Lewis)

 

Nie każdy może powiedzieć, że pierwszych  10 lat swojego życia spędził za granicą. Ja miałam taką możliwość. Urodziłam się i wychowałam w Irlandii a konkretnie w jej stolicy, Dublinie. Dorastanie w Irlandii było ciekawym i niezwykłym doświadczeniem, zupełnie innym niż mogłoby się wydawać osobom znającym ten kraj z atlasów czy zdjęć. 

Irlandzka pogoda to temat, z którego żartują sami Irlandczycy.  W ciągu jednego dnia można doświadczyć wszystkich zjawisk atmosferycznych – rano mgła, w południe deszcz, po południu silny wiatr, a wieczorem słońce. To sprawiało, że nigdy nie wiedziałam, czy wyjść w kurtce przeciwdeszczowej, czy w krótkim rękawie. Co ciekawe, gdy tylko pojawi się choćby promień słońca, to ludzie natychmiast wybierają się na plażę czy do parku, nawet jeżeli jest tylko 15 stopni. Nikt nie czeka na „idealną” pogodę – każdy korzysta z chwili, gdyż wie, że dni z piękną pogodą są rzadkością. Dzięki częstym opadom Irlandia jest niesamowicie zielona, co dało jej przydomek „Zielona Wyspa”. 

Irlandczycy są bardzo życzliwi i otwarci. „Small talk”, czyli krótka, niezobowiązująca rozmowa na neutralne tematy, takie  jak pogoda czy weekend, jest u nich codziennością. W sklepie  lub na ulicy często nawiązują rozmowę, nawet z osobami, których nie znają. Pamiętam też, że nieraz byłam zaczepiana na ulicy czy w sklepie przez starsze panie, które z uśmiechem mnie chwaliły, mówiły miłe słowa albo pytały, jak mija dzień. Dzięki właśnie takim sytuacjom zapamiętałam Irlandczyków jako ludzi bardzo otwartych i serdecznych. 

Szkoła w Irlandii miała swoje charakterystyczne elementy. Mundurki były obowiązkowe, w  każdej szkole inny  kolor i herb. Każdy dzień zaczynał się apelem, a każdy tydzień kończył się rozdawaniem dyplomów dla wyróżniających się uczniów. Organizowano różne zajęcia, konkursy i wydarzenia – dni sportu, pieczenie ciast, kiermasze, wyjazdy na basen i naukę gry na flecie oraz bodhranie (bębnie). W klasach panowała swobodna atmosfera, a relacje z nauczycielami były mniej formalne niż w Polsce. Oprócz języka angielskiego, którym porozumiewałam się na co dzień, poznawałam język irlandzki (gaelicki). Co ciekawe, mimo  że prawie wszyscy mówią po angielsku, irlandzki jest pierwszym językiem urzędowym. W niektórych regionach, zwanych Gaeltacht, nadal używa się go na co dzień. 

Dużą rolę w życiu codziennym i szkolnym odgrywał sport. Popularne były nie tylko piłka nożna czy rugby, ale także tradycyjne irlandzkie dyscypliny, takie jak hurling czy futbol gaelicki. Po lekcjach były zajęcia sportowe organizowane przez Gaelic Athletic Association (organizację sportową),  podczas  których uprawialiśmy narodowe sporty irlandzkie, a same mecze przyciągały całe rodziny i budowały poczucie wspólnoty. 

Muzyka tradycyjna była czymś naturalnym – nie jako atrakcja, ale część codzienności. W wielu miejscach, szczególnie w centrum miasta muzycy się gromadzili i grali na skrzypcach, flecie czy bodhranie. Można było usłyszeć charakterystyczne melodie nie tylko  podczas lokalnych wydarzeń, ale i w zwyczajne dni.  Ważnym wydarzeniem każdego roku był Dzień Świętego Patryka. Całe miasto  zamieniało się wtedy w morze zieleni – ubrania, dekoracje, a nawet potrawy. Parady były kolorowe i pełne energii, a atmosfera przypominała wielkie narodowe święto. Wtedy nawet najbardziej poważny mieszkaniec Dublina nagle zamieniał się w prawdziwego fana zielonego kapelusza i wesołej muzyki. 

Jednym z moich ulubionych miejsc było nadmorskie Howth. Tam często jeździliśmy na rodzinne wycieczki. Można było zobaczyć foki w porcie, spacerować po klifach i obserwować latarnię morską. Howth słynie też z bardzo świeżych owoców morza – to jedno z miejsc, gdzie rybołówstwo wciąż ma duże znaczenie. Poza miastem krajobrazy były pełne owiec pasących się na zielonych wzgórzach. Jest to prawdziwy obraz irlandzkiej wsi, który do dziś zostaje w pamięci. 

Dorastanie w Dublinie dało mi coś więcej niż znajomość języka angielskiego. Nauczyło mnie otwartości, swobody w rozmowie i odwagi w poznawaniu nowych ludzi. Życie w mieście, które łączy tradycję z nowoczesnością, sprawiło, że od dziecka funkcjonowałam w międzynarodowym środowisku. Dziś wiem, że pierwszych dziesięć lat spędzonych w Irlandii miało ogromny wpływ na moją osobowość i sposób patrzenia na świat – i jestem za to doświadczenie naprawdę wdzięczna. 

