11 grudnia 2021

Spotkanie ze sztuką


    Runaway – uciekinierka

 

Ooh, she's a  little runaway

Daddy's girl learned fast

All those things he couldn't say

                                                                                             (Bon Jovi, Runaway)

 

„Runaway” to monodram, czyli przedstawienie, w którym gra tylko jeden aktor. Tę właśnie formę teatralną miałem przyjemność obejrzeć razem ze swoją klasą. W monodramie wyreżyserowanym przez Bartłomieja Miernika na scenie wystąpiła nasza koleżanka - Alicja Stankiewicz z klasy 3b. Ala jest nie tylko aktorką w tym przedstawieniu, jest także współautorką scenariusza, odpowiada za scenografię i opracowanie muzyczne. Spektakl przedstawia zachowanie rodziców Amelii z  jej punktu widzenia. Rodziców, którzy chcą trzymać swoje dziecko w ryzach, ale jednocześnie krzywdzą je. Monodram został stworzony przy współpracy z Fundacją Banina, która zajmuje się edukacją poprzez teatr, w swoich spektaklach poruszając ważne i aktualne problemy.

Na scenie występuje jedna dziewczyna - nastolatka. Spektakl rozpoczyna się przedstawieniem Amelii jako dziewczyny, która jest zagubiona, jak wiele osób w jej wieku. Najpierw odgrywa postać grzecznego, posłusznego dziecka, po czym pokazuje swoje prawdziwe emocje – złość, bunt. Gdy Amelia czyta listy do swojego ukochanego, rozpoczyna się wątek miłosny . Na początku pisane są one z wielką namiętnością i zaangażowaniem. Z czasem dziewczyna zauważa, że tak naprawdę jej miłość jest nieodwzajemniona. To budzi w niej negatywne emocje. Nastolatka ma marzenia, które rodzice uważają za niemożliwe do zrealizowania. Brak porozumienia z bliskimi i nieodwzajemniona miłość doprowadza Amelię do wewnętrznych rozterek, staje się przyczyną buntu i niezgody na swój los. Dziewczyna postanawia odciąć się od przeszłości i „wsiada w pociąg”, aby….  Miejmy nadzieję, zacząć kolejny etap swojego życia. Chociaż to jest ta optymistyczna interpretacja zakończenia.

Po monodramie zebraliśmy się do wspólnej rozmowy na temat spektaklu. Okazuje się, że było wiele różnych zdań na temat przedstawienia. Rozmowa między rówieśnikami pozwoliła mi otworzyć się na interpretację innych. Uważam, że większość osób, która miała okazję zobaczyć ten występ, może utożsamić się z bohaterką monodramu. Wspólnie ustaliliśmy, że spektakl powinni zobaczyć nasi rodzice, aby móc spojrzeć na świat oczami swojego dziecka.

Myślę, że spektakl jest wart uwagi odbiorców w każdym wieku. Osoby starsze mogą utożsamić się z rodzicami i dojrzeć problemy w komunikacji z własnym dzieckiem. Młodzież nie zostaje sama ze swoimi słabościami, a oglądając występ,  może wyciągnąć wnioski i znaleźć odpowiednie rozwiązanie swoich problemów. Po zakończonym seansie widownia nagrodziła aktorkę owacją na stojąco.

Jako iż Alicja, odgrywająca postać Amelii, jest moją koleżanką, zapytałem, jak czuje się w tej roli. Kiedy odgrywam rolę głównej bohaterki monodramu - Amelii, zawsze przygotowuję się na emocjonalny rollercoaster. Amelia doświadcza go nie tylko z powodu wieku, ale też ogromnej wrażliwości, którą dysponuje. Mam wrażenie, że cechuje to mnóstwo ludzi w naszym wieku. Amelia jest delikatna i silna zarazem, kompletnie nieprzewidywalna, nieprzygotowana na to, co ją czeka, chociaż, czy ktokolwiek z nas jest? Czuję zawsze ogromne zestresowanie tuż przed spektaklem, lekki strach, że nie sprostam wymaganiom czy oczekiwaniom widzów. Zawsze chcę zagrać i wczuć się w rolę tak, aby chociaż jedna osoba, która mnie słucha, poczuła jakbym to o niej opowiadała. Jeśli choćby jedna osoba to poczuje, to dla mnie największe szczęście. Wtedy czuję, że spełniłam swój obowiązek-  może komuś naprawdę pomogłam, Amelia pomogła.

