12 stycznia 2015

Spotkanie ze sztuką

 
   Renesansowe tajemnice


 
A ona, a ona nie mówi nic.
Jej uśmiech, ten uśmiech –
Czy ze mnie drwi?
                                                             (Krzysztof Dzikowski)                                            
 
Leonardo da Vinci namalował obraz ,,Mona Liza” w latach 1503- 1506. Na pierwszym planie widać postać kobiety od połowy tułowia. Kobieta jest ubrana w skromną suknię, ma nieufryzowane włosy.  Jej ręce są złożone, oczy  patrzą prawie wprost na widza.  Ma delikatne brwi i  niewielkie usta, zaokrąglone kształty ciała. Na  drugim planie znajduje się górski, skalisty krajobraz, niemal baśniowy – jakby spowity mgłą.  To skutek techniki sfumato, doprowadzonej do perfekcji przez Leonarda da Vinci. Technika ta polegała na łagodnych przejściach z partii ciemnych do jasnych, dających mgliste, "miękkie" efekty kolorystyczne. Sfumato sprawia, że między postacią kobiety a krajobrazem nie ma kontrastu – delikatny uśmiech i dalekie tło harmonizują ze sobą. Rozproszony światłocień pory przedwieczornej oraz sfumato stapiają barwy i odległości, a także niwelują ostre kontury i modelują kształty. Leonardo da Vinci wydobył renesansową harmonię człowieka i natury.  

Dzięki  technice sfumato kobieta ma zagadkowy i tajemniczy uśmiech, wyrażający jej zamyślenie, ale też uwagę. Zauważono, że uśmiech Mony Lizy staje się wyraźniejszy, gdy  widz  patrzy jej w oczy, wydaje się natomiast znikać po zwróceniu wzroku bezpośrednio na usta.  Intrygujący uśmiech Giocondy od dawna jest tematem wielu debat i do tej pory nie wiadomo, co miał oznaczać. Hipotezy mówią o ukrywającym się za tym uśmiechem stanie błogosławionym Mony Lizy, cechach boskich tej dwudziestoparoletniej dziewczyny czy wyrazie dumy bądź antycznej harmonii. Dzięki tej nieokreśloności odbiorca może sobie pozwolić na dowolną interpretację. Jacek Buszyński pisze, że wizerunek Mony Lizy był uważany za ideał kobiecości. Jej spojrzenie i gest interpretowano psychologicznie, poetycko lub mitologicznie.(…) Widziano w niej zagadkowego Sfinksa, nieuchwytną w swych cechach Chimerę, znającego życie i śmierć Wampira.   

Do  dziś wielu ludzi zastanawia się, kim była właścicielka najbardziej tajemniczego uśmiechu, jaki wciąż  podziwiamy. Istnieje kilka koncepcji  dotyczących tożsamości tej osoby. Pierwszą i najbardziej prawdopodobną hipotezą jest ta, która mówi, że ową kobietą była Liza Gherardini, żona kupca Francesca Giocondo, dla którego Leonardo niegdyś pracował. Jednak artysta pracował nad dziełem tak długo, że Giocondo zrezygnował z jego kupna. Znaczące jest tu nazwisko kupca Giocondo, bo ,,Monę Lizę” określa się również mianem Gioconda. Warto też wspomnieć,  że w 2006 roku francuscy naukowcy odkryli, że osoba ukazana na obrazie podczas pozowania była w ciąży lub zaraz po porodzie, ponieważ miała na sobie specjalny woal, który nosiły kobiety w tym stanie, a Liza Gherardini   w tamtym czasie była właśnie w ciąży. Ponadto znaleziono zapiski Leonarda  da Vinci,  w których znajduje się informacja,  że pracował on nad portretem Lizy del Giocondo. Inni sugerują, że obraz ten przedstawia matkę Leonarda, Caterinę. Jest to jednak mało prawdopodobne, ponieważ nie zachował się żaden portret Cateriny, więc nie można go porównać z ,,Moną Lizą”. Leonardo również nie wspominał o niej w swoich notatkach. Niewykluczone, że modelką była Izabela Aragońska – księżna Mediolanu. Miałby o tym świadczyć strój modelki wskazujący  na powiązania  z rodziną Visconti  - Sforza oraz podobieństwo do innego obrazu księżnej. Byli również tacy, którzy widzieli w obrazie zakamuflowany portret chłopca.

