16 stycznia 2013

Myśli o wychowaniu


     Reklamy a dzieci
  
 

Rodzice nie mogą uchronić dziecka przed reklamami,

ale mogą nauczyć je krytycznego ich traktowania.

(Rozwój dziecka- Edukacja)


Postanowiłam powrócić do poruszanego już przeze mnie tematu dotyczącego dzieci, które niemalże od urodzenia  stają się bohaterami reklam. Chciałabym się zająć wpływem spotów telewizyjnych na najmłodszych, będących tym razem po drugiej stronie ekranu telewizora (jak na zdjęciu obok). Reklamy, jak wiadomo, nigdy nie są wiarygodne, a przynajmniej niecałkowicie. Niosą ze sobą także niebezpieczne przekazy, które dzielimy na zamierzone i niezamierzone.

Dzieci w wieku przedszkolnym (…) wierzą, że reklamy mówią prawdę, są więc bardzo podatne na ich perswazję. (…) Traktują reklamę jak każdy inny film. Dopiero w wieku szkolnym zaczynają rozumieć, co jest ich celem – pisze  prof. dr hab. Maria Braun-Gałkowska. Badania pokazują, że znaczną część zakupów dorośli robią pod wpływem dzieci kształtowanych przez telewizję (w tym przez reklamy). Pośrednie oddziaływanie na dorosłych poprzez dzieci  jest świadomie zamierzone, ponieważ przynosi reklamodawcom zyski. Część reklam  adresują  wprost do dzieci, dlatego umieszczają  je w bezpośrednim sąsiedztwie, np. bajek. Reklamy najczęściej dotyczą zabawek i tzw. „śmieci żywieniowych”. Reklamodawca wie, że dzieciom pozwala się na coraz więcej, a one umieją przekonać rodziców do kupienia zachwalanych produktów.

Czym są oddziaływania niezamierzone?  To skutki manipulacji.  Na przykład postawa konsumpcyjna, którą od bohaterów reklam przejmują widzowie. Jeśli dziecko widzi, że rodzina  posiadająca „supersamochód” wyjeżdża na przeróżne wycieczki i jest szczęśliwa, to myśli sobie: „Moja też musi taki mieć.”, a potem, tak samo jak reklamodawcy, manipuluje rodzicami.  Reklamy słodyczy i innych tzw. śmieci żywieniowych pobudzają zaś młode społeczeństwo do łakomstwa. No bo niby dlaczego Piotruś nie może jeść czekoladowych batoników w nowym (funkcjonalnym!) opakowaniu, skoro Kacperek po zjedzeniu pysznego wafelka jest taki pełen energii? Zarówno spoty telewizyjne, jak i filmy, zawierają także coraz więcej obrazów erotycznych. W telewizji normą jest pokazywanie prawie że nagich kobiet czy rzeczy związanych z seksem, które trafiają  do podświadomości małego widza.

Aby wzbogacić swoją wiedzę na temat relacji telewizja – dziecko, sięgnęłam po książkę Psychologia rozwoju człowieka, której autorzy (Denise Boyd oraz Helen Bee) w jednym z rozdziałów stawiają sobie pytanie: „Czy telewizja jest szkodliwa dla rozwijającego się mózgu?” W swoim krótkim tekście, powołując się na zespół badaczy kierowanych przez Dimitriego Christakisa, piszą: „nadmiar telewizji poniżej trzeciego roku życia może spowodować zmiany w mózgu, które sprzyjają rozwojowi zaburzeń nadaktywności z deficytem uwagi (ADHD) w wieku szkolnym”. Przywołują także radę Amerykańskiej Akademii Pediatrycznej skierowaną do rodziców, aby nie włączali oni telewizora dzieciom, które nie ukończyły dwóch lat. Na koniec stwierdzają jednak, że dotąd nie udowodniono  bezpośredniej zależności pomiędzy oglądaniem telewizji a rozwojem mózgu. Bądźmy więc ostrożni, ale nie panikujmy.