Lena 

 

Grafika:

zdjęcia własne 

17 października 2026

Językowe potyczki

 

 Pomyśl, zanim  zadedykujesz!


(…) specjaliści od marketingu prześcigają się

z ofertami „dedykowanymi”  dla swoich klientów.

Najwyraźniej nie zdają sobie sprawy z tego,

że takie sformułowanie jest błędne.

Ta konstrukcja  zapożyczona została z języka angielskiego 

(„dedicated to”).

(Jerzy Bralczyk)


W ostatnim czasie naszych rodaków ogarnęło istne szaleństwo dedykowania. Nawet przeciętnie wyczulony na błędy językowe człowiek dostaje dreszczy, gdy słyszy o tym obcym  polszczyźnie dedykowaniu. I nic to, że już Mikołaj  Rej w zamierzchłych  czasach pisał o Polakach, iż swój język mają. Oni najwyraźniej wolą być papugą narodów, jak  uważał Juliusz Słowacki. Na płaszczyźnie językowej  zjawisko papugowania widać na przykładzie mnożących się niepoprawnych i niepotrzebnych kalek.

Dedykowanie w natarciu!  Zacznę  od językoznawcy Jana Miodka, który – podobnie jak  językoznawca Jerzy Bralczyk - walczy z  dedykowaniem  używanym  w niewłaściwym znaczeniu. Przytacza następujące przykłady: Do kontaktów z państwem została dedykowana pani taka a taka. W wagonie restauracyjnym serwujemy dania dedykowane w karcie.  Kupiłem śruby dedykowane do tego typu ścian. Pieniądze te będą dedykowane na budowę nowego obiektu. Mariusz Szczygieł (dziennikarz i pisarz) zauważył  i sfotografował  w warszawskiej galerii Arkadia taką oto informację: Przyjedź rowerem.  Skorzystaj  z parkingu dedykowanego dla rowerów. Express InterCity Premium  w ulotce „Specyfikacja i usługi” reklamuje się: W pierwszej klasie cały serwis prowadzony jest przez dedykowaną do obsługi pasażerów osobę. (…) każdy pasażer otrzyma poczęstunek: (…) z dedykowanego menu.  Kosmetyki Maya - sklep internetowy   zaprasza:  Zobacz wybrane DarmarSklep  zachęca: Pielęgnacja jasnych włosów - odkryj najlepsze szampony i kosmetyki dedykowane dla blondynek. Finis (oficjalny dystrybutor) wie, że  należy sięgnąć po dedykowane kosmetyki dla pływaków. MEBIN reklamuje swoje produkty:  Meble do apartamentów dedykowane specjalnie dla dużych przestrzeni. Castorama radzi: Postawiłeś na różnorodność upraw, koniecznie wybierz dedykowane podłoża. I jeszcze kusi:  Odkurzacze do liści są dedykowanymi urządzeniami dla każdego posiadacza ogrodu. Kolejna oferta chwyta za serce i pewnie ma wyłączyć rozum:  Twoje dziecko to skarb! W Biedronce produktom dedykowanym dzieciom poświęcamy szczególną uwagę. I tak można by przytaczać  liczne dedykacje, które zewsząd nas atakują i zaśmiecają  polszczyznę.

Najsmutniejsze jest jednak to, że wielu użytkowników języka bezmyślnie powiela tę błędną kalkę językową. W języku angielskim słowa „dedicate/ dedicated” mają  szersze znaczenie. Owo dedykowanie przejęli do polszczyzny informatycy, a potem – już  w niepoprawnym znaczeniu – marketingowcy. Przełożyli bezpośrednio (dosłownie, mechanicznie) konstrukcję „dedicated to” i tak się zaczęło szaleństwo błędnego dedykowania.  Dlaczego  błędnego? Ponieważ  imiesłów przymiotnikowy dedykowany NIE  znaczy: przeznaczony do, wyznaczony do, adresowany do, przygotowany w celu.  Jan Miodek przypomina: Dedykować  - to przecież „ofiarować, ofiarowywać, poświęcić, poświęcać komuś coś, np. wiersz, powieść, film”  (tę piosenkę dedykuję moim rodzicom). 

Post dedykuję  czytelnikom naszego bloga z nadzieją, że zawsze będą dążyć  do posługiwania się poprawną polszczyzną. Można  by  również poświęcić  go  różnym osobom  beztrosko wymyślającym dedykowane promocje, kanały dotarcia, infolinie, szkolenia, podróże oraz  inne dedykowane rzeczy. Istnieje jednak obawa, że oni nie zajrzą na blog szkolny, a poza tym – lepiej wiedzą i nikogo nie słuchają. Mam też przeczucie, że niełatwo będzie zatrzymać  szerzenie się niepoprawnych  form językowych. A wydawałoby się, że to takie proste - wystarczy pomyśleć.

