12 grudnia 2020

Kącik motywacji

            

                   Prawo  jazdy

 

Gdybym mogła się cofnąć w czasie,

to zmieniłabym w swoim życiu tylko tyle,

że zrobiłabym prawo jazdy.

(Fannie Flagg)

 

Czym  jest prawo jazdy?  To dokument, wydany przez odpowiednie organy państwowe,  potwierdzający uprawnienia jego posiadacza do prowadzenia pojazdów silnikowych na drogach publicznych. Można powiedzieć, że jest to przepustka do łatwiejszego przemieszczania się z miejsca na miejsce. Moim zdaniem, naprawdę warto poświęcić trochę czasu, aby zdobyć takie uprawnienia. Inni najwyraźniej  myślą tak samo, gdyż  ten dokument  stał się powszechny a  mnóstwo osób nie wyobraża sobie bez niego życia.         

Ze względu na różnorodność pojazdów, w zależności od budowy, pojemności silnika, czy przeznaczenia, prawo jazdy jest podzielone na odpowiednie kategorie. Oznaczane są one dużymi literami (A, B, C, D oraz T). Z kolei oznaczenia (AM, A1, A2, B1, C1, czy D1) dotyczą mniejszych pojemności lub mniejszych pojazdów. Dodanie oznaczenia (+E) do  określonej kategorii oznacza dodatkowo możliwość prowadzenia pojazdu z przyczepką. Jak można zauważyć,  ilość kategorii jest naprawdę duża .  Do zdobycia każdej z tych kategorii  obowiązuje  osobny egzamin państwowy, zarówno teoretyczny, jaki i praktyczny. Aby uzyskać uprawnienia, należy spełniać pewne warunki: wiekowe oraz zdrowotne. Najwcześniej prawo  jazdy można  zdobyć po ukończeniu 14 roku życia i są to uprawnienia do kategorii AM (motorower). Na prowadzenie ciężarówki  (C) trzeba mieć ukończone 21 lat, a na motocykl (A) - 24 lata.                 

Przed egzaminem  należy odbyć kurs w szkole nauki jazdy, a jeszcze wcześniej zrobić badania lekarskie. W zależności od stanu zdrowia, czy też wybranej kategorii,  badania są powtarzane co kilka, nawet kilkanaście lat.  Trzeba  także w wydziale komunikacji wypełnić Profil Kandydata na Kierowcę (PKK) i dołączyć do niego własne zdjęcie. Jeżeli kandydat nie ukończył  18 lat, jest  konieczna  pisemna zgoda opiekuna na udział w kursie. Dopiero wtedy można  udać się do wybranej  szkoły nauki jazdy. W Zamościu jest ich naprawdę dużo. Kurs zaczyna się od  wykładów teoretycznych (około  30 godzin), które uczą ogólnych przepisów i zasad ruchu drogowego oraz udzielania pierwszej pomocy.Pierwszy etap  kursu kończy się teoretycznym egzaminem wewnętrznym, który odbywa się w szkole jazdy. W ten sposób jest  sprawdzana wiedza kursanta, niezbędna do części praktycznej. Istotne jest  oswojenie się z pojazdem oraz ćwiczenie jazdy w mieście oraz na placu manewrowym. Na placu ćwiczy się umiejętność sprawdzenia  stanu technicznego pojazdu, różnego rodzaju parkowanie oraz  jazdę po łuku. Nieco innych ćwiczeń wymaga  ubiegnie  się o którąś z kategorii A –slalomów, ósemek  czy też hamowania awaryjnego. Więcej niezbędnych informacji uzyska się  w szkole jazdy.

Po ukończeniu kursu przygotowawczego  można  zapisać się na egzamin państwowy w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego (WORD). Składa się on z dwóch części. Teoretyczny egzamin  rozwiązuje się  na komputerach -  w większych grupach -   w obecności jednego egzaminatora. Test składa się z 20 ogólnych pytań, dotyczących ogólnych przepisów oraz 12 pytań specjalistycznych, które odnoszą się do konkretnie wybranej kategorii. Odpowiedzi  sprawdza komputer, a  wynik jest widoczny chwilę po zakończeniu testu. Pytania, w zależności od trudności,  są oceniane od 1 do 3 punktów. Wymagana liczba z całego testu to 68/74  punktów. Drugi etap to część praktyczna. Rozpoczyna się ją od sprawdzenia wylosowanych wcześniej przez komputer elementów pojazdu. Następnie  jest oceniana jazda na placu, a potem po mieście. Obie części można zdawać jednego dnia, co zależy od zdającego. Każdy egzamin jest płatny.

