17 marca 2016

Przeczytane, przemyślane, skomentowane


        
          Szczęście, tak cię zwą…


   Zamiast tłumić uczucia negatywne,
 tak jak zostaliśmy tego nauczeni,  
powinniśmy się im przyglądać
 i zgodzić się na to, że istnieją.
                                                                                             (Richard Rohr)

 
Włączam komputer. Klikam  na hasło szczęście i już mam gotowe  recepty:  Zmień swoje nastawienie, a będziesz szczęśliwy. Szczęście to wybór.  Wszyscy wokół – nieproszeni o radę -  mówią mi,  jak powinnam żyć, abym ciągle była  szczęśliwa. Media zalane są pozytywnymi treściami i optymistycznymi hasełkami, które mają mi zagwarantować spokój i pogodę ducha. Z  łatwością mogę  znaleźć wiele porad dotyczących drogi do szczęścia.

Często - niestety - nie jesteśmy świadomi tego, że szczęście, do którego w ten sposób dążymy, to tylko ułuda, pozorna i nietrwała. Coraz  bardziej zamykamy się na to, co autentyczne. Jeśli słyszymy o głodzie, wojnach, chorobach czy innych nieszczęściach, wzruszamy się przez chwilę, po czym szybko uciekamy do jakiegoś "lżejszego" tematu, bo tak wygodniej.  Żyjemy w czasach, w których liczy się radość i satysfakcja – keep smiling ponad wszystko i wbrew wszystkiemu.  Przyznaje się nam jedynie prawo do smutku, jeśli zmarła bliska nam osoba lub właśnie usłyszeliśmy od lekarza, że cierpimy na poważną chorobę. Taki smutek nie wymaga dodatkowych wyjaśnień, stanowi bowiem zrozumiałą reakcję na zdarzenia.  Ale i tu każe się nam pozytywnie myśleć, jakby  dobre było tylko to,  co przyjemne.  Zaczynamy ufać przesłodzonym frazesom, oprawionym w ramki i równocześnie zapominamy, czym jest prawdziwa mądrość. Tworzymy wokół siebie utopię, w której wszystko musi być idealne, nie ma tam miejsca na błędy, a przeszkody należy pomijać,  zamiast pokonywać. Agnieszka Graff – polska pisarka i publicystka – twierdzi, że wpajanie samych pozytywnych emocji jest odrzuceniem części ludzkiej osobowości.  Ta nieustanna afirmacja wyklucza coś, co sobie cenię i w sobie, i w innych - niezgodę na świat, niezgodę na niesprawiedliwość. (…). Uciekamy przed normalnym życiem, które niesie ze sobą zarówno radość, jak i smutek.
  
Jan Twardowski w swojej  Odzie do rozpaczy  również podkreśla, że w życiu człowieka potrzebne są wszystkie uczucia: szczęście i radość, ale też zaduma i cierpienie. Niech tekst wiersza mówi sam: Biedna rozpaczy/uczciwy potworze /strasznie ci tu dokuczają/ moraliści podstawiają nogę/ asceci kopią/ lekarze przepisują proszki żebyś sobie poszła/ nazywają cię grzechem/ a przecież bez ciebie/ byłbym stale uśmiechnięty jak prosię w deszcz/ wpadałbym w cielęcy zachwyt/ nieludzki/ okropny jak sztuka bez człowieka/ niedorosły przed śmiercią/ sam obok siebie. Ksiądz Twardowski zauważa, że rozpacz  traktowana   jest przez ludzi jak uczucie niepotrzebne. Już sam tytuł Oda do rozpaczy jawi się jako paradoks. Oda jest pieśnią pochwalną, uroczystą, która odnosi się do ważnej dla nas wartości: wybitnej postaci, niezwykłego czynu.  W utworze natomiast , rozpacz  jest zbędnym ciężarem . Mimo że rozpacz  jest potrzebna, gdyż stanowi część  życia,  ludzie wciąż od niej uciekają , chcą się jej pozbyć. Lekarze przepisują środki, żebyś sobie poszła – pisze poeta. Cierpienie i ból są wartościami, których nie da się wyeliminować z ludzkiego życia. O tym, że warto stawić im czoła, mówi  także fragment wypowiedzi Agnieszki Graff . W życiu jednostki  i w życiu zbiorowości dzieją się rzeczy bolesne, przerażające, okropne. I może warto się z nimi zmierzyć inaczej niż przez optymistyczne machnięcie ręką.

