8 kwietnia 2023

Co w trawie piszczy?

 

         Śmigus-dyngus

 

 

Śmigus! Dyngus! Na uciechę

z kubła wodę lej ze śmiechem!

Jak nie kubła, to ze dzbana,

Śmigus-dyngus dziś od rana!

Staropolski to obyczaj,

żebyś wiedział i nie krzyczał,

gdy w Wielkanoc, w drugie święto,

będziesz kurtkę miał zmokniętą.

(Władysław Broniewski)

 

[…] w świąteczny poniedziałek  […]  chłopaki już latały z sikawkami, sprawiając sobie śmigus, albo przyczajone za drzewami nad stawem, lały nie tylko przechodzących, ale każdego, kto ino na próg wyjrzał, że już nawet ściany były pomoczone i kałuże siwiły się pod domami. Zawrzały wszystkie drogi i obejścia, wrzaski, śmiechy, przegony narastały coraz barzej, bo i dzieuchy gziły się niezgorzej, lejąc się między sobą i ganiając po sadach, że zaś ich dużo było i dorosłych, to wnet dały radę chłopakom rozganiając ich na wszystkie strony[…] Tak zachowywała tradycję  lanego poniedziałku polska wieś w II połowie XIX wieku, co opisał Władysław Reymont w „Chłopach”. Zwyczaj ten jednak był o wiele, wiele starszy.

Śmigus – dyngus  (czyli lany poniedziałek) to  słowiańska tradycja oblewania się wodą. Wywodzi się z symboliki wody (życie, odrodzenie, potęga). Dlatego wierzono, że jej wykorzystanie w magicznych rytuałach zapewni ludziom urodę, zdrowie i płodność,  a także bogate plony. Na początku były to dwa oddzielne obrzędy: śmigus i dyngus. Śmigus, czyli dotykanie, smaganie zielonymi gałązkami  wierzbowymi lub uplecionymi z nich batami.  Określany mianem suchego lub zielonego śmigusa (w północnej Polsce, gdzie nie było zwyczaju polewania wodą). W środkowej i południowej Polsce natomiast,  śmigus oznaczał oblewanie wodą dziewcząt i młodych kobiet. Dyngus z kolei, był  radosną kwestą wielkanocną – młodzi mężczyźni  chodzili w przebraniach (z barankiem lub   kurkiem dyngusowym), zalecali się do dziewcząt, oblewali je wodą, śpiewali pieśni oraz  prosili o dary (jaja, pisanki, świąteczne jedzenie). Dziewczęta natomiast  „wykupywały się” (niemiecki: dingen)  tymi podarkami.  Z  upływem czasu oba obrzędy zostały połączone  w jeden.

Tradycja lanego poniedziałku, jako  wywodząca  się z pogaństwa, już na początku  XV wieku była zwalczana  przez  biskupów nakazujących  księżom: Zabraniajcie, aby w drugie i trzecie (czyli Wtorek Wielkanocny)  święto wielkanocne mężczyźni kobiet, a kobiety mężczyzn nie ważyli się napastować o jaja i inne podarki, co pospolicie nazywa się dyngować, ani do wody ciągnąć.

Najwyraźniej ludzie niewiele robili sobie z tych nakazów, gdyż  tradycja oblewania się wodą trwała w najlepsze. Ksiądz Jędrzej Kitowicz  w  utworze  „Opis obyczajów za panowania Augusta III”, pochodzącym z końca XVIII wieku, relacjonował: Była to swawola powszechna w naszym kraju tak między pospólstwem, jako też między dystyngowanymi; w Poniedziałek Wielkanocny mężczyźni oblewali wodą kobiety, a we wtorek (…) kobiety mężczyzn (…) Oblewali się rozmaitym sposobem. Amanci dystyngowani, oblewali  lekko wodą różaną lub inną pachnącą wodą po ręce, a najwięcej po gorsie... Którzy zaś przekładali swawolę nad dyskrecję... oblewali damy wodą prostą, chlustając garnkami, szklenicami, dużymi sikawkami. Tak oto rytuał łączył  się z zabawą oraz  z  zalotami. Solidne oblanie wodą w tym dniu było dobrą wróżbą dla dziewczyny, natomiast wstydem było nie zostać oblaną. Woda ponoć dodawała pannom urody i zachowywała ją przez następny rok.   Zgodnie z opowieściami ludowymi, śmigus- dyngus był również sposobem okazywania uczuć (miał więc często podtekst matrymonialny).