Temat prawa jazdy jest dość znany. Piszę ten post jednak z myślą o osobach, które nigdy wcześniej nie miały styczności z takim egzaminem, a chciałyby posiadać ten ważny - według mnie - dokument. Mając 17 lat,  posiadam już dwie kategorie (AM oraz T), więc  czerpiąc z własnego doświadczenia, mogę podzielić się radami  dotyczącymi  egzaminu. Przede wszystkim nie należy się stresować, gdyż najwięcej niezdanych egzaminów  wynika właśnie ze stresu, a nie z braku wiedzy lub umiejętności. Warto mieć prawo jazdy, gdyż umiejętność  kierowania pojazdem bardzo ułatwia życie oraz sprawia wiele radości. Należy jednak pamiętać, że na drodze nie jesteśmy sami  i w pewnym sensie jesteśmy odpowiedzialni za czyjeś zdrowie i życie. Posiadanie prawa jazdy wymaga dużej  rozwagi.

Konrad 

 

Grafika:

https://auto.wprost.pl/_thumb/75/d2/b214f0c5360636965734908ccbc2.jpeg

https://info-car.pl/new/assets/dokumenty/Prawo_jazdy_rewers.png

5 grudnia 2020

Literackie fascynacje

 

    O pypciach na języku

 

O istnieniu języka

- tego anatomicznego, jak i tego służącego do komunikacji –

przypominamy sobie dopiero wtedy,

gdy wyczujemy na jego powierzchni jakiś pypeć,

coś, co nas uwiera, boli, drażni, przeszkadza,

albo po prostu śmieszy.

(Michał Rusinek)

 

Lubię czytać. Czytam bardzo dużo i to różnorodnych książek. Sięgam po klasykę literatury, ale też cenię sobie współczesne pozycje.  Może to być beletrystyka, literatura faktu czy  literatura popularnonaukowa. Są książki, które na długo zapadają w pamięć i chodzą za człowiekiem. Takie właśnie  lubię najbardziej, ponieważ nie tylko uczą, ale też działają na wyobraźnię i uczucia. Do nich niewątpliwie należy książka  Pypcie na języku Michała Rusinka, po którą  sięgnęłam już jakiś czas temu i wciąż do niej wracam, ponieważ mam ją w domowej biblioteczce. Tekst jest zbiorem felietonów poświęconych zjawiskom językowym: błędom i przejęzyczeniom. Autor  dostarcza nie tylko cennych  informacji o polszczyźnie, ale  także zapewnia dobrą zabawę.

Słowa motta  zaczerpnęłam ze wstępu do książki Michała Rusinka Pypcie na języku. Zapewne każdy słyszał o pypciu, a może i niejeden miał go na własnym języku. Bolesną krostkę, mianowicie! Słowo pypeć występuje też jako element złorzeczenia w stosunku do mówiącego coś złego, przykrego, kłamliwego lub niedorzecznego (bodajbyś  dostał pypcia!). Onufry Zagłoba w Potopie ujął to tak:  Niech  pypcia na języku dostanę, jeżeli tak nie będzie, jakom rzekł… Michał Rusinek pypcie rozumie metaforycznie jako drażniące narośle na języku ojczystym, które nierzadko spotykamy na co dzień: wszelkie  przejęzyczenia, przekręcenia, pomyłki lub  po prostu błędy.

Aby dać jakieś wyobrażenie o tropionych przez Michała Rusinka pypciach, zaprezentuję ich malutką część. Dodam tylko, że inspiracją  do snucia przez niego zabawnych refleksji są niefortunnie sformułowane myśli. Na początek historyjka z felietonu Tort. Otóż, uczestnicząc w obchodach jubileuszu pewnej biblioteki, autor książki usłyszał wypowiedź sponsora (cukiernika), który wręczał tort w kształcie książki: Pani dyrektor!  Mam nadzieję, że ten tort będzie dla pani pamiątką na długie lata. Potknięcia językowe znajduje również  w różnych ogłoszeniach: Awaria toalety. Prosimy załatwiać się na własną rękę. Albo: Organizujemy Sylwestry. Dowolne terminy. Albo: Znaleziono psa. Wiadomość w smażalni. Michał Rusinek wychwytuje także dwuznaczność i śmieszność języka sprawozdawców sportowych. Jan Ciszewski: A teraz wszystko w rękach konia.  Łukasz Płuciennik: Trener spojrzał na zegarek, by dać swoim zawodnikom ostatnie wskazówki.  Z książki Pypcie na języku można się też dowiedzieć, co autor sądzi o uprawianiu zawodu nauczyciela. Otóż, to zajęcie  grozi (…) trwałym kalectwem, a już z pewnością czkawką – ze śmiechu. A rozrywki dostarczają uczniowie, wypowiadając się na lekcjach lub pisząc wypracowania. Oto i szkolne pypcie: Tatarzy jeździli konno i pieszo. Jak Baśka uciekała na klaczy przed Tatarami, to piana leciała jej z pyska, nozdrza miała rozdęte, a uszy położyła po sobie. (Baśka i Tatarzy pochodzą z Pana Wołodyjowskiego  Henryka Sienkiewicza)