Kim byłby człowiek bez cierpienia czy rozpaczy?  Byłby stale uśmiechnięty jak prosię w deszcz  - stwierdza Jan Twardowski. I dalej pisze, że człowiek byłby  niedorosły przed śmiercią (…). Byłby więc niepełny, niedojrzały, nierozumiejący istoty życia. Nie doceniałby wartości  szczęścia, gdyby nie rozpacz. Smutek jest czymś odróżniającym nas, ludzi, od zwierząt, gdyż dzięki  niemu  potrafimy  odkryć własną wartość. Podejście zaproponowane przez Twardowskiego jest pełne nadziei i optymizmu, ale zarazem bardzo trudne, gdyż wymaga  głębokiej refleksji oraz akceptacji wszelkich przejawów życia.

Podobnie przedstawia problem Adam Mickiewicz w Dziadów cz. II, wyrażając poglądy ludu. Józio i Rózia - dwoje dzieci -  nie mogą przekroczyć bram niebios, ponieważ za życia obce im były cierpienia, nieszczęścia i trudy codzienności. Ziemia była dla nich beztroskim rajem.  Winą bohaterów jest więc zbytek słodyczy  i nieznajomość prawdy istnienia. Karą za to są  ciągle dręcząca ich nuda i trwoga oraz brak możliwości pójścia do nieba. Jedyne, o co proszą, to dwa ziarnka gorczycy, które mają stanowić namiastkę goryczy życia. 

My także często zachowujemy się jak te dzieci. Chcemy, żeby nasze życie było pozytywne, czyli pozbawione zmartwień i problemów, beztroskie i łatwe. Kroczymy po ziemi tak, jakby nie działała na nas siłą ciążenia. To piękna bajka, ale  kiedyś musimy się zmierzyć z rzeczywistością, tylko  czy wtedy starczy nam sił? Mody przemijają , na przesadny optymizm również, a prawdziwa mądrość nigdy.
Żadne podręczniki nie  pomogą nam w osiągnięciu szczęścia. To ślepa uliczka, prowadząca donikąd. Prawdziwego szczęścia nie można kupić, wyćwiczyć, wymyślić, zaplanować, ono przychodzi nieoczekiwanie. Nie  powinno być celem samym w sobie i  nie  trzeba za nim gonić ani wciąż na niego czekać ze strachem, że je przeoczymy. Doskonale tę myśl oddają słowa Anthony'ego de Mello: Szczęście jest motylem: próbuj je złapać, a odleci. Usiądź w spokoju, a ono spocznie na twoim ramieniu.
Tymczasem osaczają nas  wokół recepty  na szczęście  oraz  kuszą łatwymi do spełnienia obietnicami. Zalecają  stworzenie idealnego obrazu własnej osoby i całkowite wyparcie wszelkich negatywnych myśli. Psycholog kliniczny i psychoterapeuta Gunter Scheich w swojej książce Pozytywne myślenie. Czy może szkodzić twierdzi, iż ten kult optymizmu zaleca tłumienie negatywnych emocji, ignorowanie problemów, bagatelizowanie stanu zdrowia i każe traktować sukces (rozumiany jako życie w absolutnej harmonii, szczęściu i bogactwie) jako najwyższe dobro. W książce opisane są również losy ludzi, których przesadny optymizm doprowadził do depresji. Tłumienie własnych uczuć  musi się skończyć depresją. Sam autor mówi:  wszelkie emocje pozytywne i negatywne są tak samo ważne. Próby manipulowania naturalnym stanem uczuć oraz wyłącznie pozytywne myślenie i odczuwanie powodują, że zaprzecza się istnieniu ważnych niekiedy niezbędnych do życia cech osobowości. Tak więc dawkujmy z umiarem  pozytywne myślenie. Przywoływana już przeze mnie Agnieszka Graff pisze: Ja nie chcę z uśmiechem na ustach wygrywać kolejnych etapów wyścigu, ja się chcę konfrontować z tym, że wokół dzieją się dobre i złe rzeczy.

Jeśli więc chcemy coś zmienić, powinniśmy najpierw zrozumieć, co znaczy określenie pozytywnie. Pozytywne są przeszkody, w których pokonanie musimy włożyć wysiłek, błędy, które uczą na przyszłość, wydarzenia zmuszające do zmiany na lepsze. Pozytywny jest śmiech, ale  dobre też są łzy. Pozytywne jest myślenie, które pcha naprzód. Pozytywne jest nasze życie z całym zestawem swoich wad i zalet, dzięki którym jest ciekawie i autentycznie.

Sandra

Grafika:
http://m.mamadu.pl/7f8a54eda3177f066dde3c4c2848905c,640,0,0,0.jpg
https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQTKNTqZRUnfpe5UI3HxAyqta2WCXM_0DEcxS1hB314gJsdDj6s0Q
http://demotywatory.pl//uploads/201107/1310821411_by_gumii95_600.jpg