24 października 2026

Podróże kształcą


Dorastałam na Zielonej Wyspie 



 

Irlandia była miejscem odnowy nadziei i nadal tak ją postrzegam.

(Daniel Day-Lewis)

 

Nie każdy może powiedzieć, że pierwszych  10 lat swojego życia spędził za granicą. Ja miałam taką możliwość. Urodziłam się i wychowałam w Irlandii a konkretnie w jej stolicy, Dublinie. Dorastanie w Irlandii było ciekawym i niezwykłym doświadczeniem, zupełnie innym niż mogłoby się wydawać osobom znającym ten kraj z atlasów czy zdjęć. 

Irlandzka pogoda to temat, z którego żartują sami Irlandczycy.  W ciągu jednego dnia można doświadczyć wszystkich zjawisk atmosferycznych – rano mgła, w południe deszcz, po południu silny wiatr, a wieczorem słońce. To sprawiało, że nigdy nie wiedziałam, czy wyjść w kurtce przeciwdeszczowej, czy w krótkim rękawie. Co ciekawe, gdy tylko pojawi się choćby promień słońca, to ludzie natychmiast wybierają się na plażę czy do parku, nawet jeżeli jest tylko 15 stopni. Nikt nie czeka na „idealną” pogodę – każdy korzysta z chwili, gdyż wie, że dni z piękną pogodą są rzadkością. Dzięki częstym opadom Irlandia jest niesamowicie zielona, co dało jej przydomek „Zielona Wyspa”. 

Irlandczycy są bardzo życzliwi i otwarci. „Small talk”, czyli krótka, niezobowiązująca rozmowa na neutralne tematy, takie  jak pogoda czy weekend, jest u nich codziennością. W sklepie  lub na ulicy często nawiązują rozmowę, nawet z osobami, których nie znają. Pamiętam też, że nieraz byłam zaczepiana na ulicy czy w sklepie przez starsze panie, które z uśmiechem mnie chwaliły, mówiły miłe słowa albo pytały, jak mija dzień. Dzięki właśnie takim sytuacjom zapamiętałam Irlandczyków jako ludzi bardzo otwartych i serdecznych. 

Szkoła w Irlandii miała swoje charakterystyczne elementy. Mundurki były obowiązkowe, w  każdej szkole inny  kolor i herb. Każdy dzień zaczynał się apelem, a każdy tydzień kończył się rozdawaniem dyplomów dla wyróżniających się uczniów. Organizowano różne zajęcia, konkursy i wydarzenia – dni sportu, pieczenie ciast, kiermasze, wyjazdy na basen i naukę gry na flecie oraz bodhranie (bębnie). W klasach panowała swobodna atmosfera, a relacje z nauczycielami były mniej formalne niż w Polsce. Oprócz języka angielskiego, którym porozumiewałam się na co dzień, poznawałam język irlandzki (gaelicki). Co ciekawe, mimo  że prawie wszyscy mówią po angielsku, irlandzki jest pierwszym językiem urzędowym. W niektórych regionach, zwanych Gaeltacht, nadal używa się go na co dzień. 

Dużą rolę w życiu codziennym i szkolnym odgrywał sport. Popularne były nie tylko piłka nożna czy rugby, ale także tradycyjne irlandzkie dyscypliny, takie jak hurling czy futbol gaelicki. Po lekcjach były zajęcia sportowe organizowane przez Gaelic Athletic Association (organizację sportową),  podczas  których uprawialiśmy narodowe sporty irlandzkie, a same mecze przyciągały całe rodziny i budowały poczucie wspólnoty. 

Muzyka tradycyjna była czymś naturalnym – nie jako atrakcja, ale część codzienności. W wielu miejscach, szczególnie w centrum miasta muzycy się gromadzili i grali na skrzypcach, flecie czy bodhranie. Można było usłyszeć charakterystyczne melodie nie tylko  podczas lokalnych wydarzeń, ale i w zwyczajne dni.  Ważnym wydarzeniem każdego roku był Dzień Świętego Patryka. Całe miasto  zamieniało się wtedy w morze zieleni – ubrania, dekoracje, a nawet potrawy. Parady były kolorowe i pełne energii, a atmosfera przypominała wielkie narodowe święto. Wtedy nawet najbardziej poważny mieszkaniec Dublina nagle zamieniał się w prawdziwego fana zielonego kapelusza i wesołej muzyki. 