Poza tym występem Alicja, mimo młodego wieku, ma już doświadczenie w aktorstwie. Pierwsze sceniczne kroki stawiała we współpracy z Fundacją Banina. Pierwszym stworzonym wspólnie spektaklem była „Willa Rózin”, z premierowym występem w Zwierzyńcu, było to 8 września 2019 roku. Od tamtej pory Alicja miała okazję zagrać rolę w sześciu spektaklach Fundacji. Dwa ze spektakli były realizowane podczas obozów teatralnych, również we współpracy z Fundacją, odbywających się raz w roku w Zwierzyńcu. Grała w „Domu na Górce” oraz w „Słonecznej Dolinie”. Spektakle „Wir” i „Willa Rózin” były oparte na tematach lokalnych historii. Spektakl „Zagłada” jest adaptacją książki Piotra Szewca, która została przedstawiona podczas  Zamojskiego Lata Teatralnego w 2020 roku.

Alicja ma też na swoim koncie ogromny sukces, otrzymała Nagrodę podczas XVI Festiwalu Teatrów Niewielkich w Lublinie. Jesteśmy dumni z jej sukcesu, serdecznie gratulujemy! Sztukę można obejrzeć w Internecie: https://www.youtube.com/watch?v=FcV0wv3Rhl4

Michał Karolczak

 

Grafika:

własne zdjęcia

4 grudnia 2021

Oglądamy filmy

 

       Villeneuve  stworzył  hit

 


„Diuna” jawi się

jako osobne  i wyjątkowo potężne ciało niebieskie

na firmamencie popkultury.

(Łukasz Muszyński)

 

22 października bieżącego roku na ekranach kin pojawił się film pod tytułem „Diuna” adaptujący  pierwszą połowę tomu kultowej sagi Franka Herberta, wydanej w 1965 roku. Fani książki Herberta  od początku oczekiwali  jej ekranizacji, niestety droga do sukcesu okazała się długa i trudna. Najpierw realizacji filmowej  podjął się Alejandro Jodorowsky, awangardowy reżyser  z Chile. Przygotowania do filmu były długie i kosztowne, więc producent zrezygnował w 1974 roku.  Kolejnym reżyserem „Diuny” był David Lynch, który ukończył film w 1984 roku. Nie był jednak zadowolony z efektu, ponieważ  mocno ingerowano  w jego artystyczne decyzje  - i na przykład znacząco skrócono film. Do dziś Lynch dystansuje się od „nieswojego” dzieła. Denis Villeneuve, który nie zraził się porażkami poprzedników i postanowił sprostać temu wyzwaniu. Pomogła mu rada jednego z bohaterów filmu twierdzącego, że pierwszym krokiem do ominięcia pułapki jest uświadomienie sobie, gdzie się ona znajduje.

Akcja filmu rozgrywa się na pustynnej planecie Arrakis,  zwanej też Diuną. Planeta jest jedynym w całym wszechświecie  źródłem  melanżu - życiodajnej przyprawy, która wydłuża życie osoby, która ją spożyje. Akcja dotyczy w głównej mierze konfliktu dwóch rodów Harkonnenów, którzy do tej pory sprawowali władzę na Arrakis, a rodem Atrydów, którzy na rozkaz imperatora mieli przejąć kontrolę nad planetą i uprawami przypraw. Przejęcie planety okazało się jednak podstępem ze strony Harkonnenów, więc dziedzic rodu Atrydów postanawia sięgnąć po imperialny tron.

Drobne pominięcia z książki produkcja nadrobiła niesamowitymi efektami specjalnymi,  kostiumami bohaterów, ścieżką dźwiękową oraz pięknymi miejscami, które wybrano do nagrywania filmu. Skala pokazanego na ekranie świata jest niewyobrażalna, a niemal każdy kadr doprowadzony do perfekcji. Film kręcono w Budapeszcie, dolinie Wadi Rum, Abu Zadi oraz Norwegii. 

Oprawę muzyczną do filmu opracował kompozytor, wielokrotny laureat Oskara, Hans Zimmer. Niemiecki kompozytor zdecydował się odstąpić od pracy przy filmie „Tent” ze względu na „Diunę”  i swoje zamiłowanie do książki Herberta. Jak ujawnił w jednym z wywiadów, powieść Herberta była jedną z jego ulubionych książek za czasów młodości, a gdy poproszono go o skomponowanie muzyki do filmu, wiedział, że musi się podjąć wyzwania. Zimmer nigdy nie oglądał filmu w reżyserii Davida Lyncha, dzięki czemu ścieżka dźwiękowa  jest oparta wyłącznie  jego doświadczeniach  i emocjach, jakich  mu dostarczyła książka.

Efekty specjalne zostały ściśle  połączone z fabułą filmu, włączone  w naturalny sposób do kolejnych scen. Jedną z najlepszych  scen ze względu na efekty specjalne jest obrona Atrydów przed wrogim rodem. Tak samo  doskonałe jest przedstawienie „czerwi”, czyli pustynnych potworów.