Czasem zabawa wymykała się spod kontroli i powstawał ogólny harmider. I już nie było wiadomo, kto kogo oblewa. Ksiądz Jędrzej Kitowicz pisał: Po ulicach zaś w miastach i na wsiach młodzież obojej płci czatowała z sikawkami i garnkami z wodą na przechodzących i nieraz chcąc dziewka oblać jakiegoś gargasa, albo chłopiec dziewczynę, oblał inną jaką osobę, słuszną i nieznajomą, czasem księdza, starca poważnego lub starą babę. (…) Bywało nieraz, iż zlana wodą jak mysz osoba, a jeszcze w dzień zimny, dostała stąd febry, na co bynajmniej nie zważano, byle się zadosyć stało powszechnemu zwyczajowi. Takież dyngusy odprawiały się i po miastach między osobami poufałymi. Parobcy zaś po wsiach łapali dziewki (które się w ten dzień, jak mogły, kryły), złapaną zawlekli do stawu albo do rzeki i tam wziąwszy za nogi i ręce wrzucili, albo też włożywszy w koryto przy studni lali wodą póty, póki się im podobało.

W książce O ziemiańskim świętowaniu można przeczytać, jak świętowano śmigus- dyngus w Kozłówce u hrabiostwa Zamoyskich (rok 1925). Antoni Belina Brzozowski (brat Jadwigi Zamoyskiej) wspomina: Pamiętam jak przyłapałem Zosię Sikorską [córkę generała] (…) Oblałem ją tak celnie kubłem wody, że nie zostało na niej jednej suchej nitki. Leszek (syn Adama Zamoyskiego i Marii z Potockich) natomiast sprowadził pompę strażacką i trzymając w ręku długi wąż, oblewał gości wchodzących czy wychodzących z sieni.

Woda od zawsze  była  symbolem  Wielkanocy. Oznaczała bowiem życie, odrodzenie ducha i ciała, zmartwychwstanie, oczyszczenie, uzdrowienie, płodność. Dlatego również była ważnym elementem ludowych obrzędów oraz rytuałów rolniczych. Nic więc dziwnego, że przez wieki praktykowano tradycję śmigusa-dyngusa. Przetrwała ona do dziś, choć obecnie nie ma  już rytualnego znaczenia, tylko sprowadza się do zabawy. I to bardzo umiarkowanej. Prowadzone badania dowodzą bowiem, że kultywowane przez pokolenia obyczaje i wierzenia stopniowo zanikają. Z jednej strony to w pewnym sensie naturalne dla procesu globalizacji, lecz z drugiej strony – szkoda, ponieważ tradycja jest elementem naszej kultury i tożsamości narodowej. Tradycja to: Coś stałego, do czego się wraca jak do domu. Nie do mieszkania. Tak uważa Katarzyna Grochola i coś w tym jest, choć może brzmi nieco ckliwie.

Tradycyjnie zatem składamy naszym czytelnikom świąteczne życzenia: Święto Wielkiej Nocy to czas nadziei i otuchy. Czas odradzania się wiary w siłę Chrystusa i w siłę człowieka. Życzymy Wam wszystkiego co najlepsze, wiosennych nastrojów, miłych spotkań z bliskimi, smacznego jajka i mokrego lanego poniedziałku.

Izena

 

Grafika:

https://artinfo-production.s3.amazonaws.com/uploads/artwork/image/351397/09.jpg

https://i2.wp.com/www.polishnews.com/wp-content/uploads/2010/04/D_STRYJENSKA.jpg?w=550&ssl=1

https://artinfo-production.s3.amazonaws.com/uploads/artwork/image/172977/148.j

1 kwietnia 2023

Co w trawie piszczy?

 

Świat  budowany z wyobraźni

 

 

Teatr jest dotykaniem marzeń,

dociekaniem zagadki, jaką jest człowiek.

Miejscem, gdzie stawia się pytania.

Jest światem budowanym z wyobraźni.

(Agnieszka Glińska)

 

Na początku tygodnia obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Teatru (27 marca). To dobra okazja, żeby porozmawiać o teatrze i jego wpływie na widzów. W naszym mieście nie ma stałej sceny teatralnej, dlatego niełatwo jest korzystać z możliwości kontaktu z jedną z najstarszych sztuk. A jednak chętni na pewno znajdą ku temu sposobność! Czekając na stałą scenę w naszym mieście - może kiedyś się uda - przeczytajcie post o tradycjach teatralnych Zamościa, śledźcie informacje o spektaklach teatralnych w Zamojskim Domu Kultury i kochajcie teatr!

