26 września 2026

Kącik motywacji

 

                Wśród zieleni

 

Cała ta zieleń na naszej planecie

jest po prostu niesamowita, no nie?

(...) Robimy wszystko, by się jej pozbyć,

a tymczasem w niektórych sytuacjach tylko ona może nas ocalić.

(Patrick Ness)


W dzisiejszych czasach, gdy większość dnia spędzamy w szkolnych ławkach, przed komputerami czy smartfonami, coraz bardziej potrzebujemy chwili wytchnienia na świeżym powietrzu. Nie chodzi tu tylko o przerwę między lekcjami – kontakt z naturą ma ogromny wpływ na naszą kondycję fizyczną, samopoczucie i motywację do nauki. 

Zamiast spotkań na boisku, wspólnych wyjść do parku czy jazdy na rowerze, wielu nastolatków wybiera wideorozmowy, czaty i aplikacje, które mają zastępować bezpośrednie relacje. Choć technologia daje nam ogromne możliwości i pozwala na kontakt z rówieśnikami niezależnie od miejsca, trudno nie zauważyć, że jednocześnie odbiera nam coś bardzo cennego – autentyczne przeżycia, bliskość natury i radość z bycia razem.

Jeszcze kilkanaście lat temu codziennym widokiem były grupy dzieci i młodzieży bawiące się na podwórkach, boiskach czy w parkach. Dziś takie sceny zdarzają się coraz rzadziej. Czas spędzany na świeżym powietrzu ustępuje miejsca godzinom spędzanym przed ekranem. Zmienia się styl życia, sposób budowania relacji i to, jak odpoczywamy. Coraz częściej, zamiast oderwać się od nauki czy obowiązków poprzez ruch na dworze, wybieramy bierny odpoczynek w domu, który – choć wygodny – nie przynosi naszemu ciału i umysłowi tylu korzyści, co naturalna aktywność na świeżym powietrzu. Już krótki, trwający kilkanaście lub kilkadziesiąt minut spacer,  gra w piłkę czy jazda na rowerze poprawiają ukrwienie organizmu i dotleniają mózg, co przekłada się na lepszą koncentrację,  łatwiejsze  zapamiętywanie materiału oraz  szybsze przyswajanie nowych informacji. Dowiedziono, że na przykład 50- minutowy spacer w parku znacznie poprawia samopoczucie osób chorych na depresję. 

Kontakt z naturą redukuje też kortyzol – hormon stresu o około 16% w porównaniu z aktywnością na mieście, co również potwierdziły badania naukowe. Dzięki temu kilkunastominutowy pobyt wśród zieleni uspokaja nerwy, zmniejsza poziom stresu, a także reguluje ciśnienie krwi i poprawia  działanie układu odpornościowego. Spacerując wśród drzew, nie tylko uspokajamy swoje myśli, ale też wzmacniamy organizm, poprawiamy jakość snu i zwiększamy odporność na infekcje. 

Świeże powietrze to także naturalne źródło energii. Ruch na zewnątrz poprawia krążenie, dotlenia mózg i całe ciało, dzięki czemu czujemy się bardziej wypoczęci, skoncentrowani i gotowi do działania. Światło słoneczne wpływa na produkcję witaminy D, która jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania układu kostnego i odpornościowego, a także wpływa na nasz nastrój. Zbyt długie przebywanie w zamkniętych pomieszczeniach, zwłaszcza przy sztucznym oświetleniu, może prowadzić do osłabienia koncentracji, spadku energii, a nawet do zaburzeń nastroju, takich jak tzw. depresja sezonowa. 

Oprócz zdrowotnych korzyści, przebywanie na zewnątrz rozwija nas także emocjonalnie i społecznie. Spotkania z przyjaciółmi na łonie natury są okazją do wspólnych rozmów, śmiechu, zabawy, budowania relacji i przeżywania prawdziwych emocji. W świecie, w którym coraz częściej komunikujemy się za pomocą emotikonów i skrótów, bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem staje się wyjątkowo cenny. Rozmowa podczas spaceru, śmiech przy ognisku czy wspólna wędrówka leśną ścieżką to doświadczenia, których nie zastąpi żadna aplikacja. 
 