Jest też hipoteza, że portret ukazuje samego Leonarda. Użyto bowiem specjalnego programu komputerowego, przy pomocy którego porównano rysy twarzy Leonarda oraz Mony Lizy i stwierdzono, że obie postaci mają identyczne umiejscowienie, a także wymiary nosa, ust, podbródka oraz czoła. Ta hipoteza spotkała się z oburzeniem wśród przeciwników tej teorii, którzy twierdzą, że porównano autoportret Leonarda, więc jeżeli obie prace wyszły spod ręki tego samego autora, mogły być w niektórych miejscach podobne. 
Obraz „Mona Liza” był inspiracją dla wielu innych późniejszych artystów, w tym Marcela Duchampa, którego twórczość wpłynęła znacznie na rozwój sztuki powojennej. Stworzył on obraz ,,Mony Lizy” zgodny z ruchem o nazwie dadaizm. Hasłami tego ruchu były dowolność wyrazu, zerwanie z wszelką tradycją i odrzucająca jakiekolwiek kanony swoboda twórczości. Jego dzieło powstało w 1919 roku. W lewym dolnym roku znajduje się szereg niezrozumiałych liter, które można odczytywać w języku francuskim, a także angielskim. Zgodnie z dadaizmem dzieło to szokowało odbiorców i budziło kontrowersje. Często eksperci nie wiedzą, jak mają interpretować ten obraz, ale niektórzy twierdzą, że może mieć to związek z homoseksualizmem Leonarda da Vinci. Duchamp ośmiesza w swojej pracy renesansowe piękno,  nie skrywając przy tym erotyzmu. W tym obrazie nie byłoby w nim  nic dziwnego, poza tym, że Mona Liza ma… wąsy.
Nie wiadomo zatem, kim była Mona Liza. Trwają jednak poszukiwania szczątków  Lisy Gherardini, którą uważa się za modelkę Leonarda da Vinci. Jeżeli uda się określić wiek szczątków, być może będzie możliwa rekonstrukcja twarzy kobiety oraz ewentualne potwierdzenie zgodności z obrazem. Niewykluczone, że niedługo dowiemy się, kim była kobieta o tajemniczym uśmiechu oraz delikatnych dłoniach. W tej chwili najkosztowniejszy obraz świata możemy podziwiać w paryskim Luwrze.

Skierka

Grafika:
http://rynekisztuka.pl/wp-content/uploads/2012/02/mona-lisa-louvre.jpg
https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTMuY7THWHLygLOT6o1293FdybFFc-PhAW7XtmPhKx3dreeslpqKA
http://www.polskieradio.pl/990be1fc-74de-4cc6-9787-ebdd565453ff.file

9 stycznia 2015

Ogladamy filmy

                                            
            Romans w rupieciarni
    czyli o  „Lalce”  Wojciecha  Has






Marionetki!…
Wszystko marionetki!...
Zdaje im się, że robią, co chcą,
a robią tylko,
co im każe sprężyna,
taka ślepa jak one…
(Bolesław Prus)



Gdy w 1968 roku obyła się premiera filmu Wojciecha Jerzego Hasa na podstawie powieści Bolesława Prusa „Lalka”, recenzenci w zasadzie tylko narzekali: Beata Tyszkiewicz ma zbyt „rubensowskie kształty” jak na zdystansowaną i chłodną Izabelę, Dmochowski nieruchawy i przysadzisty, Warszawa nieprawdziwa i odpychająca, a przede wszystkim reżyser nie powinien „przyznawać się” do związków z książką Prusa, gdyż rozbieżności są zbyt duże.  Reżyser w licznych wywiadach, których udzielił po premierze, mówił o odpowiedzialności wobec literackiego pierwowzoru, ale przede wszystkim akcentował to, że stworzył własne dzieło filmowe, że jego film jest adaptacją autorską i próbą interpretacji wielowątkowego dzieła Bolesława Prusa
Dzieło Hasa można nazwać filmem o „Lalce”, a powieść stała się raczej pretekstem do artystycznej wypowiedzi. Zrezygnowano z wielu wątków. Pominięto „Pamiętnik starego subiekta”, nie ma wątku pani Stawskiej, procesu o lalkę, utarczek studentów z baronową Krzeszowską. Wokulski nie wyjeżdża do Paryża, a o niezwykłej blaszce opowiada sam Wokulski Ochockiemu. Dodano przede wszystkim obraz Warszawy pod zaborem rosyjskim – widać rosyjskie napisy, licytacja kamienicy Łęckich w sądzie odbywa się po rosyjsku. Dodano także scenę – klamrę: w pierwszych fragmentach filmu widać Wokulskiego – subiekta wyrzucającego odpadki z jadłodajni. Znajduje się poniżej poziomu ulicy i obserwuje elegancko ubraną parę, symbolizującą świat odległy, nierealny, niedostępny dla bohatera. Podobna scena pojawia się  pod koniec filmu. Teraz Wokulski, zamożny człowiek, jest obserwowany przez młodego subiekta, wykonującego taką samą czynność jak on niedawno.

