21 maja 2014

Kącik młodego historyka



Nietypowa  lekcja historii





 
Trzeba było to wszystko przeżyć,
aby zrozumieć,
że Warszawa nie mogła się nie bić.
(Kazimierz  Iranek- Osmecki)


Już prawie dwa tygodnie temu w ramach wycieczki klasowej mieliśmy okazję udać się do Muzeum Powstania Warszawskiego - miejsca poświęconemu jednej z największych i najbardziej krwawych bitew II wojny światowej, gdzie pamięć o ludziach, dla których ofiara życia w imię niepodległej Polski była bezwarunkowym obowiązkiem, jest wiecznie żywa. Realia lat wojny i okupacji oraz dwóch miesięcy Powstania zawarte w słowach Delegata Rządu Rzeczpospolitej Polski na Kraj - Chcieliśmy być wolni i wolność sobie zawdzięczać - stanowią myśl przewodnią ekspozycji.

Lekcję muzealną poprowadził dla nas znakomity przewodnik – Pan Andrzej. Przybliżył nam bieg wydarzeń w okupowanej Warszawie i jednocześnie przypominał, jak ważne jest rozpowszechnianie faktów z historii naszej ojczyzny, aby pamięć i prawda była obecna wśród nas i przyszłych pokoleń Polaków. Wzorem Pana Andrzeja chciałabym podzielić się wszystkim, czego można się dowiedzieć podczas takiej nietypowej lekcji historii.     
                
Budynek Muzeum jest jednym z nielicznych zachowanych zabytków architektury przemysłowej Warszawy. Przed wojną w jego murach znajdowała się elektrownia tramwajowa. Po latach okupacji stolicy gmach stopniowo niszczał. Decyzja o lokalizacji Muzeum Powstania Warszawskiego otworzyła nowe perspektywy dla zabytkowego obiektu. Rozległy obszar dawnego kompleksu elektrowni stał się  jedynym w swoim rodzaju parkiem wolności. 

1 września 1939 roku hitlerowskie Niemcy zaatakowały Polskę. Rozpoczęła się trwająca do 5 października wojna obronna. 17 września, łamiąc pakt o nieagresji z roku 1932, bez określonego    w prawie międzynarodowym wypowiedzenia wojny, od Wschodu wkroczyła Armia Czerwona. Losy naszej ojczyzny zostały ostatecznie przesądzone, pozostały w rękach III Rzeszy i Związku Radzieckiego, które rozpoczęły okupację terytorium Rzeczpospolitej.  

Sercem polskości, której za wszelką cenę pragnęli pozbyć się Niemcy, stała się Warszawa. Na terenach okupowanej Polski został wprowadzony terror, a jej ludność poddawana była represjom. Już jesienią 1939 roku w parkach, tramwajach, teatrach i innych miejscach publicznych pojawiły się pierwsze tabliczki z hasłem „nur fur deutsche”. Szczególnie doświadczana była ludność żydowska, której obowiązkiem stało się noszenie na ramieniu opaski z gwiazdą Dawida. Władze okupacyjne konfiskowały żydowskie przedsiębiorstwa, a także kategorycznie zabraniały zmiany miejsca zamieszkania oraz korzystania z komunikacji miejskiej. Tworzono dzielnice żydowskie – getta – zamknięte obszary izolujące ludność żydowską. Koncentracja, na przykład w Warszawie około 450 tysięcy osób na stosunkowo małej przestrzeni, i niewielkie racje żywnościowe, które im przysługiwały potwierdzały fakt, że utworzenie gett faktycznie służyło eksterminacji ludności żydowskiej, a tworzone początkowo dla Polaków obozy koncentracyjne były miejscem realizacji masowej zagłady Żydów. Ostatecznie w 1943 roku hitlerowcy postanowili rozwiązać kwestię żydowską. Ludność uwięziona w gettach została przesiedlona  do obozów zagłady.