Jednym z moich ulubionych miejsc było nadmorskie Howth. Tam często jeździliśmy na rodzinne wycieczki. Można było zobaczyć foki w porcie, spacerować po klifach i obserwować latarnię morską. Howth słynie też z bardzo świeżych owoców morza – to jedno z miejsc, gdzie rybołówstwo wciąż ma duże znaczenie. Poza miastem krajobrazy były pełne owiec pasących się na zielonych wzgórzach. Jest to prawdziwy obraz irlandzkiej wsi, który do dziś zostaje w pamięci. 

Dorastanie w Dublinie dało mi coś więcej niż znajomość języka angielskiego. Nauczyło mnie otwartości, swobody w rozmowie i odwagi w poznawaniu nowych ludzi. Życie w mieście, które łączy tradycję z nowoczesnością, sprawiło, że od dziecka funkcjonowałam w międzynarodowym środowisku. Dziś wiem, że pierwszych dziesięć lat spędzonych w Irlandii miało ogromny wpływ na moją osobowość i sposób patrzenia na świat – i jestem za to doświadczenie naprawdę wdzięczna. 

Lena 

 

Grafika:

zdjęcia własne 

17 października 2026

Językowe potyczki

 

 Pomyśl, zanim  zadedykujesz!


(…) specjaliści od marketingu prześcigają się

z ofertami „dedykowanymi”  dla swoich klientów.

Najwyraźniej nie zdają sobie sprawy z tego,

że takie sformułowanie jest błędne.

Ta konstrukcja  zapożyczona została z języka angielskiego 

(„dedicated to”).

(Jerzy Bralczyk)


W ostatnim czasie naszych rodaków ogarnęło istne szaleństwo dedykowania. Nawet przeciętnie wyczulony na błędy językowe człowiek dostaje dreszczy, gdy słyszy o tym obcym  polszczyźnie dedykowaniu. I nic to, że już Mikołaj  Rej w zamierzchłych  czasach pisał o Polakach, iż swój język mają. Oni najwyraźniej wolą być papugą narodów, jak  uważał Juliusz Słowacki. Na płaszczyźnie językowej  zjawisko papugowania widać na przykładzie mnożących się niepoprawnych i niepotrzebnych kalek.

Dedykowanie w natarciu!  Zacznę  od językoznawcy Jana Miodka, który – podobnie jak  językoznawca Jerzy Bralczyk - walczy z  dedykowaniem  używanym  w niewłaściwym znaczeniu. Przytacza następujące przykłady: Do kontaktów z państwem została dedykowana pani taka a taka. W wagonie restauracyjnym serwujemy dania dedykowane w karcie.  Kupiłem śruby dedykowane do tego typu ścian. Pieniądze te będą dedykowane na budowę nowego obiektu. Mariusz Szczygieł (dziennikarz i pisarz) zauważył  i sfotografował  w warszawskiej galerii Arkadia taką oto informację: Przyjedź rowerem.  Skorzystaj  z parkingu dedykowanego dla rowerów. Express InterCity Premium  w ulotce „Specyfikacja i usługi” reklamuje się: W pierwszej klasie cały serwis prowadzony jest przez dedykowaną do obsługi pasażerów osobę. (…) każdy pasażer otrzyma poczęstunek: (…) z dedykowanego menu.  Kosmetyki Maya - sklep internetowy   zaprasza:  Zobacz wybrane DarmarSklep  zachęca: Pielęgnacja jasnych włosów - odkryj najlepsze szampony i kosmetyki dedykowane dla blondynek. Finis (oficjalny dystrybutor) wie, że  należy sięgnąć po dedykowane kosmetyki dla pływaków. MEBIN reklamuje swoje produkty:  Meble do apartamentów dedykowane specjalnie dla dużych przestrzeni. Castorama radzi: Postawiłeś na różnorodność upraw, koniecznie wybierz dedykowane podłoża. I jeszcze kusi:  Odkurzacze do liści są dedykowanymi urządzeniami dla każdego posiadacza ogrodu. Kolejna oferta chwyta za serce i pewnie ma wyłączyć rozum:  Twoje dziecko to skarb! W Biedronce produktom dedykowanym dzieciom poświęcamy szczególną uwagę. I tak można by przytaczać  liczne dedykacje, które zewsząd nas atakują i zaśmiecają  polszczyznę.