Szczerze mówiąc, od paru lat telewizji oglądam bardzo mało, a od września w ogóle, nie licząc kilku piątkowych filmów. Może więc mało wiem na temat obecnych reklam, ale wystarczająco dużo naoglądałam się ich, gdy byłam mała, by wiedzieć, jak silny mają wpływ na młodego widza. Wydaje mi się, że byłam raczej grzeczną córką. Z pewnością mogę stwierdzić, że nigdy nie wymagałam od mamy czy taty, żeby mi coś kupili, nawet jeśli czegoś bardzo chciałam. Dobrze pamiętam reklamy z mojego dzieciństwa przedstawiające domki  lalek Barbie, sikające bobasy czy gadające psy. Wszystkie zabawki podobały mi się, pozostawały jednak one tylko marzeniem. To wychowanie i wartości wpajane przez rodziców od maleńkiego mają duży wpływ na to, czy dziecko będzie z dystansem oglądało reklamy.

Mam nadzieję, że post zostanie przez Was nie tylko przeczytany, ale także przemyślany. 

Doris


Grafika:

https://www.tygodnikpowszechny.pl/sites/default/files/styles/featured/public/000736fb-117d-4f3c-a9b6-b7f35b4226a5.jpg.webp?itok=CCN-WkSu

https://cdn.mamaklub.pl/uploads/_cache/7511/article/ogladanie-tv-nowe-1450736654-621.jpg

14 stycznia 2013

Kącik młodego historyka

 
    Pierwszy terrorysta

       
 
Kiedy przelecą kopyta mojego bojowego rumaka,
trawa tam więcej nie porośnie.
                                                                                   (Attyla – wódz Hunów)


Terrorystyczne zamachy – niestety - zdarzają się dość często. Głośno się o nich zrobiło w dniu 11 września 2001 roku, gdy cały świat śledził tragedię World Trade Center.  Czym jest terroryzm? Powołam się na francuskiego socjologa Raymonda Arona, który atak terrorystyczny definiuje tak: Jest to działanie, którego konsekwencje psychologiczne są niewspółmiernie duże w stosunku do rzeczywistych wydarzeń. Corsten Bockstette dodaje, że chodzi o atak przemocy politycznej, mający na celu wzbudzenie przerażenia i manipulację psychiczną (dotyczy to nie jednostki, lecz grupy lub całego społeczeństwa). 

Kto był pierwszym w historii terrorystą?  Attyla. Według powszechnego przekonania, wszędzie gdzie stanął władca Hunów, pozostawały po nim tylko stosy ciał. Każdy, kto śmiał mu się sprzeciwić, ginął na polu bitwy lub tracił honor, uciekając przed nim z pola walki. Czytając biografię tego wodza dowiemy się, że wziął udział zaledwie w dwóch otwartych, znanych bitwach (w 447r. nad rzeką Utus i w 451 na Polach Katalaunijskich), z czego tylko jedną wygrał. Zdaniem autora książki  Attyla i Hunowie. Ekspansja barbarzyńskich nomadów, francuskiego historyka Michaela Rouche, Attyli zależało na sterroryzowaniu ludności Cesarstwa Rzymskiego, a nie na militarnych sukcesach. Dzięki swojej polityce odnosił wielkie zwycięstwa. Autor książki pisze: Hunowie zazwyczaj rozpoczynali najazd według pewnego schematu: zdobywali bogate i ważne miasto, łupili je, wywozili wziętą do niewoli ludność, a następnie podpalali zabudowania miejskie. Spektakularne zdobycie ważnego ośrodka powodowało wstrząs psychiczny, w następstwie którego fala paniki opanowywała znaczne obszary, skłaniając ludność do opuszczenia miast. 

Oto kilka przykładów takich sukcesów. Po upadku Ratiary uległy także: Serdyka (dzisiejsza Sofia), Filipopolis,  Arkadiopolis,  Sestos. Po zdobyciu Naissos skapitulowało  wiele kolejnych miast. Największy pogrom nastąpił w 447 roku, gdy bez żadnej bitwy (wskutek zastraszenia władz przez Hunów) poddało się siedemdziesiąt rzymskich miast we wschodniej części Imperium.  Miasta te następnie zostały złupione przez Hunów. Okrucieństwo Attyli  świadczyło nie tylko o cechach jego charakteru, ale było również celowym i dokładnie zaplanowanym działaniem (jak najwięcej korzyści przy jak najmniejszym wysiłku). To zachowanie stało się podstawą legend i sukcesów Attyli. Właśnie dlatego starożytnego wodza Hunów, nazywanego "Biczem Bożym", część historyków uważa za pierwszego terrorystę.

Mati

Grafika
https://www.wprost.pl/_thumb/6c/6b/c158ddc97d04d5a1ce2ac8c30fef.jpeg