6 maja 2014

Przeczytane, przemyślane, skomentowane

                                                                   
    Rozrywki dawnych Polaków
 
Człowiek to  zwierzę pożądające  rozrywki.  
                                    (Stefan  Kisielewski)                                     
                           
 
Czy wiesz, że w wiekach od XVI do XVIII w Polsce były długie weekendy? Jak się okazuje, dni wolnych od pracy, a więc czasu na przyjemności, było prawie tyle samo, co obecnie (około 80 – 100). Ludzie nie pracowali w czasie świąt kościelnych, w dni patronów miasta, cechu lub bractwa, przyjazdu monarchy albo narodzin jego potomka.
           
Jedną z najpopularniejszych rozrywek naszych przodków był taniec. Tańczyli chłopi, mieszczanie, tańczyła szlachta. Tańców nie pochwalali jednak duchowni (wszystkich wyznań), grożąc piekłem i wiecznym potępieniem. O tańcach rozpisywał się moralista renesansowy Andrzej Frycz Modrzewski, który był przeciwny tej formie zabawy. Głosił,  że taniec jest sposobem stręczycielstwa, bo tańcując skaczą ; okręcają się wkoło niewiast i w krąg nimi zawijają; w uściski biorą, całują, szczypią, sprośnie dotykają. Uważał, że kobiety i mężczyźni powinni tańczyć oddzielnie. Tego samego zdania był ksiądz Jakub Wujek, określając taniec jako warsztat każdej nieczystości. Wujek narzekał na sposób wychowywania dzieci, które pacierza nie umieją, ale tańcować, bluźnić, kłamać, stroić się umieją bardzo dobrze. Barokowy jezuita zaś - Tomasz Młodzianowski był zdania, że kobieta nie może dotykać obcego mężczyzny. A taniec jest siedliskiem grzechu, szatańską zabawą, przez którą zostały przebite na krzyżu nogi Chrystusa. 
Nasi przodkowie zabawiając się śpiewem, grą w kości lub tańcami, tęgo popijali. Nie podobało się to kościołowi, ale i on rozumiał, że nie może zakazać ludziom tej „przyjemności”. Tylko ascetów obowiązywała zupełna abstynencja, porównywana do noszenia włosiennicy lub biczowania ciała. Co pili nasi dziadowie? W XVI wieku  pito miód oraz piwo. W dobie siedemnastowiecznego sarmatyzmu  królował  węgrzyn, czyli węgierskie wino. W  okresie saskim tryumfowała gorzałka. Światli ludzie polskiego oświecenia kreowali nowy styl życia – trzeźwość. Tolerowali jedynie spożywanie wina w rozsądnych ilościach. Należeli do nich Adam Naruszewicz oraz Ignacy Krasicki. Pamiętacie przecież jego satyrę Pijaństwo.
Innym ulubionym sposobem spędzania wolnego czasu w dawnej Polsce były polowania. Tej rozrywki kościół nie potępiał, jednak kler nie mógł brać w niej udziału – oczywiście nie przestrzegano tego zakazu. Szlachta polowała, chłopi kłusowali. Dlaczego polowania były tak popularne? Dawni Polacy lubili jeść dziczyznę, a w lasach było sporo zwierzyny. Wilki oraz dziki natomiast zagrażały ludziom i zbiorom, więc je zabijano. Tak oto wyginęła gruba zwierzyna. Ostatni niedźwiedź zginął w Soplicowie, gdyż nieszczęsny wyszedł z matecznika. Mickiewicz pisze: Głupi niedźwiedziu! Gdybyś w mateczniku siedział,/Nigdy by się o tobie Wojski nie dowiedział;/Ale czyli pasieki zwabiła cię wonność,/uczułeś owsa dojrzałego skłonność,/Wyszedłeś na brzeg puszczy(...)

Popularną rozrywką było przyglądanie się publicznym egzekucjom. Profesor Hanna Zaremska – badaczka średniowiecza -   porównuje je do widowisk teatralnych, w których rusztowanie było sceną, kat  i skazaniec byli aktorami pierwszego planu,  a widownię tworzyli gapie, którzy wcześnie wykupili sobie lepsze miejsca. Przybywali tłumnie i dobrowolnie. Te odrażające widowiska nie  były  potępiane przez kościół, a w ostatniej podróży skazanemu towarzyszył ksiądz, korzystając z podręcznika dobrego umierania. Były specjalne modlitwy, które powinny towarzyszyć gruchotaniu prawej i lewej ręki oraz nóg. Najdłuższe modlitwy odbywały się podczas ćwiartowania oraz łamania kołem. Jak bardzo ludzie byli żądni krwawych widowisk, świadczy wydarzenie z Gniezna. Odwołano tam egzekucję dwu domniemanych czarownic, więc sędziowie musieli uciekać, bo tłum chciał ich zlinczować.