Polacy również znaleźli się  w trudnym położeniu. Polityka okupanta niemieckiego dążyła przede wszystkim do likwidacji elity narodu, a następnie zniewolenia, maksymalnej eksploatacji  i  zgermanizowania społeczeństwa. Polaków  w latach wojny pozbawiono praktycznie możliwości edukacji.  Wiosną 1940 roku w podwarszawskich Palmirach funkcjonariusze SS rozstrzelali około 1700 przedstawicieli inteligencji polskiej, a egzekucje, wysiedlenia, aresztowania, zsyłki do obozów, uliczne łapanki były stałym elementem dnia powszedniego w latach wojny. Jednym z głównych więzień niemieckich na terenie Generalnego Gubernatorstwa był Pawiak, gdzie przetrzymywano około 100 tysięcy Polaków,   z których blisko 37 tysięcy zginęło. Państwo Polskie kierowane przez władze  na  uchodźstwie  trwało  w  konspiracji.
Armia Krajowa zbroiła się, szkoliła, prowadziła dywersję i wywiad. Jej celem było przygotowanie zbrojnego powstania. W 1944 roku szeregi AK liczyły około 380 tysięcy członków. Była to najliczniejsza i najlepiej zorganizowana armia podziemna w okupowanej Europie. 

W przeddzień powstania polskie siły Armii Krajowej w okręgu warszawskim liczyły około 50 tysięcy. Broń posiadało jedynie około 10% powstańców. W ostatnich dniach lipca niemiecki garnizon Warszawy liczył około 20 tysięcy bardzo dobrze uzbrojonych żołnierzy wspieranych przez artylerię i lotnictwo. Pomimo znacznych dysproporcji sił 1 sierpnia o godz. 17.00 wybuchło Powstanie Warszawskie. W pierwszych dniach walki zarówno wśród żołnierzy, jak i ludności cywilnej panowała euforia. Polskie Państwo Podziemne rozpoczęło oficjalną działalność. Powstawały szpitale, barykady, schrony przeciwlotnicze. Od 1 sierpnia do 5 października ukazywała się prasa powstańcza. Warszawa była wolna po 5 latach. 

Na ulicach pojawiły się biało – czerwone flagi. Żołnierze byli wspierani przez mieszkańców stolicy. Jak powiedział Adam Borkiewicz: Warszawa zaczęła i prowadziła śmiertelny bój w osamotnieniu, lecz jej żołnierze nie byli osamotnieni. Polacy zajęli około ¾  terenu Warszawy. W ramach kontrofensywy Korpsgruppe SS generała Ericha von dem Bacha już 5 sierpnia przystąpiła do zdławienia walk, zaatakowała Wolę  i Ochotę. AK zbroiła się przez cały okres okupacji. Źródło zaopatrzenia stanowiły także warsztaty powstańcze. Pistolet maszynowy „Błyskawica”, sten, granaty – sidolówkę, karbidówkę i filipinkę można obejrzeć na ekspozycji w muzeum. W różnych dzielnicach stolicy dochodziło do egzekucji żołnierzy  i ludności cywilnej, którzy zostali wzięci do niewoli. Rzeź na warszawskiej Woli przeszła do historii jako jedna z najkrwawszych. Każdy dzień powstania stawał się walką o przetrwanie, ponieważ brakowało wody pitnej i żywności. Przewidując, jak ogromne znaczenie w powojennej Polsce mogą mieć materiały gromadzone przez Polskie Państwo Podziemne, prasowi    i filmowi sprawozdawcy wojenni wychodzili na ulice   i podczas powstania kręcili materiał „Warszawa walczy!”. Kroniki filmowe wyświetlane były w kinie Palladium. 