Najsmutniejsze jest jednak to, że wielu użytkowników języka bezmyślnie powiela tę błędną kalkę językową. W języku angielskim słowa „dedicate/ dedicated” mają  szersze znaczenie. Owo dedykowanie przejęli do polszczyzny informatycy, a potem – już  w niepoprawnym znaczeniu – marketingowcy. Przełożyli bezpośrednio (dosłownie, mechanicznie) konstrukcję „dedicated to” i tak się zaczęło szaleństwo błędnego dedykowania.  Dlaczego  błędnego? Ponieważ  imiesłów przymiotnikowy dedykowany NIE  znaczy: przeznaczony do, wyznaczony do, adresowany do, przygotowany w celu.  Jan Miodek przypomina: Dedykować  - to przecież „ofiarować, ofiarowywać, poświęcić, poświęcać komuś coś, np. wiersz, powieść, film”  (tę piosenkę dedykuję moim rodzicom). 

Post dedykuję  czytelnikom naszego bloga z nadzieją, że zawsze będą dążyć  do posługiwania się poprawną polszczyzną. Można  by  również poświęcić  go  różnym osobom  beztrosko wymyślającym dedykowane promocje, kanały dotarcia, infolinie, szkolenia, podróże oraz  inne dedykowane rzeczy. Istnieje jednak obawa, że oni nie zajrzą na blog szkolny, a poza tym – lepiej wiedzą i nikogo nie słuchają. Mam też przeczucie, że niełatwo będzie zatrzymać  szerzenie się niepoprawnych  form językowych. A wydawałoby się, że to takie proste - wystarczy pomyśleć.

Rectitudo

 

Grafika:

https://media.licdn.com/dms/image/C5612AQFZYoyo17AhoQ/article-cover_image-shrink_720_1280/0/1614687449682?e=2147483647&v=beta&t=RUp4EIBzwlMkkZd3qolShDDV7R3uZXvf-Rmqsez6qWU

https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t39.30808-6/387768492_865117978316905_7388588759976822515_n.jpg?stp=cp6_dst-jpg_p526x296&_nc_cat=104&ccb=1-7&_nc_sid=5614bc&_nc_ohc=Ivm7qFrYNnkAX-WGEKF&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=00_AfBGSjEnlV1bDaE6FV4XxuM0EBLMVkPQJqo5uuT3MgSjhA&oe=652B64A5

https://i2.wp.com/stopbykom.pl/wp-content/uploads/%C2%A9Ewa@stopbykom.pl-dedykacja-dedykowa%C4%87-stopb%C5%82%C4%99domj%C4%99zykowym-StopBykom-1390x929-1.png?fit=1390%2C928&ssl=1

10 października 2026

Literackie fascynacje

 

          Droga Królów


„Droga Królów”  to kawał świetnego fantasy (…)

Jego plusami są niesamowity świat, bohaterowie i dialogi.

(Kajman  zza okładki)


„Droga Królów”  to pierwszy tom serii „Archiwum Burzowego Światła” Brandona Sandersona, której akcja jest osadzona w  Cosmere  - fikcyjnym uniwersum literackim  stworzonym  przez  pisarza.  Książka  reprezentuje „high fantasy”. Wykreowany przez Sandersona świat całkiem mnie pochłonął. 

Planeta Roshar, na której rozgrywa się akcja książki,  nie jest podobna w żadnym stopniu do typowych światów fantastycznych. Elementem tego świata są arcyburze, ogromne cyklony, które pustoszą, ale też przynoszą burzowe światło - będące elementem napędzającym liczne mechanizmy (fabriale) oraz pełniące funkcje środka płatniczego. Ekosystem planety jest bardzo zróżnicowany: Rozdarte Równiny, płaskowyże bez życia, porozdzierane rozpadliny, targane arcyburzami.  Rośliny musiały przystosować się do trudnych warunków oraz kamienistego podłoża, dlatego wykształciły specjalne mechanizmy –zdolność do poruszania.  Zwierzęta również dostosowały się do niezwykłych warunków środowiskowych. Powstały chulle - ogromne, pancerne stworzenia z wieloma odnóżami, przypominające kraby. Wykorzystywane do ciągnięcia  platform i wozów. 