Duchowni z ambon przypominali wiernym, że czas wolny od pracy powinni poświęcić służbie Bogu. Sposobem na nudę miały być kazania i dysputy religijne.  Wielką atrakcją były procesje, a także przedstawienia teatralne o tematyce religijnej.            
Tak oto nasi dziadowie organizowali sobie rozrywkę!  W dzisiejszych czasach bolesną próżnię nudy wypełniają (…) kino, radio, telewizja i komiksy – pisze Aldous Huxley. Czy jednak tak bardzo się zmieniła natura człowieka? Dziś oglądanie publicznych egzekucji zostało zastąpione oglądaniem „mocnych” filmów, walki byków lub boksu. A co do pijaństwa, no nie wiem…
 
Bartek

Grafika:
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/5/58/Polonez_Pod_Go%C5%82ym_Niebem_-_Korneli_Szlegel.jpg
http://www.cultureave.com/wp-content/uploads/2016/12/zdj_20.jpg
http://budujemydwor.pl/wp-content/uploads/2015/09/4.Polowanie.jpg

3 maja 2014

Literackie fascynacje

  
  Prawdziwa historia

   
 
 
Jeśli człowiek niszczy jedno życie, 
to jest tak,
jak gdyby zniszczył cały świat.
A jeśli człowiek ratuje jedno życie, 
to jest tak,
jak gdyby uratował cały świat.
(Talmud Babiloński, Sanhedryn, 37a)


                
Dziewczynka w zielonym sweterku to prawdziwa historia opowiedziana przez Żydówkę Krystynę Chiger i zapisana wspólnie z Danielem Paisnerem. Ośmioletnia Krysia razem z rodzicami i bratem, ukrywała się podczas II wojny światowej w lwowskich kanałach. Rodzinie udało się przeżyć w koszmarnych warunkach, dzięki pomocy polskiego kanalarza Leopolda Sochy, nazwanego przez ojca Krysi - Poldkiem. To on przez 14 miesięcy codziennie narażał swoje życie, aby dostarczyć pożywienie Chigerom oraz grupie innych Żydów. Autorka w wywiadzie dla Newsweeka o Leopoldzie Sosze mówi: On dla nas był kimś nadzwyczajnym. Uwielbiam go. Pamiętam, jak przychodził do nas do kanału, zawsze z szerokim, pięknym uśmiechem. Ten jego uśmiech rozjaśniał nam całą ciemną rzeczywistość. Dzięki niemu żyliśmy. Mieliśmy co jeść, mieliśmy nadzieję. 
 
Dziewczynka w zielonym sweterku  to niezwykła opowieść, napisana prostym, zrozumiałym językiem. Na jej podstawie w 2011 roku  Agnieszka Holland wyreżyserowała film W ciemności, który został  nominowany do Oscara. Tytuł  Zielony sweterek  jest znamienny. Sweterek ma bowiem dwojakie znaczenie. Był pamiątką po babci, która go zrobiła dla Krysi. Chronił ją też przed zimnem przez cały okres pobytu w kanałach. Dziś znajduje się w Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie. Do książki jest dołączona płyta ze wspomnieniami Krystyny Chiger: Wyjście z ciemności - historia dziewczynki z kanałów Lwowa, a także zdjęcia autorki.

To utwór również o człowieczeństwie. Leopold Socha (zdjęcie obok)  był  sierotą, który już jako kilkunastoletni chłopak  miał kłopoty z prawem. Siedział nawet w więzieniu za kradzież i oszustwa. Jego życie zmieniło się,  gdy poznał swoją żonę i gdy urodziła mu się córka. Od tej pory chce żyć uczciwie i odpokutować swoje winy. Pomoc grupie Żydów jest dla niego szansą na uratowanie duszy. Z upływem czasu bardzo zaprzyjaźnia się z rodziną Chigerów,   a  uratowanie Krysi i jej brata  Pawełka jest  dla niego najważniejsze. Najpierw  brał od Żydów pieniądze na kupienie dla nich jedzenia lub lekarstw (bardzo drogich w czasie wojny). Gdy już nie mieli pieniędzy, dalej im pomagał. Zaczął okradać niemieckie sklepy, by ratować swoich Żydów – uciekinierów z getta. To rozwiązanie uważał  za jak najbardziej moralne  w obliczu  zbrodni Hitlera.  Kiedy Lwów został wyzwolony, Socha wyprowadził  z kanałów ocalonych ludzi. Wypowiedział  wówczas słowa: To są moi Żydzi, to jest moja praca! Leopold Socha i jego żona Magdalena zostali uznani za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.
 
Jeżeli ktoś jest bardziej zainteresowany tą historią, polecam również  książkę : Świat mroku Ignacego Chigera - ojca Krysi. Do niej także odwoływała się Agnieszka Holland  w swoim filmie.                                                                                                           

Weronika
 

Grafika:

https://staticl.poczytaj.pl/219000/dziewczynka-w-zielonym-sweterku-cd-krystyna-chiger,219758-l.jpg

http://www.gelsenzentrum.de/krystyna_1941.jpg
http://image.aish.com/AngelsLeopold-Socha.jpg