Nie od dziś wiadomo, że istotą teatru  jest rozmowa z publicznością – bez niej jego istnienie  traci  sens. Ów dialog toczy się bez zakłóceń wówczas,  gdy teatr proponuje sztukę na odpowiednim poziomie (artystycznym,  intelektualnym, emocjonalnym), a widzowie  z kolei-potrafią  ją właściwie  odebrać:  zrozumieć i przeżyć. Bywa, że odbiorcy  nie tylko obserwują aktorów w ruchu, gestach, rozmowie czy śpiewie, ale czasami  są też częścią przedstawienia. Dobrze jest, gdy tworzy się symbioza między aktorami  a publicznością, bo to wtedy oznacza, że przedstawienie spełnia swój cel- zapada w pamięć i trafia do uczuć. Muszą być jednak spełnione podstawowe warunki-  widzowie powinni  odznaczać  się inteligencją emocjonalną oraz  twórczym myśleniem. 

Jest coś fascynującego i magicznego w teatrze, skoro ma tak licznych  admiratorów, zarówno na scenie, jak i na widowni. Od antyku poczynając, przez  wiele, wiele wieków- na całym świecie. Ja jednak chcę się skupić na działaniu teatru w Zamościu. Właściwie niemal nieprzerwanie (od założenia miasta do dziś)  był  tu obecny. I to- jak przedstawia Andrzej Kędziora w Zamościopedii – wystawiano tu  utwory klasyków: na przykład  Pierre’a Corneille’a, Williama  Szekspira, Moliera, Pedra Calderóna, Juliusza Słowackiego, Aleksandra Fredry,  Stanisława Wyspiańskiego, Friedricha Dürrenmatta. Poniższe drzewko obrazuje historię teatru od XVII wieku  do pierwszych czterech lat Zamojskiego Lata Teatralnego.

Wspomniany przeze mnie Andrzej Kędziora odnotowuje:  Pierwszy ślad  teatru w Zamościu pochodzi z 1596 roku,  gdyż – jak się okazuje -  na  życzenie Jana Zamoyskiego  studenci Akademii Zamojskiej  niejednokrotnie przygotowywali przedstawienia (podobno zachowało się 12 programów spektakli przez nich wystawionych).  W pałacu natomiast (w sieni na piętrze) 12 lutego 1660 roku odbyła się polska prapremiera „Cyda”  Corneille’a – francuskiego twórcy klasycystycznej tragedii. Przedstawienia teatralne  odbywały się przez cały wiek XVII, a w 1752  roku wystawiono „Lekarza mimo woli” Moliera. Wszystko wskazuje na to, że w Zamościu istniał stały teatr dworski, a poza tym w budynku  Akademii Zamojskiej także znajdowała się sala teatralna, zwana dialożną. Zamoyscy bowiem byli miłośnikami teatru – Jan, Jan Sobiepan, Michał, Klemens oraz księżna Gryzelda Wiśniowiecka.

W 1881 roku  został  wzniesiony  w Zamościu  Teatr Miejski przy ulicy Żeromskiego 11/11a.  Był własnością Konstantego Ptaszyńskiego, który wynajmował   jego  gmach  - między innymi  orkiestrze włościańskiej im. Karola  Namysłowskiego czy Towarzystwu Muzyczno- Dramatycznemu. W teatrze (na parterze i na piętrze) znajdowało się  150 miejsc, 8 lóż, były także garderoby oraz  pokoje dla aktorów, a ponadto  bufet. Okazało się jednak, że był przedsięwzięciem zbyt śmiałym na potrzeby małego miasteczka (Zamościopedia). Szkoda! Najwyraźniej zabrakło publiczności lub nie nawiązała ona  odpowiedniego dialogu z teatrem.