W filmie często pojawiają się symbole lalki. Has zaproponował interpretację, od której odżegnywał się Prus. Lalką jest Izabela w scenie, gdy wybiera z ciotką tkaniny. Hrabina rozmawia z bratanicą, dotyka jej ramienia i odwraca do kamery. Wtedy dopiero okazuje się, że postać, którą widz bierze za pannę Łęcką, jest manekinem ubranym w suknię, a panna stoi obok. Kobiety – lalki można też zobaczyć podczas koncertu. Siedzą w starannie wystudiowanych teatralnych pozach, ich twarze przypominają figurki z wosku.
Mnogość przedmiotów w filmowych wnętrzach to osobny rozdział. Półki uginają się od książek, bibelotów i fotografii. Z rekwizytorni i prywatnych domów wypożyczono masę przedmiotów: mebli, dywanów, makat, porcelany, lamp: „ powstały wnętrza przeładowane, ale odpowiadające duchowi epoki, w której prym wieść zaczęli nowobogaccy. Na drugim biegunie są obrazy nędzy – śmietniska, brud, rozkładające się zwłoki zwierząt, kości, rybie głowy – równie zmysłowe i oddziałujące przesytem”.

Warto zwrócić uwagę na grę kolorów. Film utrzymany jest w ponurych barwach: brudnej bieli, szarości, czerni, ale czasem w sposób kontrastowy zostaje wprowadzony kolor pomarańczowy ( wachlarz w sklepie Wokulskiego, kotary w mieszkaniu Łęckich, woalka Karolowej na kweście, włosy Marianny, fotel u Szlangbauma  i melonik Wokulskiego). Ten kolor nie ożywia planu, ale raczej jest zwiastunem czegoś, co wisi w powietrzu – martwoty, śmierci. Nawet w Zasławku więcej jest suchych bukietów, szeleszczących liści pod nogami, zeschłych konarów drzew niż żywej natury.
Czym zatem jest film „Lalka” w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa? Refleksją  nad światem, którego cechą jest mroczność, zagadkowość i niejednoznaczność, a może próbą spenetrowania głębi psychiki ludzkiej. Jest metaforyczną opowieścią o człowieku, który fatalnie ulokował swoje uczucia,  historią człowieka, który wydobywa się z dołów społecznych i który, blisko kresu swej wspinaczki, napotyka przeszkodę nie do pokonania - bariery konwenansu, snobizmu i przesądów.  Wokulski jawi się przede wszystkim jako romantyczny marzyciel goniący za chimerami. Izabela jest właśnie jedną z takich chimer. Ta niespełniona miłość stanie się dla Wokulskiego tylko katalizatorem konfliktu ze światem, ze swoim stanem społecznym, powołaniem, temperamentem. Pogłębi też jego już wcześniej silne poczucie wyobcowania. "Lalka", piękna, chwilami bardzo malarska, oddaje wiernie klimat epoki, jej rodzajowość, typy ludzkie, specyficzny koloryt i wdzięk. Film jest przesycony niesamowitością i tajemnicą, z dopracowaną w najdrobniejszym szczególe scenografią, oniryczną wizją świata i człowieka. Jest to film dla tych, którzy lubią w filmie surrealizm, ekspresjonizm i symbolizm. Dla wzrokowców  i intelektualistów, którym na filmie nie smakuje popcorn.

Dla ciekawych filmowego zaplecza zdjęcie planu filmowego do „Lalki”.

Kinomaniak
 
 

Grafika:

https://gapla.fn.org.pl/public/cache/P12592-1000x1000.jpg

http://i.iplsc.com/mariusz-dmochowski-wokulski-i-beata-tyszkiewicz-lecka-zagral/0004AOUG6KD4GYHH-C122-F4.jpg
http://i.iplsc.com/tadeusz-fijewski-w-filmie-lalka-1968/00049ZERQIFKMGDH-C122-F4.jpg
http://p1.storage.canalblog.com/16/07/110219/101504256_o.png
http://fotopolska.eu/foto/293/293115.jpg