Magia na Rosharze występuje w trzech formach: Dusznikowania, Odpryków i Wiązań. Jest bardzo interesująco ujęta i zupełnie inna niż poznana dotąd.  Elementem magicznym Rosharu są tez spreny, rodzaj duchów przyrody. 

Rdzenni mieszkańcy planety Roshar  to Parshendi, którzy posiadają zdolność przybierania różnych form (np. wojennej, roboczej czy myśliwskiej) poprzez wchłanianie odpowiednich sprenów do swoich pancerzy.

Akcja pierwszego tomu – „Drogi Królów” - rozgrywa się głównie na Rozdartych Równinach, płaskowyżach, porozdzieranych przez rozpadliny, ale również w mieście-państwie Kharbranth.  Świat Roshar jest dręczony przez magiczne kataklizmy. Główny wątek to zazębiające się losy skazańca Kaladina, księcia dążącego do zjednoczenia królestwa oraz tajemniczego skrytobójcy, którzy muszą się zmierzyć z nadchodzącą  apokalipsą.

Bardzo ważnym bohaterem „Drogi Królów” oraz cyklu „Archiwum Burzowego Światła” Brandona Sandersona jest Kaladin. Kiedyś był chirurgiem, potem wstąpił do wojska, chcąc mieć lepsze życie. Zdradzony i niesprawiedliwie osądzony, został pozbawiony wolności i sprzedany do niewoli.  Trafił do armii arcyksięcia Sadeasa, gdzie  był  narażony na śmiertelne niebezpieczeństwa. Z  czasem wyszkolił własny oddział, stając się jego przywódcą. Odkrył w sobie zdolności bojowe i magiczne, powiązane z Odkrywcami Światła.

„Droga Królów”  to prolog do niezwykle  interesującej  sagi fantasy, przepełnionej zarówno epickimi bitwami i intrygami, jak i wewnętrzną walką bohaterów z własnymi słabościami i cieniami przeszłości.  

Kasia 

 

Grafika: 

https://i.ytimg.com/vi/cetmwJYB7-w/maxresdefault.jpg

https://static.wikia.nocookie.net/stormlightarchive/images/3/34/Map_roshar.jpg/revision/latest/scale-to-width-down/1000?cb=20130609204511

https://uploads.coppermind.net/thumb/The_Shattered_Plains_by_Nick_van_Kleef.jpg/621px-The_Shattered_Plains_by_Nick_van_Kleef.jpg

https://preview.redd.it/kaladin-syl-v0-dpl530zvsu731.jpg?width=1080&crop=smart&auto=webp&s=49b1a564c96da54a6251303391e89c75ec0aa0c6

3 października 2026

Moje hobby, mój świat

 

  Terrarystyka w domu


Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. 
  
(Antoine de Saint-Exupéry)

 

Terrarystyka to hobby, które przede wszystkim kojarzy się z egzotycznymi zwierzętami, takimi jak gekony (i inne jaszczurki), węże czy pająki. Dla wielu osób to zajęcie niezrozumiałe i budzące obawy.  „Nawet nie możesz tego pogłaskać”, „Przecież  to obrzydliwe” – mówią. Tymczasem terrarystyka to nie tylko kaprys albo chwilowa moda, lecz pasja wymagająca wiedzy oraz cierpliwości, której fundamentem  jest ogromna  odpowiedzialność. 

Opieka nad egzotycznym zwierzęciem  zaczyna się  na  długo przed jego nabyciem. Dlaczego?  Ponieważ  wzięcie do domu egzotycznego gada pod wpływem impulsu, bez przygotowania, często kończy się stresem, a przede wszystkim jego zaniedbaniem. Kluczowe jest zdobycie wiedzy o jego naturalnym środowisku, wymaganych warunkach (wilgotność, temperatura, wymiary  terrarium oraz jego zdobienie), diecie oraz długości życia. Na ogół gady są długowieczne, mogą żyć nawet kilkadziesiąt lat. Ich hodowanie jest więc nawet większym  zobowiązaniem  niż w przypadku zwierząt domowych, takich  jak pies czy kot.