W 1926 roku  powstał  kinoteatr „Stylowy”. Mieścił się  przez wiele lat  w budynku zlikwidowanego (i przebudowanego)  kościoła franciszkanów. Pierwszy seans filmowy odbył się tu w Wielkanoc  (4 kwietnia) 1926 roku. Temu wydarzeniu towarzyszył występ znanej warszawskiej śpiewaczki oraz  zamojskiej orkiestry. Zgodnie z pierwotnym założeniem (i nazwą) wystawiano też w tym budynku sztuki teatralne. W latach 1926 – 1939 często  występował (dając nawet do 5 sztuk rocznie)  teatr „Reduta”, z jego twórcą Juliuszem Osterwą, który chwalił: zamojski teatr (ex-kościół) najlepszy jakiśmy mieli po drodze. Scena największa, najlepiej oświetlona. Przebieralnie wysokie, duże, publiczności sporo – i najinteligentniejsza. Tu się rodzą nowe pomysły, napływa nowa energia i wiara w Sztukę. Z własnymi teatrami przyjeżdżali również w tym czasie Karol Adwentowicz, Irena Solska, Stanisława Wysocka. Dziś niezrozumiała jest gramatycznie  nazwa kino „Stylowy”,  trzeba więc  pamiętać, że jest to pozostałość po pierwotnym określeniu kinoteatr „Stylowy”. Na powyższym zdjęciu:  sala kinoteatru, lata 1926- 1927. Niżej – budynek kinoteatru.

No i wreszcie, Zamojskie Lato Teatralne – święto teatru, które rozpoczęło się 31 lipca 1976  roku i trwa do dzisiaj.  Pomysłodawcą  tego wspaniałego projektu był Jan Machulski, który w książce „Chłopak z HollyŁódź” wspominał:  Złożyłem miejscowym władzom propozycję Zamojskiego Lata Teatralnego. Pomysł został przyjęty. Na premierę Zamojskiego Lata Teatralnego wybrałem sztukę Szekspira „Romeo i Julia” […] Wspaniały renesansowy ratusz i schody były wymarzoną sceną dla sztuk Szekspira. Kiedy zaczął rozkwitać Zamość, Szekspir zaczął tworzyć swoje dzieła. Zamość to idealne miasto - miejsce na letni festiwal sztuk teatralnych. Można z tego miasta, o dużych tradycjach historycznych, kulturalnych, stworzyć letnią stolicę teatralnej Polski. 


W nawiązaniu do zamysłu Jana Machulskiego przez wiele lat podczas każdego Zamojskiego Lata Teatralnego była wystawiana jakaś sztuka Szekspira, któryzdaniem aktora - jest  renesansowy i trafia przede wszystkim do emocji. Jest taki festynowy. Przedstawienia odbywały się (i nadal się odbywają) w plenerze: na Rynku Wielkim, na Rynku Wodnym, w podwórzach staromiejskich kamienic, w Parku Miejskim, w amfiteatrze, a czasami w Zamojskim (niegdyś Wojewódzkim) Domu Kultury. Podczas Lata Teatralnego występują profesjonalne teatry, dając  mieszkańcom Zamościa i regionu, a także turystom rozrywkę na najwyższym poziomie artystycznym. Widzowie doceniają to, a niektórzy z nich towarzyszą imprezie od początku jej istnienia. Reakcja widzów zawsze jest żywiołowa, ponieważ wynika z miłości do teatru oraz  uznania dla mistrzostwa artystów. Atmosfera  panująca podczas przedstawień jest niepowtarzalna.

W ramach  Zamojskiego Lata Teatralnego  wystąpiło bardzo wielu wybitnych lub popularnych   polskich   aktorów  z  różnych teatrów. Tym samym niejako odziedziczyło tradycje teatralne  naszego miasta, zapoczątkowane przez ród Zamoyskich, a kontynuowane w kolejnych wiekach. W tej sytuacji stosowna wydaje się nagroda – Buława Hetmańska – wręczana co roku (od 1985) twórcom najlepszego spektaklu wybranego przez publiczność. Dobrze, że zamojskie święto teatru trwa już od 46 lat. Najpewniej to znak, że dialog między widzami i teatrem jest ożywiony i jeszcze nieskończony.

Vivers

 

Grafika:

https://us.123rf.com/450wm/orkidia/orkidia1609/orkidia160900136/63716881-vector-theater-maskers-ge%C3%AFsoleerd-op-een-witte-achtergrond.jpg

https://www.zamosciopedia.pl/media/k2/galleries/6074/teartr%20fasada%20lhxckABC.jpg

https://d-art.ppstatic.pl/kadry/k/r/f5/0a/581b118207b3d_o_full.jpg

https://cdn01.dziennikwschodni.pl/media/news/2016/2016-11/816be1fe1312d3c958f8a2ceca7c3555.jpg

https://bankomania.pkobp.pl/media_files/cache/ed/13/ed13d11ba7482f4aa20c3adebeaec021.png