12 lutego 2017

Myśli o wychowaniu

    
         Miłość nie zna wieku

 

Miłość nie zna wieku: zawsze jest w stanie zarodkowym.

(Blaise Pascal)

​

Miłość towarzyszy nam od początku.  Kiedy się rodzimy, miłością obdarzają nas rodzice, dziadkowie i reszta rodziny. Kiedy dorastamy, zaczynają się pierwsze miłości, rozstania, a co za tym idzie, złamane serca. Jednak przychodzi ten czas, kiedy każdy spotyka na swojej drodze kogoś, w kim widzi swojego przyjaciela w wędrówce, zwanej życiem.  Z nią chce dzielić wszystkie smutki, radości, ją chce  uczynić szczęśliwą.  I jestem pewna, że to najpiękniejsze uczucie, jakiego można doświadczyć. To miłość, której nie kończy rozwód, choroba czy zwykłe rozstanie.  Miłość wieczna i bezwarunkowa, miłość, która jest niezniszczalna.

Zdecydowałam się napisać  post o takiej tematyce, ponieważ wokół mnie wydarzyło się wiele różnych sytuacji:  55. rocznica ślubu znajomych, choroba jednego z małżonków, rozstanie przyjaciół, narodziny dziecka i wiele innych.  I chociaż nie zawsze były to wydarzenia szczęśliwe, to w każdej z tych sytuacji obecna była  Miłość przez wielkie „M”, tak piękna i niewiarygodna jak gdyby z filmu.  Zbliżają się walentynki – dzień, w którym na temat tego uczucia mówi się dużo, głośno i niestety komercyjnie. Ja jednak zachęcam do refleksji na innym poziomie. Pomyślmy,  jak wspaniale mieć obok osobę, która przytuli, kiedy będziemy tego potrzebowali, wysłucha i zrozumie, nie będzie zadawać zbędnych pytań. To ktoś, kto powie, że kocha nas za to jacy jesteśmy, a nie za to co mamy. Czyż nie jest to najwspanialsze uczucie na świecie? Niestety, w dzisiejszych czasach nie zawsze potrafimy dostrzec, że ktoś nas może naprawdę kochać.  Często zamykamy się na innych, uciekając w świat wirtualny, ponieważ  nie potrafimy ze sobą porozmawiać twarzą w twarz. Niewiele osób kocha teraz naprawdę, część związków - zwłaszcza wśród nastolatków-  oparta jest na przekonaniu: muszę kogoś mieć, bo co powiedzą o mnie znajomi.  Taki związek jest niewiele warty, obie osoby oszukują siebie, a w konsekwencji mogą się nawet skrzywdzić.  

Z jednej strony jest to przykre, że tak rzadko można spotkać miłość, która rozkwita jak piękny kwiat.  Miłość prawdziwą, która nie zwraca uwagi na wykształcenie, status społeczny czy materialny lub wygląd.  Z drugiej jednak strony  to wielkie szczęście, bo gdy się ją spotka, to przetrwa wiele kryzysów i niepokojów.  Jedni patrząc na swoich rodziców czy dziadków, którzy żyją ze sobą już tyle lat i patrzą na siebie z taką miłością, jakby dopiero co się poznali, myślą: Chciałabym/ Chciałbym kiedyś tak kochać.  Inni z kolei mówią: Jak oni wytrzymują ze sobą przez tyle lat? Po co rozwiązywać problemy, przecież łatwiej się rozstać?   Nad budowaniem i utrwalaniem więzi trzeba pracować codziennie – dbać o siebie nawzajem  i szanować się, rozwiązywać na bieżąco konflikty, akceptować odmienności. Trzeba  po prostu stosować najprostszą zasadę – kochać drugiego jak siebie samego.  Trzeba nauczyć się mówić o tym, co się myśli i przeżywa, czego pragnie i czego się boi. Rozmowa i słuchanie się nawzajem są niezbędne do tego, żebyśmy czuli, że jesteśmy  razem.  
Psychologowie przedstawiają dosyć prostą  receptę na dotrwanie do złotych godów. Magiczny wzór to 5:1. Co się za tym kryje? Wyraża on  stosunek pozytywnych sygnałów wysyłanych przez siebie przez małżonków (na przykład  uśmiech) do negatywnych (na przykład złość, marudzenie). Gdy proporcja między jednymi a drugimi sygnałami  jest zbliżona do 5:1, można być absolutnie spokojnym o związek. Gdy wynosi 4:1  albo  2:1 – perspektywy nie są niestety najlepsze. Ale nawet najsłabszy wynik da się poprawić. Trzeba o tym po prostu szczerze rozmawiać. 