Warto więc chociaż na chwilę oderwać się od ekranu i wyjść na zewnątrz – nie po to, by zrobić zdjęcie na Instagram, ale po to, by naprawdę poczuć wiatr na twarzy, usłyszeć śpiew ptaków i zobaczyć, jak zmienia się świat wokół nas. Choć żyjemy w innej rzeczywistości niż nasze babcie i dziadkowie, nasze potrzeby wciąż pozostają takie same - świeżego powietrza, ruchu, przestrzeni i prawdziwych więzi z ludźmi. W cyfrowym świecie pełnym powiadomień, lajków i filmików, to właśnie natura może stać się naszą codzienną ucieczką, źródłem spokoju i równowagi. Bo choć wszystko się zmienia, świeże powietrze i kontakt z przyrodą wciąż mają tę samą, niepowtarzalną moc. 

Karolina  

 

Grafika:

https://img.economyup.it/wp-content/uploads/2021/04/giornata_mondiale_terra_577651336.jpeg

https://swps.pl/images/CENTRUM-PRASOWE/foto/natura.webp

19 września 2026

Oglądamy filmy

 

 O dzieciach, chorobie i lekarce


To opowieść o dzieciach, które dorastały w cieniu huty ołowiu.

O chorobie, którą długo ignorowano.

I o lekarce, która miała odwagę powiedzieć prawdę (…)

(Grzegorz Więzik)


Od początku lutego można oglądać na Netfliksie  serial  „Ołowiane dzieci”, nawiązujący do dramatycznych i przemilczanych wydarzeń rozgrywających się na Górnym Śląsku w latach 70. XX wieku. Do tragedii zdrowotnej setek dzieci, spowodowanej obecnością ołowiu w glebie  i  powietrzu, który zatruwał ich organizmy. Film opowiada też o lekarce, która miała odwagę bronić chore dzieci oraz przeciwstawić się władzom PRL-u.

Ołów nie zabijał szybko, lecz powoli znakował swoje ofiary. Dzieci z Szopienic miały sine dziąsła, jakby piły atrament, a ich krew pod mikroskopem wyglądała na nakrapianą toksycznym pyłem. Do gabinetu doktor Jolanty Wadowskiej- Król  trafiało bardzo dużo dzieci z silnymi bólami brzucha, anemią, przewlekłym osłabieniem, problemami z koncentracją i opóźnieniami rozwojowymi. Ołów, bardzo groźny dla rozwijającego się organizmu, powodował również trwałe uszkodzenia układu nerwowego. Szczegółowe badania były  alarmujące – zbyt duża zawartość ołowiu we krwi. Źródłem zatrucia okazała się działalność Huty Metali Nieżelaznych „Szopienice”. W latach 70. XX wieku – w okresie peerelowskiej propagandy sukcesu - wielkie zakłady produkcyjne były symbolem rozwoju i siły gospodarki. Wszelkie  niepochlebne opinie uznawano za działanie przeciwko interesowi państwa. Nie można było nagłośnić problemu, ponieważ  nie istniały niezależne media  ani  nie było swobodnej debaty publicznej.

W takich realiach ujawnienie prawdy wymagało odwagi cywilnej, na którą się zdobyła doktor Wadowska-Król. Mimo nacisków i trudności, konsekwentnie walczyła o swoich pacjentów. Doprowadziła do przebadania tysięcy dzieci, organizowała ich hospitalizację oraz starała się o wysiedlenie rodzin z najbardziej skażonych terenów. Jej działania  wynikały z  lekarskiego obowiązku, lecz były odbierane  przez władze jako akt sprzeciwu wobec  racji stanu. Minęło wiele lat, zanim postawę lekarki zaczęto oceniać jako symbol odpowiedzialności i niezłomności.

Serial „Ołowiane dzieci”  budzi silne emocje, gdyż  pokazuje życie młodych ludzi dorastających w  trudnych warunkach. Już od pierwszego odcinka widać, że nie jest to zwykła historia o nastolatkach, tylko opowieść o problemach, z jakimi muszą się mierzyć każdego dnia. Film skupia się na grupie młodych bohaterów, którzy żyją w świecie pełnym przemocy, braku zrozumienia i trudnych wyborów. Tytuł  odnosi się nie tylko do ołowiu zatruwającego dziecięce organizmy, ale również  do  dzieciństwa „ciężkiego”  jak ołów.