Innym znowu razem Michał Rusinek śledzi nazwy i zauważa, że pomysłowość właścicieli różnych zakładów usługowych zdaje się nie mieć granic: Instytut fryzur (Lublin). Laboratorium włosa (Warszawa). Klinika paznokcia (Kraków). Farma Piękności (Zduńska Wola). Poligon Urody (Sosnowiec). Felieton zamyka stwierdzeniem, że w Poligonie… na pewno dobrze strzygą na rekruta.  Takie to pypcie! 

W felietonie Oko autor opowiada o telefonie z banku. Miła pani zapytała: Rozmawiam z Panem Michałem Rusinek?  Tak, ale ja się deklinuję! A, to przepraszam - zadzwonię później! I ta oto historyjka jest punktem wyjścia do rozważań o konieczności odmiany nazwisk (tych, które się odmieniają!). Przywołuje popularnego w mediach o. Dariusza Okę (a nie Oko!) i apeluje: Spróbujcie , drodzy dziennikarze, nie pisać o księdzu Oko, ale o księdzu Oce, o poglądach księdza Oki, o spieraniu się z księdzem Oką. Mam podobne odczucia, gdy słyszę w kościele, że ksiądz Mariusz modli się za duszę Józefa Mazurek,  a ksiądz Sławomir  za zdrowie Marii Poręba. 

W felietonie Kiepura czytamy: Styl jest jak koń: bywa, że nas ponosi. W kolejnym, zatytułowanym Klawisz, są przykłady takiego stylu, który poniósł sprawozdawcę z Konkursu Chopinowskiego. Chińczykowi spokojnie płynęły szesnastki w  lewej ręce. Za to Kanadyjczyk miał  lewej ręki za mało. Jeden  finalista doskonale budował kolorystykę, a u jego rywala  - za dużo pedału, więc zamiast szmeru, była mgła. No i wszystko jasne!  Trudny wybór miał pewnego razu Michał Rusinek w warszawskiej restauracji: Domowy pasztet otulony serową kołderką w koleżeństwie sosu tatarskiego i maślaków. Gęsie żołądki zażywające kąpieli w aromatycznym sosie śmietanowym. Żeberka duszone w sosie pomidorowo – śliwkowym, w doborowym towarzystwie pieczonego ziemniaka. Bitka wołowa w sosie własnym  zasiadająca na postumencie z rumianych kopytek. Czyżby poniosła kogoś stylistyczna wena  jak koń jeźdźca?

Na dzień dzisiejszy, na tę chwilę, miasto Kraków, w miesiącu wrześniu –to frazy z upodobaniem wypowiadane, zwłaszcza do mikrofonu lub  kamery. Michał Rusinek  ironizuje: skoro słowa mają popłynąć w eter, to trzeba mówić jakoś inaczej, jakoś bardziej. Po co?  Snobizm podpowiada, że to uroczyściej i mądrzej.  Rozsądek natomiast, że to pypcie na języku.

Czy wiecie, kto to są jakoimy? A kim jest spalony? Nie? Sięgnijcie więc po książkę Pypcie na języku! Czyta się ją świetnie, ponieważ jest zbiorem znakomitych – lekkich i zabawnych – felietonów. Jeśli kłamię, bodaj mi wyrósł pypeć! Autor tropi wszelkie potknięcia  w mowie i piśmie, a następnie je bardzo ciekawie komentuje, a czytelnik prawie nie zauważa, że przy okazji uczy się poprawności językowej. Bardzo lubię styl wypowiedzi zabarwiony inteligentnym humorem, dlatego nie zawiodłam się zarówno na felietonach Michała Rusinka, jak również na spotkaniach z nim  w trakcie zamojskiego dnia Festiwalu Stolica Języka Polskiego (2017 i 2018). Zachęcam  do przyjrzenia się pypciom na języku (polskim, oczywiście!) w książce oraz do samodzielnego ich tropienia wokół  siebie.

Iss

 

Grafika:

własne zdjęcie

https://image.ceneostatic.pl/data/products/56938775/i-pypcie-na-jezyku-michal-rusinek-mp3.jpg