Producenci filmu postawili obsadzić w rolach głównych aktorów, którzy wielokrotnie pojawiali się na wielkich ekranach i mieli już spore doświadczenie przed kamerą. Już sama  świetnie skompletowana obsada zachęciła z pewnością do obejrzenia filmu zarówno młodych ludzi, jak i koneserów kina. Rolę głównego bohatera (Paula Atrydy) w filmie odegrał Timothée Chalamet, który po raz kolejny zachwycił widzów swoim niesamowitymi umiejętnościami aktorskimi.  Wielkie emocje wzbudził także Stellan Skarsgård, który świetnie odnalazł się w roli mrocznego i tajemniczego  barona Harkonnena.  Kolejnym świetnym aktorem, który zagrał w filmie,  jest Jason Momoa, wcielający się w rolę odważnego, brawurowego i żołnierza oddanego Atrydom, Duncana. Aktorka, którą też warto docenić za niesamowitą grę aktorską,  jest Rebecca Ferguson grająca Lady Jessikę, matkę Paula. Krótko mówiąc, w filmie występuje plejada gwiazd współczesnego kina, dlatego efekty ich pracy są wspaniałe i zadowalają widzów.

„Diuna” -  jako adaptacja książki -  spotkała się z wielkimi oczekiwaniami ze strony fanów autora książki. Czytelnicy mogą nie być w pełni zadowoleni  z powodu skrótów, jakie poczynił reżyser filmu, ale nie jest to powód do skreślenia tej produkcji.  Co prawda jako widz mogę stwierdzić, że niektóre sceny dłużyły mi się, mimo to  uważam, że jest to najlepsza  ekranizacja  tej książki. Villeneuve postarał się. Łukasz Muszyński (redaktor Filmwebu) pisze, a ja się z nim zgadzam:  Villeneuve'owi  nie wystarczy świadomość, że publika przygląda się efektom jego pracy z rozdziawioną buzią. Goszcząc z wizytą na „Diunie”, widz ma czuć, że między zębami chrzęści piasek, skórę pali słońce, uszy rozrywa ryk ornitopterów, a nozdrza wypełnia słodka woń Przyprawy. Immersja na całego.

Ola&Tatian

 

Grafika:

https://northcoastcourier.co.za/wp-content/uploads/sites/73/2021/11/Dune-Movie.jpg

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvKAe_LWj7yWCklbkXYJ_QFTc4_L2EFJ7VdYa_zORD9aJuH3yBHVEENgnJDcO6FD0xuTp3drS1b_npbFq1aKHYrE1mrbmIzCf7B7Vjhexf3yCtqSWfC_xi2lJMNMDW2GGQyJdLN2CpQLs/s16000/diuna+recenzja+pustynia.png
https://imagesvc.meredithcorp.io/v3/mm/image?url=https%3A%2F%2Fstatic.onecms.io%2Fwp-content%2Fuploads%2Fsites%2F6%2F2020%2F09%2F08%2FDU-TRL-102.jpg

27 listopada 2021

Podróże kształcą

 

Podróżujemy, oddychamy

 

                         Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz.

                                         To coś, co robisz, jak oddychanie.

                                                                                     (Gayle Forman)

 

Koniec września, początek trzeciej klasy. Nareszcie, po półtora roku siedzenia w czterech ścianach przed komputerem,  usłyszeliśmy, że  poziom pandemii w Polsce  utrzymuje  się na dobrym poziomie. A więc takim, że możemy wyruszyć    w podróż i pooddychać pełną piersią.  Zdecydowaliśmy się wybrać   – klasy  biologiczno-chemiczna  oraz  biologiczno-medyczna-  na trzydniową wycieczkę na południe Polski. Tak naprawdę to klasa III E  zaproponowała nam wspólny wyjazd i do dzisiaj jestem jej wdzięczny, ponieważ stanowiliśmy naprawdę cudowny duet podczas wycieczki. Jako zadowolony podróżnik mam dużo do wspominania i do opowiedzenia o naszych przeżyciach. Zacznę  jednak od początku…

Pierwszy dzień. Tego poranka pobudka nie była – jak zawsze - nieprzyjemna, lecz cudowna,  ponieważ nie wiązała się z przymusem pójścia do szkoły. Wstaliśmy radośni, pełni wigoru i ogromnej chęci do życia, bo czekała nas wymarzona wycieczka. O godzinie 7.00  wyruszyliśmy w drogę. Pierwszym celem naszej wycieczki było Miejsce Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau, były niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady. Przez 4 godziny zwiedzaliśmy obóz, który wywarł na mnie, ale również na pozostałych uczestnikach wycieczki, niesamowite wrażenie. Przekroczyliśmy bramę z napisem „Arbeit macht frei”(„Praca czyni wolnym”). Następnie  w  sposób symboliczny  przeszliśmy drogę więźniów:  od bramy, poprzez baraki, aż do krematorium. Z przerażeniem patrzyliśmy na ocalałe zdjęcia ludzi, stosy walizek, protez, włosów. Współczułem ludziom więzionym i mordowanym  w obozie, bo nie sposób przejść obojętnie obok tak wielkiej tragedii.  Dzięki opowieści pani przewodnik, dodatkowo odebraliśmy cenną lekcję historii. Myślę jednak, że niejeden z nas spojrzał na problem szerzej i zastanowił się nad źródłami powstania faszyzmu. Pod wieczór, trochę zmęczeni całodzienną podróżą, dotarliśmy do naszej kwatery, by odpocząć i zebrać  siły na następny dzień. Mieściła się w małej, podhalańskiej wsi – Murzasichle.