Reżyserem „Ołowianych dzieci” jest Maciej Pieprzyca. W roli doktor Wadowskiej –Król występuje Joanna Kulig, a partnerują  jej  świetni   aktorzy: Kinga Preis, Agata Kulesza, Michał Żurawski, Marian Dziędziel  i  Zbigniew Zamachowski.  Co mi się podobało w filmie? Po pierwsze, realistyczne ukazanie postaci,  które nie są idealne - popełniają błędy, czasem podejmują złe decyzje, ale dzięki temu wydają się prawdziwe. Po drugie, gra aktorów, w mistrzowski sposób oddających  różnorodne emocje. Dużym plusem serialu jest także klimat – mroczne, pełne napięcia  sceny,  podkreślane muzyką.

Warto obejrzeć „Ołowiane dzieci”, szczególnie jeśli ktoś lubi historie oparte na prawdziwych problemach społecznych. Opowiedziana historia uczy empatii i pokazuje, że nie każdy ma w życiu łatwy start. Ostrzegam jednak, że to nie jest łatwy serial –smutny i zmuszający do refleksji.

Gabriela


Grafika:

https://cdn01.donald.pl/filer_public/c6/c6/c6c6e40a-9f68-4b19-b522-698a0f99a307/zajawki_donald_-_2026-02-21t121143495.jpg

https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTQAEdhq323FsFN0Y48do5oT-jIPQfM7uLqEA&s

12 września 2026

Myśli o wychowaniu


Czy szkoła przygotowuje do życia? 

Celem szkoły jest zastąpienie pustego umysłu otwartym.

(Malcolm  S. Forbes)


Kiedy myślę o czasie spędzonym w szkole, widzę godziny lekcji poświęcone na naukę czytania, pisania, matematyki, przedmiotów ścisłych czy historii i geografii. To ważne – nikt tego nie kwestionuje. Ale czy to wystarcza, żeby poradzić sobie w dorosłym życiu? Czy szkoła naprawdę przygotowuje nas do wyzwań i zagrożeń otaczającego świata? Często zadaję sobie te pytania. I wiem, że nie jestem sama – wielu moich rówieśników myśli podobnie. Najnowszy raport „Stan Młodych 2025” przynosi raczej przygnębiające wnioski: polska szkoła jest przestarzała, nudna i nieprzygotowująca do życia. Ponad połowa osób w wieku 18–29 lat (55%) uważa ją za przestarzałą, prawie 40% twierdzi, że jest nudna, a niemal co czwarty badany mówi wprost – szkoła bywa dyskryminująca i nieprzyjazna. Tylko 19% młodych ludzi uważa, że szkoła dobrze przygotowała ich do dorosłości. Aż 62% jest odmiennego zdania.

Uczymy się, przygotowujemy do lekcji, odrabiamy prace domowe, zapamiętujemy duże partie materiału, dowiadujemy się, że systematyczna praca przynosi korzyści - pozytywne oceny. Tylko jedna trzecia uczniów zgadza się ze stwierdzeniem, że szkoła uczy krytycznego myślenia i samodzielnego szukania odpowiedzi. Nasza edukacja opiera się na nauce pamięciowej, sprawdzaniu, testowaniu i ocenianiu. Oceny, nawet jeżeli odzwierciedlają faktyczną wiedzę, niewiele mówią o innych umiejętnościach, takich jak komunikacja, słuchanie, rozmawianie, argumentacja, praca zespołowa, empatia. To bardzo ważne, bo czas nauki szkolnej przypada na okres naszego dorastania, dojrzewania i poznawania samych siebie. 

Niespełna połowa zapytanych uważa, że szkoła pomaga rozwijać umiejętności współpracy i budowania relacji, ale 32 % ma inne zdanie. Tymczasem właśnie one są kluczowe w codziennych relacjach międzyludzkich, więc szkoła mogłaby również przygotować nas do budowania zdrowych relacji – zarówno w przyszłej rodzinie, jak i w pracy. Inteligencja emocjonalna jest równie ważna, co wiedza książkowa. Umiejętność radzenia sobie z krytyką, stresem, czy trudnymi emocjami, to coś, czego uczymy się samodzielnie, a przecież można by zacząć ten proces już w szkole.