Sytuacja otoczonych często oddziałów była z każdą chwilą coraz cięższa.  Miasto płonęło. Ewakuacja i komunikacja między dzielnicami odbywała się jedynie pod ziemią. Sieć kanałów liczyła prawie 2 km. Niemcy jednak prędko zorientowali się i starali się pokrzyżować plany powstańców, wpuszczając toksyczne ścieki, bądź z góry atakując ludzi przedzierających się przez kanały. Upadały kolejne odziały.  Po kapitulacji Starego Miasta broniono Powiśla, Czerniakowa, Mokotowa i Puszczy Kampinoskiej. Niemcy rozpoczęli pacyfikację kolejnych dzielnic. Po ciężkich walkach Niemcy 7 września opanowali Powiśle, 23 września padł ostatni punkt oporu na Czerniakowie. Mokotów skapitulował 27 września, a północna część Żoliborza trzy dni później. Ogólna sytuacja Warszawy znalazła się w dramatycznym położeniu. Skłoniło to Komendę Główną Armii Krajowej  do podjęcia rozmów na temat przerwania walk. 2 października został podpisany akt kapitulacji Powstania. Po złożeniu broni około 15 tysięcy żołnierzy dostało się do obozów jenieckich, jednak wielu powstańców nie godziło się na niewolę i wyszło z miasta wraz z ludnością cywilną z zamiarem kontynuacji działalności konspiracyjnej.Teoretycznie zaplanowane na kilka dni Powstanie trwało w rezultacie 63 dni, będąc największym zrywem wolnościowym w historii II wojny światowej. By zrozumieć w pełni przyczyny wybuchu Powstania Warszawskiego oraz stopień powszechnej determinacji walczących o wolność mieszkańców stolicy, należy mieć świadomość, jak ogromnej presji  poddana była Warszawa podczas trudnych lat okupacji.
Ten dzień nie był zwyczajny, choć z pozoru taki sam jak każdy inny, niepokojąco spokojnie, młodzi ludzie tacy sami jak my, pragnący żyć(…)tak po prostu. Czy ten krótki fragment piosenki „63 chwały” wymaga komentarza   i zbędnych słów? Nie! On skłania nas, młodych ludzi, do refleksji i stawia przed nami pytanie, z którym może właśnie warto się zmierzyć. Czy potrafiłbym/potrafiłabym poświęcić wszystko to, co mam, by walczyć w imię wolnej ojczyzny? Są kwestie, które nigdy się nie zmieniają. „Baśka”, „Bury”, „Isia” – oni także  mieli „naście” lat, pragnęli marzyć, kochać, bawić się…beztrosko żyć. Pamięć o Nich, o wszystkich bohaterach tamtych dni, wydarzeniach niech będzie zawsze wiecznie żywa. 

Madlen

Grafika:

https://bialyorzel24.com/app/uploads/2021/07/kotwica1.jpg

https://plannawypad.pl/wp-content/uploads/2023/04/muzeum-powstania-warszawskiego-47.jpg

http://fotopolska.eu/foto/131/131960.jpg
http://static.prsa.pl/images/2ed1b137-4e14-48ad-baf7-aab183ccdd61.jpg
http://static.prsa.pl/images/a601204d-7355-49f0-9759-169c6ecffb83.jpg

18 maja 2014

Przeczytane, przemyślane, skomentowane



        Ławeczki  sławnych ludzi


 
Dlaczego (…) przyjęła się u nas moda
na pomniki  - ławeczki?
To coś niedużego, pozbawionego piedestału,
wyzutego z patosu (…)
Dającego naiwne poczucie,
że przez chwilę możemy zakumplować się
ze znanymi, wybitnymi, mądrymi, utalentowanymi.
(Piotr Sarzyński)


Zacznę od Biłgoraja, który leży stosunkowo niedaleko od naszego miasta. Na stronie Biłgorajskiego Stowarzyszenia Kulturalnego imienia I. B. Singera czytam:  Wielką dumą Biłgoraja  są jego mieszkańcy, tradycja i przeszłość. Przeszłość miasta to jego wielokulturowość. Przed II wojną światową żyli tutaj wspólnie i zgodnie katolicy, żydzi  i prawosławni.  Chcemy kontynuować tradycje wielokulturowości. Ikoną tego przedsięwzięcia jest postać Singera, znanego na całym świecie laureata Literackiej Nagrody Nobla. To dzięki niemu i jego talentowi znany na całym świecie jest również Biłgoraj. I tak oto powstała ławeczka Isaaka Bashevisa Singera (zdjęcie wyżej) – pomnik odsłonięty 13 września 2009 roku podczas obchodzonych w mieście Dni Singera. Znajduje się w parku, w pobliżu Kościoła pod wezwaniem świętego Jerzego. Pomnik przedstawia postać pisarza siedzącego na sofie, a na jej oparciu widnieje napis poświęcony pisarzowi.  Isaac Bashevis Singer mieszkał w latach  1917 – 1921w Biłgoraju, który był też rodzinnym miastem jego matki Baszewy, córki rabina biłgorajskiego.
Nie gorszy jest też Krasnystaw. Miasto postawiło stolik Stanisławowi Bojarczukowi, synowi pańszczyźnianego chłopa,  poecie chłopskiemu – samoukowi, namiętnemu czytelnikowi literatury pięknej i książek popularnonaukowych, autorowi około 1000 sonetów. Znanemu  jako: chłopski Petrarka, Petrarka z Krasnegostawu. Pod wpływem Tetmajera Bojarczuka  zafascynował  sonet jako miniaturowa, kunsztowna konstrukcja poetycka, w której można zamieścić ważką problematykę. Wartość artystyczna i literacka jego spuścizny jest porównywalna z takimi poetami Lubelszczyzny, jak: Józef Czechowicz czy Józef  Łobobodowski.  