Prawdziwa miłość w życiu nie jest może tak spektakularna jak w książkach czy w filmach, ale wierzę, że istnieje. A gdy patrzę na moich bliskich, mam na to dowody. Życzę i nam wszystkim, abyśmy  obchodzili swoje rocznice z osobami, które dadzą  nam szczęście na całe życie.  ;) ♥

Sylwia 
 

Grafika:

https://media.istockphoto.com/id/1136836438/pl/zdj%C4%99cie/trzymaj-mi%C5%82o%C5%9B%C4%87-blisko-domu.webp?s=2048x2048&w=is&k=20&c=NwEbQKm51A7gO05kmZk65D8OHDpXEfDlbR77HCKLhpk=

http://www.bank-zdjec.com/foto5/16697_b.jpg

9 lutego 2017

Spotkanie ze sztuką


          
        Urok   filharmonii

 
Choć chyba  sto symfonii na pamięć już znam
Wciąż do filharmonii gnam, (…)
(Wojciech Młynarski)


„Nie jest uznawana za rzecz ciekawą, popularną czy modną’’,  ,, Filharmonia to strata czasu’’, ,,Idealna dla ludzi w podeszłym wieku’’ , ,,Muzyka klasyczna to totalna nuda’’ - z takimi komentarzami możemy się spotkać w dzisiejszych czasach, gdy zapytamy młodych ludzi,  co sądzą o muzyce klasycznej czy filharmonii.

Na początek trochę terminologii  i historii.  Określenie filharmonia  wywodzi się od greckich słów:  phileo –miłuję oraz harmonia - współdziałanie, ład.  Filharmonia  jest nazwą  instytucji kultury zajmującej   się przygotowaniem   i wykonaniem koncertów muzyki poważnej,  jak  również  muzyki rozrywkowej.  Tym  samym mianem określa się też gmach takiej instytucji. Filharmonie oraz opery  zaliczają się do największych placówek zajmujących się prezentacją muzyki na żywo. Są to miejsca, w których słuchacze i widzowie stykają się z kulturą wysoką.  Pierwsze filharmonie  powstały  we Włoszech (w Bolonii, Florencji, Weronie), a na nich wzorowały się utworzone w Wiedniu, Londynie, Berlinie, Pradze.  W Polsce najpierw powstała filharmonia w Krakowie, a następnie  w  Warszawie i we Lwowie. 
Dlaczego piszę o filharmonii? Uważam bowiem, że ten temat jest godny uwagi, mimo że  spotyka się z częstą krytyką, nie tylko  ze strony młodzieży.  Tymczasem muzyka klasyczna jest piękna, a przy tym rozwija i uspokaja. Dźwiękami wyraża  emocje, ale i wyzwala je u słuchaczy. Rozumiem, że  dla niektórych ludzi może być nudna,  bo nie towarzyszy  jej ruch, śpiew czy  taniec. Trzeba się nauczyć słuchać:  zamknąć oczy i skupić, a okaże się, że nie ma nic piękniejszego niż muzyka na żywo.  Na różnego rodzaju imprezach  czy dyskotekach  dźwięki są sztuczne, przetworzone, zmiksowane. W filharmonii nie ma głośników, mikrofonów czy urządzeń elektronicznych. Widzimy nuty i  muzyków, którzy wydobywają najpiękniejsze dźwięki ze swoich instrumentów, a więc przeżycie jest niepowtarzalne. Muzyka klasyczna jest trudna i niezrozumiała, bo wymaga  od słuchacza wrażliwości, a tę cechę nie każdy posiada, dlatego  być może jest nie dla wszystkich przeznaczona. Na co dzień często słyszymy (w słuchawkach, radiu, TV)  prymitywną muzykę,  tymczasem prawdziwa muzyka powinna być wysublimowana i bogata. Niestety, nie wszyscy są otwarci  na taką  magię i piękno.  To wymaga czasu i wysiłku. Spora część młodych ludzi nie ma też  możliwości przekonania się, czym jest filharmonia, więc edukacja muzyczna jest utrudniona.