Uważam, że edukacja to przywilej. A jednak dla wielu uczniów brzmi jak obowiązek, który trzeba „odklepać”. A przecież szkoła mogłaby  być czymś więcej – miejscem, które nie tylko przekazuje wiedzę, ale i wspiera rozwój, uczy, samodzielności, odwagi. Przecież życie to nie tylko daty, wzory i definicje – to emocje, wybory, relacje i odpowiedzialność. W polskich szkołach wciąż za mało mówi się o zdrowiu – fizycznym i psychicznym, edukacji seksualnej i obywatelskiej. Niewystarczająca jest edukacja w zakresie zagrożeń cyfrowych, szczególnie dziś, w erze fake newsów, treści wytworzonych przez sztuczną inteligencję oraz deepfakeów. W czasach gdy rynek pracy zmienia się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, wiele zawodów znika z rynku pracy, pojawiają się nowe, zwłaszcza w obszarze technologii i cyfryzacji, pracodawcy szukają już nie tylko ludzi z dyplomami, którzy potrafią się uczyć, ale tych, którzy szybko dostosowują się do nowych warunków, rozwiązują problemy i efektywnie się komunikują.

Spójrzmy na fiński system edukacji – jeden z najlepiej ocenianych na świecie. Tam uczniowie mają krótsze dni nauki, mniej prac domowych, a nauczyciele cieszą się dużym zaufaniem i swobodą. Programy są elastyczne, a szkoła skupia się na rozwoju samodzielności, kreatywności i współpracy. Testy i egzaminy schodzą na dalszy plan – ważniejsze jest dobro ucznia i jego wewnętrzna motywacja. I mimo takiego podejścia, uczniowie w Finlandii osiągają świetne wyniki. Moim zdaniem to podejście jest zdecydowanie lepsze, bo szkoła powinna stawiać na rozwój młodego człowieka – nie tylko jego wiedzę, ale też zainteresowania i pasje. W fińskim modelu widać szacunek do ucznia i zrozumienie, że każdy uczy się inaczej, w swoim tempie, zgodnie z posiadającymi zdolnościami – a to daje o wiele większe szanse na odniesienie sukcesu.

Powrót do czteroletniego liceum, nowa podstawa programowa, więcej godzin lekcyjnych – w praktyce przyniosły przeładowane szkoły, przemęczonych uczniów i przeciążonych nauczycieli. Potrzebujemy zmian – mądrych, przemyślanych i nastawionych na człowieka, nie tylko na wyniki. 

Alicja


Grafika:

https://static.vecteezy.com/system/resources/previews/001/972/203/large_2x/human-brain-intelligence-and-creativity-cartoons-free-vector.jpg

https://img.freepik.com/darmowe-wektory/ilustracja-open-book-education_1284-9920.jpg?semt=ais_hybrid&w=740

https://img.freepik.com/premium-photo/stressed-student-cartoon-image_776894-191886.jpg?w=360

5 września 2026

Co w trawie piszczy?



                  Nasz blog




Jest to blog

mający ogromne walory wychowawcze i dydaktyczne [..]

(Anita Garbat)


Dzień dobry w nowym roku szkolnym J. Wracamy po wakacjach z nowymi siłami do pisania tekstów i dzielenia się przemyśleniami, wiedzą, emocjami. Liczymy na wiernych czytelników, ale także ciekawi jesteśmy nowych, zwłaszcza pierwszoklasistów. W tym roku szkolnym w klasach pierwszych mamy rekordową liczbę 305 uczniów! Dla nich przede wszystkim kilka słów
o idei szkolnego bloga.

Działamy od 22 września 2012 roku. Od początku byliśmy i jesteśmy grupą ludzi otwartych na świat, chętnych do dzielenia się swoimi zainteresowaniami i pragnącymi zmierzyć się z niełatwą materią języka pisanego. Stosownie do różnorakich pasji uczniowskich, wyodrębniliśmy na blogu kilka rubryk tematycznych. Tak więc możemy powiedzieć, że podróżujemy, przybliżamy fakty historyczne, motywujemy do działania, wychowujemy, mobilizujemy  do czytania książek  oraz poprawnego posługiwania się polszczyzną. Zapraszamy do spotkania ze sztuką, a także informujemy o tym, co ciekawego piszczy w trawie.

Do tej pory wspólnymi siłami napisaliśmy 1001  postów, pod którymi mamy 29,9 tysięcy komentarzy. Poczytujemy sobie to za sukces, zwłaszcza że  tworzyli je nie tylko uczniowie klas humanistycznych, ale też matematyczno- fizycznych, informatycznych, biologiczno-chemicznych. Jak widać, pisać potrafi  każdy, kto ma dar komunikacji oraz wyrażania myśli i emocji. Można nas znaleźć pod logo: „Oficjalny blog uczniów I Liceum Ogólnokształcącego  im. Jana Zamoyskiego w Zamościu”.