A Zamość? Nie ma żadnej ławeczki, choć mieszkało tu wielu sławnych ludzi. Pisarze: Szymon Szymonowic, Icchok Lejb Perec, Bolesław Leśmian, Piotr Szewc czy piosenkarz Marek Grechuta.  A może Bernardo Morando – twórca i wykonawca projektu idealnego miasta, Padwy Północy, perły renesansu mógłby zasiąść na ławeczce w Rynku?  Chętnie zobaczyłabym też tutaj Jana Machulskiego, który zainicjował Zamojskie Lato Teatralne  i dzięki temu miasto gości od  lat   dobrych, a  czasem   nawet    wybitnych  aktorów. Wyobrażam sobie też na ławce Zagłobę radzącego Sobiepanowi  Zamoyskiemu, jak odeprzeć Szwedów. Wprawdzie to postać literacka, ale przecież wojak Szwejk już doczekał się swojej ławeczki w Sanoku i Przemyślu, a Oskar z „Blaszanego bębenka” -  w Gdańsku. Skoro Szczebrzeszyn ma swoje chrząszcze (wprawdzie nie na  ławkach), dlaczego Zamość nie może mieć Zagłoby? Idealnym tłem dla ławeczek byłyby uliczki starego miasta. Takie mam marzenia! Ale marzenia, jak to marzenia, wcale nie muszą się ziścić.

Faktem jest, że zapanowała w Polsce moda na ławeczki, choć nie my je wymyśliliśmy. W Nowym Jorku  już w 1956 roku posadzono na ławce Hansa Christiana Andersena. U nas pierwsza była Ławeczka Tuwima w Łodzi w 1999 roku, a potem się już rozmnożyły w wielu miastach. Sama kilkakrotnie siedziałam w Nałęczowie z Bolesławem Prusem i mam pamiątkowe zdjęcia. Ba! Nawet się przytuliłam do pisarza, bo bardzo go lubię za genialną „Lalkę”. Na zdjęciu niżej:  ławeczka Bolesława Prusa w Nałęczowie.
Mają swoje ławeczki poeci, prozaicy, aktorzy, muzycy, a także politycy, choć z tymi ostatnimi nie bardzo mamy ochotę się bratać. Dlaczego tak chętnie są stawiane pomniki – ławeczki?   To z pewnością    reakcja na modę poprzednich dziesięcioleci, gdy się stawiało patriotyczne monumenty albo nowoczesne obeliski i abstrakcyjne bryły. Ławeczki są po prostu bliższe ludziom. Podobno jeszcze zbyt poważnie podchodzimy „do tematu” i ukazujemy wybitne postacie w konwencji zadumy, relaksu, ewentualnie delikatnej życzliwości. Inne kraje potrafią się zdobyć na humor. Dlatego Albert Einstein w Tokio pokazuje widzom język, a wojak Szwejk  w Bratysławie wysuwa głowę z kanalizacyjnej studzienki.

No cóż! Może i Polacy zdobędą się kiedyś na żartobliwy dystans? Na razie ukazują swoich idoli  z powagą i szacunkiem. Mnie to nie przeszkadza.

Styna

Grafika:
http://e-przewodniki.pl/obiekty_obrazy/29556/obraz_96580_5998_500.jpg
http://janhenrykcichosz.blog.onet.pl/wp-content/blogs.dir/468664/files/2013/05/Karpie-5-do-bloga.jpg
http://img.zszywka.pl/1/0271/9734/laweczka-z-prusem-naleczow.jpg