Czy to bajka, czy nie bajka,
Myślcie sobie, jak tam chcecie.
A ja przecież wam powiadam:
Krasnoludki są na świecie.
(Maria Konopnicka)
Rusałka, a na Litwie Świtezianka (wyżej). To demon wodny, mający postać pięknej dziewczyny, nagiej lub ubranej w powłóczyste szaty. Ma długie, bujne włosy, niekiedy zielone, a na głowie wieniec z roślin wodnych. Ma zwinne, taneczne ruchy. Polskie legendy o rusałkach nawiązują do folkloru Bałkan, gdzie kobiece demony nazywały się: wiły, samowiły, samodiwy, nereidy, najady, nimfy. Jakie jest pochodzenie rusałek? Powstają z dusz dzieci zmarłych bez chrztu lub niewinnych dziewcząt zmarłych w nagłych i niezwykłych okolicznościach. Mieszkają w wodnych głębinach i są strażniczkami wód – karzą śmiercią każdego, kto naruszy lub skala ich wody. W nocy wychodzą na brzeg i tańczą w świetle księżyca. W miejscach, które dotykają stopami, rośnie bujna i zawsze wilgotna trawa. Chętnie siadają na gałęziach wierzb rosnących nad wodą i kołyszą się na nich. Godzinami czeszą też długie włosy i kuszą nimi przechodniów, zwłaszcza pięknych młodzieńców, których wabią do tańca i miłosnych igraszek. Jeśli im się to uda, to łaskoczą ich aż do utraty przytomności i życia albo wciągają ich na zawsze w topiel. Mickiewicz tak to ujmuje w Świteziance: Woda się burzy i wzdyma./Burzy się, wzdyma i wre aż do dna,/Kręconym nurtem pochwyca,/Roztwiera paszczę otchłań podwodna,/ Ginie z młodzieńcem dziewica.
Skarbnik (wyżej). To groźny duch kopalń śląskich pilnujący ukrytych pod ziemią skarbów. Ukazuje się najczęściej w postaci starca – w górniczym ubraniu lub w długiej płóciennej koszuli. Czasami może przybrać postać myszy, kota lub psa. Pojawienie się skarbnika zawsze oznacza nieszczęście: zawał w kopalni, pożar lub wybuch gazu. Czasami ostrzega górników przed katastrofą, ale częściej szkodzi niż pomaga – na przykład wodzi ich po korytarzach i wyrobiskach. Skarbnik nie lubi modlitw czy znaku krzyża i wtedy mści się, gasząc górnicze lampki, zalewając kopalnie lub powodując nieszczęśliwe wypadki. Dotknięcie skarbnika oznacza śmierć.
Tak to się dziwnie plecie w wierzeniach ludowych od niepamiętnych czasów. Czy jeszcze coś zostało z tych przekonań? Można się z nich śmiać, nie zmienia to jednak faktu, że wyobraźnia ludowa ciągle jest przedmiotem zainteresowania pisarzy, humanistów, badaczy kultury, etnografów, antropologów i folklorystów. No i mojego! I chcę wierzyć, że to prawda, kiedy Maria Konopnicka pisze: Siedzą sobie krasnoludki /W byle jakiej mysiej norze. Pod kominem czy pod progiem - /Wszędzie ich napotkać można:/ Czasem który za kucharkę/ Poobraca pieczeń z rożna…/ Czasem skwarków porwie z rynki /Albo liźnie cukru nieco/ I pozbiera okruszynki,/ Co ze stołu w obiad zlecą./ Czasem w stajni z bicza trzaśnie,/ Koniom spląta długie grzywy,/ Czasem dzieciom prawi baśnie…/ Istne cuda! Istne dziwy!