Od początku dużo uwagi poświęcamy  zagadnieniom poprawnej  polszczyzny, które wydają się nam szczególnie ważne, a zamieszczamy  je  w rubryce „Językowe potyczki”. Nie tylko zachęcamy do bezbłędnego mówienia i pisania, ale również w tym pomagamy, wyjaśniając różne kwestie gramatyczne. Od czasu do czasu przecież każdy z nas ma wątpliwości językowe, niepewność nie jest jednak powodem do wstydu, jeśli  szuka się pomocy w stosownych poradnikach. Znacznie gorzej, gdy człowiek nie chce się uczyć i bezrefleksyjnie kaleczy język. Tłumaczymy, że dobra znajomość języka ojczystego powinna być podstawową umiejętnością wykształconego człowieka, a jego niedostateczna znajomość - kompromituje.

W ostatnim czasie  sygnalizowaliśmy  niepokojące zjawisko (powszechne wśród młodzieży) – zanikanie biernika (kogo? co?)  na rzecz dopełniacza.  Nagminne są  formy dopełniaczowe (kogo? czego?):  czekam na e-maila (pot. mejla),  dostałam esemesa, wysłałam posta, weszłam na bloga (fotobloga), kupiłam laptopa, zamiast  poprawnych  biernikowych: czekam na e- mail (pot. mejl), dostałam esemes, wysłałam post, weszłam na blog (fotoblog), kupiłam laptop. Istny dopełniaczowy obłęd, który owładnął wszystkimi – wykształconymi i niewykształconymi. Nie godzimy się na przenikanie form potocznych do oficjalnej polszczyzny.

Pisaliśmy również, że język ulega degradacji - charakteryzuje się ubogim zasobem słownictwa, prostactwem i brutalizacją. Jest brzydki  nie tylko pod względem estetycznym, ale również etycznym. Wyrazy nacechowanie negatywnie - przekleństwa, złorzeczenia i wyzwiska wiążą się ze złą energią, ponieważ ich celem jest upokorzenie lub niszczenie innych. A przecież słowami można też wyrazić sympatię i dowartościować. Ubolewamy, że nastąpiła degrengolada języka i polecamy wszelkie kampanie promujące piękną polszczyznę. Również tę pod hasłem:  „Ty mówisz - ja czuję. Dobre słowo - lepszy świat”.

Nasz blog ma „ogromne walory  dydaktyczne” – zauważyła dr Anita Garbat, pracownica naukowa Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. I tak jest rzeczywiście! Jest on  źródłem  wiedzy o literaturze  polskiej i światowej: różnych epokach, nurtach,  kierunkach filozoficznych, utworach literackich  oraz ich twórcach. Autorzy postów  proponują interpretację  wybitnych dzieł plastycznych, teatralnych i filmowych. Przypominają  i objaśniają ważne wydarzenia historyczne. Bardzo wiele artykułów na blogu to pokłosie pracy na lekcjach języka polskiego, ale też one są pomocą naukową dla kolejnych roczników naszych uczniów. Można je znaleźć w rubrykach: „Literackie fascynacje”, „Spotkanie ze sztuką”, „Oglądamy filmy”, „Kącik młodego historyka” oraz „Przeczytane, przemyślane, skomentowane”.

Dr Anita Garbat  podkreśliła także, że nasz blog ma „ogromne walory  wychowawcze”,  z czego jesteśmy bardzo dumni, ponieważ  dbamy o to, nie tylko w rubrykach „Myśli o wychowaniu” i „Kącik motywacji”. 

Czy warto tworzyć blog?  Zdecydowanie tak! Pisanie  postów rozwija ich autorów – zmusza do czytania, poszerzania wiedzy oraz doskonalenia umiejętności literacko - językowych. Czytanie postów i ich mądre komentowanie również doskonali te kompetencje.

Ruszajmy zatem w tę drogę! Zapraszamy co sobotę do czytania nowych postów i korzystania z bogactwa już opublikowanych.

Blogerka

 

Grafika:

http://1lo.com.pl/img/blogban.jpg

https://png.pngtree.com/png-clipart/20240514/original/pngtree-cute-thinking-emoji-png-image_15086037.png

https://us.123rf.com/450wm/kongvector/kongvector1902/kongvector190205306/124931109-student-with-book-cyamblas-miniature-in-the-cartoon-shape-vector-illustration.jpg?ver=6