Relacja z gadem nie polega  na przytulaniu czy spacerach, ale na zrozumieniu jego biologii i naturalnych zachowań. To zupełnie inny rodzaj więzi, który jest oparty na obserwacji i trosce o warunki życia. Właśnie dlatego tak ważne jest edukowanie się. Nieodpowiednia temperatura czy zbyt niska wilgotność mogą prowadzić do problemów zdrowotnych, takich jak trudności w linieniu czy odwodnienie. Terrarium -  jako miejsce zamieszkania gada - to nie tylko dekoracja, a cały mikroekosystem, który musi odpowiadać wymaganiom lokatora. Wszystko ma znaczenie dla zdrowia zwierzęcia. 

Od pół roku mam przyjemność opiekować się gekonem orzęsionym (Correlophus ciliatus). Ten ciekawy gatunek pochodzący z Nowej Kaledonii, był uznany za wymarły przez ponad 100 lat.  Zmieniło się to dopiero w 1994 roku, gdy ponownie go zauważono. Gekon ma zdolność kamuflażu, upodabnia się do otoczenia (do kolorów i kształtów- drzew  i innych roślin). „Rzęsy” na jego żuchwie i bokach ciała spłaszczają się na powierzchni, zasłaniając  kontury ciała. Gekon  jest łagodny, aktywny głównie nocą. Swoją nazwę zawdzięcza „rzęsom” biegnącym od oczu wzdłuż grzbietu. Wspina się dzięki specjalnym blaszkom czepnym na palcach, pokrytym milionami mikroskopijnych włosków, które pozwalają na przywieranie do gładkich powierzchni, takich jak szkło. Gekon nie posiada natomiast powiek, więc zamiast mrugać, używa  długiego, mięsistego języka do czyszczenia i nawilżania powierzchni oczu. Brak powiek oznacza, że  jego oczy są otwarte nawet podczas snu. Gdy widzę  go z rana, jak się we mnie wpatruje, nigdy nie wiem czy faktycznie śpi. 

Jak się opiekować gekonem orzęsionym? Wymaga on stałej wilgotności (około 60–80%), regularnego zraszania terrarium rano i wieczorem, odpowiedniej diety opartej na specjalnych papkach, które składają się z różnych mieszanek owadów, owoców i potrzebnych suplementów, szczególnie wapnia. Sugerowane jest również dokarmianie  go żywymi owadami, na przykład  świerszczami  czy karaczanami  dubia. Mój gekon jednak zdecydowanie woli papkę, którą wystarczy tylko zmieszać z wodą.  Najciekawsze  jest to, że je on wyłącznie z palca. Nie jest zainteresowany pożywieniem zostawionym mu w misce.  Podaję mu więc niewielką ilość pokarmu na opuszku palca,  którą on zlizuje. Zawsze odbywa się to bez pośpiechu, w ciszy, bez gwałtownych ruchów.

Kontakt fizyczny z gekonem wymaga szczególnej odpowiedzialności i ostrożności. Gady nie są zwierzętami „do głaskania” jak psy czy koty. Zbyt częste branie ich na ręce może powodować u nich stres. Jeśli już decyduję się wziąć go na dłoń, robię to spokojnie, pozwalając mu samodzielnie wejść na rękę. Nigdy nie chwytam go od góry, gdyż w naturze taki ruch kojarzy się z drapieżnikiem. Trzeba też uważać na ogon. Choć gekon orzęsiony rzadko go odrzuca, w sytuacji silnego stresu może to zrobić. To naturalny mechanizm obronny i oznacza, że zwierzę czuło zagrożenie, więc była to forma obrony. Bardzo ważna jest także higiena. Przed kontaktem z gekonem należy umyć ręce, po kontakcie – również.  Należy pamiętać, że skóra gadów jest wrażliwa na chemikalia czy resztki kosmetyków.

Terrarystyka od niedawna stała się moim hobby i jest dla mnie niesamowicie fascynująca. Bardzo lubię obserwować, jak mój gekon porusza się po gałęziach, skacze i zmienia kolory w zależności od nastroju czy temperatury.  Zdarza się to często -  z rana zawsze jego ubarwienie różni się od wieczornego. Lubię też karmić moje zwierzątko. Przy tym nie zapominam, że wzięłam za nie odpowiedzialność.

Natalia

 

Grafika:

własne zdjęcia