Rectitudo

 

Grafika:

https://media.licdn.com/dms/image/C5612AQFZYoyo17AhoQ/article-cover_image-shrink_720_1280/0/1614687449682?e=2147483647&v=beta&t=RUp4EIBzwlMkkZd3qolShDDV7R3uZXvf-Rmqsez6qWU

https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t39.30808-6/387768492_865117978316905_7388588759976822515_n.jpg?stp=cp6_dst-jpg_p526x296&_nc_cat=104&ccb=1-7&_nc_sid=5614bc&_nc_ohc=Ivm7qFrYNnkAX-WGEKF&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=00_AfBGSjEnlV1bDaE6FV4XxuM0EBLMVkPQJqo5uuT3MgSjhA&oe=652B64A5

https://i2.wp.com/stopbykom.pl/wp-content/uploads/%C2%A9Ewa@stopbykom.pl-dedykacja-dedykowa%C4%87-stopb%C5%82%C4%99domj%C4%99zykowym-StopBykom-1390x929-1.png?fit=1390%2C928&ssl=1

10 października 2026

Literackie fascynacje

 

          Droga Królów


„Droga Królów”  to kawał świetnego fantasy (…)

Jego plusami są niesamowity świat, bohaterowie i dialogi.

(Kajman  zza okładki)


„Droga Królów”  to pierwszy tom serii „Archiwum Burzowego Światła” Brandona Sandersona, której akcja jest osadzona w  Cosmere  - fikcyjnym uniwersum literackim  stworzonym  przez  pisarza.  Książka  reprezentuje „high fantasy”. Wykreowany przez Sandersona świat całkiem mnie pochłonął. 

Planeta Roshar, na której rozgrywa się akcja książki,  nie jest podobna w żadnym stopniu do typowych światów fantastycznych. Elementem tego świata są arcyburze, ogromne cyklony, które pustoszą, ale też przynoszą burzowe światło - będące elementem napędzającym liczne mechanizmy (fabriale) oraz pełniące funkcje środka płatniczego. Ekosystem planety jest bardzo zróżnicowany: Rozdarte Równiny, płaskowyże bez życia, porozdzierane rozpadliny, targane arcyburzami.  Rośliny musiały przystosować się do trudnych warunków oraz kamienistego podłoża, dlatego wykształciły specjalne mechanizmy –zdolność do poruszania.  Zwierzęta również dostosowały się do niezwykłych warunków środowiskowych. Powstały chulle - ogromne, pancerne stworzenia z wieloma odnóżami, przypominające kraby. Wykorzystywane do ciągnięcia  platform i wozów. 

Magia na Rosharze występuje w trzech formach: Dusznikowania, Odpryków i Wiązań. Jest bardzo interesująco ujęta i zupełnie inna niż poznana dotąd.  Elementem magicznym Rosharu są tez spreny, rodzaj duchów przyrody. 

Rdzenni mieszkańcy planety Roshar  to Parshendi, którzy posiadają zdolność przybierania różnych form (np. wojennej, roboczej czy myśliwskiej) poprzez wchłanianie odpowiednich sprenów do swoich pancerzy.

Akcja pierwszego tomu – „Drogi Królów” - rozgrywa się głównie na Rozdartych Równinach, płaskowyżach, porozdzieranych przez rozpadliny, ale również w mieście-państwie Kharbranth.  Świat Roshar jest dręczony przez magiczne kataklizmy. Główny wątek to zazębiające się losy skazańca Kaladina, księcia dążącego do zjednoczenia królestwa oraz tajemniczego skrytobójcy, którzy muszą się zmierzyć z nadchodzącą  apokalipsą.

Bardzo ważnym bohaterem „Drogi Królów” oraz cyklu „Archiwum Burzowego Światła” Brandona Sandersona jest Kaladin. Kiedyś był chirurgiem, potem wstąpił do wojska, chcąc mieć lepsze życie. Zdradzony i niesprawiedliwie osądzony, został pozbawiony wolności i sprzedany do niewoli.  Trafił do armii arcyksięcia Sadeasa, gdzie  był  narażony na śmiertelne niebezpieczeństwa. Z  czasem wyszkolił własny oddział, stając się jego przywódcą. Odkrył w sobie zdolności bojowe i magiczne, powiązane z Odkrywcami Światła.

„Droga Królów”  to prolog do niezwykle  interesującej  sagi fantasy, przepełnionej zarówno epickimi bitwami i intrygami, jak i wewnętrzną walką bohaterów z własnymi słabościami i cieniami przeszłości.  

Kasia 

 

Grafika: 

https://i.ytimg.com/vi/cetmwJYB7-w/maxresdefault.jpg

https://static.wikia.nocookie.net/stormlightarchive/images/3/34/Map_roshar.jpg/revision/latest/scale-to-width-down/1000?cb=20130609204511

https://uploads.coppermind.net/thumb/The_Shattered_Plains_by_Nick_van_Kleef.jpg/621px-The_Shattered_Plains_by_Nick_van_Kleef.jpg

https://preview.redd.it/kaladin-syl-v0-dpl530zvsu731.jpg?width=1080&crop=smart&auto=webp&s=49b1a564c96da54a6251303391e89c75ec0aa0c6