Nigdy nie miałam okazji być w prawdziwej filharmonii, lecz nieraz słuchałam występów orkiestry symfonicznej. Moim ulubionym kompozytorem jest włoski skrzypek Antonio Lucio Vivaldi, a utwór bliski mojemu sercu to : Cztery pory roku. Lubię  też muzykę takich  wirtuozów, jak: Ludwig van Beethoven, Franz Schubert, Wolfgang Amadeusz Mozart. Uważam, że ich kompozycje są  fenomenalne oraz godne podziwu. Moim marzeniem jest wyjazd na Koncert Noworoczny Filharmoników Wiedeńskich w Złotej Sali Musikverein. Cały świat podziwia to wydarzenie i w ten sposób świętuje pierwszy dzień nowego roku. Ten, prawdopodobnie najsłynniejszy na świecie koncert, jest transmitowany do ponad 90 krajów i oglądany przez wielomilionową publiczność. Aby móc wysłuchać tego koncertu  w Wiedniu, trzeba mieć odrobinę szczęścia, gdyż ze względu na wielkie zainteresowanie, bilety są losowane. Jeśli uda mi się kiedyś odwiedzić filharmonię lub nawet być  na Koncercie Noworocznym w Wiedniu, na pewno podzielę się swoimi emocjami oraz refleksjami na blogu.
Filharmonia jest wyjątkowym miejscem, a więc i od nas wymaga niecodziennego zachowania oraz stroju. Należy ubrać się elegancko i klasycznie, bo to wyraz szacunku dla muzyków oraz  miejsca, w którym  obcujemy  z kulturą wysoką.  Zapomnijmy więc o sportowych, ekstrawaganckich  czy   jaskrawych  ubraniach, o adidasach,  klapkach, glanach. Do filharmonii przybywamy  punktualnie,  czyli parę  minut przed rozpoczęciem koncertu. Jeżeli się spóźnimy, możemy wejść na salę dopiero w przerwie.  Wcześniej zapoznajemy  się z programem, aby nie bić  braw między częściami koncertu, tylko na koniec. To samo dotyczy przerw między kolejnymi pieśniami czy utworami z danego opusu. Jeżeli koncert wydał się nam wspaniały, bijemy brawo na stojąco. Nie wychodzimy z filharmonii w trakcie oklasków, ani przed zejściem artystów ze sceny. Poza tym: nie jemy, nie szeleścimy papierkami, nie zamykamy głośno torebek,  nie kręcimy się, nie wystukujemy nogą rytmu, nie rozmawiamy, nie ziewamy, nie śpimy, nie robimy zdjęć, nie nagrywamy filmów oraz wyłączamy  telefon. To podstawowe zasady kulturalnego   zachowania w filharmonii.

Mam zatem marzenie – znaleźć się w filharmonii wiedeńskiej. Wiem, jak się odpowiednio zachować . To już połowa sukcesu, a na resztę poczekam. Może kiedyś mi się uda, a tymczasem słucham muzyki klasycznej z płyt.  A Wy, czy lubicie koncerty symfoniczne w filharmonii?

♫Bezpatosu

Grafika:
http://images67.fotosik.pl/841/c276661625ef906dmed.jpg
http://wyszlo.com/wp-content/uploads/2014/12/filharmonia-narodowa_2006386.jpgm poziomie.
http://www.wroclaw.pl/files/cmsdocuments/14533173/mpf1.JPG