Drugi dzień. Ten poranek również należał do przyjemnych, ponieważ  dzisiejszym celem miała być podróż w głąb tatrzańskich gór.  Niestety, pogoda nie dopisała i przenieśliśmy tę  atrakcję  na piątek - ostatni dzień wycieczki. To jednak nie popsuło naszych humorów, gdyż  mieliśmy  równie ciekawy plan. Najpierw Krupówki. Główna ulica Zakopanego –deptak  z  atrakcjami  dla turystów, gdzie  pospacerowaliśmy  oraz  kupiliśmy sobie pamiątki. Potem udaliśmy się do Muzeum Stylu Zakopiańskiego im. Stanisława Witkiewicza. Mieści się ono w willi „Koliba”(z  końca XIX wieku) wybudowanej  według projektu Witkiewicza i będącej pierwszym domem w stylu zakopiańskim. W „Kolibie” na początku XX wieku  był pensjonat, w którym zatrzymywali się wyjątkowi goście, na przykład Helena Modrzejewska. Tu mieszkał również (w 1903 roku) Jan Kasprowicz. Kolejny punkt wycieczki to Cmentarz Zasłużonych  na Pęksowym Brzyzku, założony w połowie XIX wieku. Co oznacza ta oryginalnie brzmiąca dla ceprów nazwa? Pęksowy, bo grunt, na którym znajduje się cmentarz, był własnością Jana Pęksa. Brzyzek natomiast, w gwarze góralskiej oznacza urwisko nad potokiem. Tu  połowa grobów (250) należy do ludzi zasłużonych, na przykład: Kornela Makuszyńskiego, Kazimierza Przerwy-Tetmajera, Tytusa Chałubińskiego, Sabały, Stanisława i Heleny Marusarzów. Niemal wszystkie nagrobki są dziełami sztuki, między innymi wykonanymi w pracowni Władysława Hasiora. To był piękny dzień, mimo że padał deszcz, a ja nie lubię, gdy  kapie mi na głowę. Wieczorem łatwo zapomnieliśmy o przemoczonych ubraniach, zasiadając do biesiady z muzyką i ciepłą kiełbaską. W pensjonacie mieliśmy i inne atrakcje - mogliśmy poćwiczyć na siłowni, pograć w bilard lub  w piłkarzyki. Odwiedzaliśmy się w pokojach, rozmawialiśmy, więc wieczór okazał się bardzo miły.  Wspólnie spędzony czas  wpłynął na zacieśnienie  naszych  więzi, co wydaje mi się  ogromnie ważne w życiu młodych ludzi.

Trzeci dzień. Nadszedł  już niestety ostatni dzień wycieczki. Naszym celem było zdobycie Wielkiego Kopieńca (1328 m). Dla jednych zdobycie szczytu było pestką, dla innych zaś, to  wysiłek niemal nie do pokonania. Na szczęście wszystkim udało się wejść na szczyt. Gdy wyszedłem na samą górę, byłem bardzo podekscytowany malowniczymi  widokami oraz  miałem satysfakcję, że pokonałem szczyt. Do autokaru wróciliśmy Doliną Olczyską i udaliśmy się w drogę powrotną. Wszyscy zmęczeni, ale zarazem szczęśliwi,  cali i zdrowi około 21.00 wróciliśmy  do domu.

Jestem ogromnie zadowolony, że miałem okazję wziąć udział w tej wspaniałej wycieczce. Pozwoliła mi poznać nowe, ciekawe miejsca. Wiele mnie też nauczyła, na przykład  większego szacunku dla ludzkiego życia pod wpływem przeżyć w muzeum  Auschwitz-Birkenau.  Pomogła  także niektórym pokonać własne bariery podczas zdobywania  Wielkiego Kopieńca. Przede wszystkim dzięki wycieczce  my jako ludzie – istoty społeczne, bardziej mogliśmy się zintegrować, poznać  oraz w przyjemny sposób spędzić wspólnie czas. Naprawdę  było warto! W oczekiwaniu na następny wyjazd…

Arek


Grafika:

Zdjęcia własne